Surowa sprawiedliwość Księżyca. Recenzja: Moon Knight. Tom 3

itomigra.blogspot.com 2 godzin temu

Surowa sprawiedliwość Księżyca. Recenzja: Moon Knight. Tom 3

Wakacje tuż za progiem, dzień dłuższy, to i więcej można zdziałać! Może to i wcześnie- ale już udało się nam zapoznać z lekturami i polecajkami z lipcowego panelu komiksowego. Co by za długo nie zwlekać, postanowiliśmy opublikować tekst ciut wcześniej. Zapraszam do lektury.

Informacje/Pierwsze Wrażenia:


Moon Knight
doczekał się trzeciego tomu! Bardzo nas to cieszy, bo jak prawdopodobnie wiecie (albo się dowiadujecie w tej chwili), bardzo lubimy brutalną sprawiedliwość, którą serwuje Marc Spector. Postać zyskała naszą sympatię już w Erze Khonshu. Może nie występował tam jako bohater- ale taki już jego urok. Swoją drogą- dzięki przedstawionym tam wydarzeniom- Moon Knight doczekał się swojej prywatnej serii (recenzje
i Tom Drugi).


Album został wydany w linii Marvel Fresh. Za scenariusz odpowiada duecik: Jed MacKay (prowadzący serię od początku) oraz David Pepose (dołączył w tym tomie). Ilustracje stworzyli Alessandro Cappuccio, Marcelo Ferreira, Federico Sabbatini i inni artyści (całe grono talentów!). W Polsce ukazał się z etykietką wydawnictwa Egmont i klubu Świat Komiksu.

Zarys fabularny:


"Marc Spector rusza tropem Czarnego Widma – wroga, który wydaje się zarówno zupełnie nowy, jak i niepokojąco znajomy. Kiedy Moon Knight próbuje rozwikłać tę zagadkę, budzą się w nim mroczne wspomnienia ostatniej misji jego najemnej grupy – Kowbojów z Karnaku. Przeszłość powraca z pełną siłą i nie odpuści, dopóki Marc nie odpokutuje. Pokuta może jednak kosztować go życie, ponieważ osłabiony Khonshu nie potrafi już wskrzeszać swoich Pięści. Czy Moon Knight zdoła pokrzyżować mordercze plany Widma, kiedy każda decyzja może się okazać ostatnią? I co – a raczej kto – czeka na niego w Duacie, Mieście Umarłych, gdzie sądzi się dusze?"

Wrażenia:


Wiadomo, iż po Dwójeczce nie mogliśmy sobie odpuścić kolejnych części. Choć poprzedniczka nie była bez wad- zamiast ciągłości, odnosiło się wrażenie kryminalnego serialu- recenzowany album wraca na tory spójności. W każdym razie się stara. Podział jest- ale wyraźny, niezależny i dzieli album na dwie "osobne" części. Jedna poświęcona jest dramatycznej przygodzie- ostatecznemu starciu z Mrocznym Widmem. Druga część (mniejsza) to poboczna misja- ocalenie duszy dziecka z Miasta Umarłych, Duatu.


W obu przypadkach spotykamy się z brutalnością sprawiedliwości, specyficzną psychozą i swoistą ostatecznością. Moon Knight jak się na czymś zafiksuje, to nie ma zmiłuj. Ciśnie bez względu na wszystko. Nie dziwne, iż przeciwnicy się go boją (sojusznicy zresztą też). Jest w tym coś... frapującego. Fascynującego. A biorąc pod uwagę, iż ów fanatyzm jest podkreślony przez dynamiczne grafiki i poszatkowaną reżyserię (mocne ścięcia akcji), to już w ogóle nie można się od lektury oderwać. choćby jeżeli pojedynek z Mrocznym Widmem wpada w "uliczne" klimaty, to zaliczam go na plus. Niby zagrożone jest całe miasto, ale nie odczuwa się tej globalnej skali. Zmęczyły mnie już ostateczne i kosmiczne zagrożenia.


Druga opowieść jest bardziej "paranienormalna". Rezygnujemy z detektywistycznego kina akcji, a przeskakujemy na moonknightowe klimaty. Dzieje się dużo, jest niebezpiecznie... ale znowu górę bierze zawziętość i poświęcenie Marca. Tym razem jednak mamy usprawiedliwienie- pokuta. Moon Knight chorobliwie chce zmazać grzechy, których jest niemało. Czy to przypadek, iż w tym celu udaje się do Miasta Umarłych? Nie sądzę. Obie historie- tak różne!- mi się podobały i obie w jeden tom łączy przewijające się wspomnienie- dawna działalność najemnicza Marca. Czekaliście na genezę w linii Marvel Fresh? Oto jak ciekawie było można ją przedstawić! Polecam- i jeżeli pojawią się kolejne tomy- będę śledził!

T.
Przydatne linki:
dołaczycie do nas na Instagramie
TUTAJ wpadniecie na naszego Facebooka
TUTAJ złapiecie własny egzemplarz
Idź do oryginalnego materiału