Sulejów. Krzyż choleryczny

gazetatrybunalska.info 4 dni temu

16 września 2026 roku minie dziesięć lat, kiedy został poświęcony krzyż na cmentarzu w Sulejowie. Nie była to uroczystość stricte religijna. Choć bez poparcia i udziału księdza proboszcza raczej by się nie odbyła.

Chodziło o odbudowę pamiątkowego krzyża, który stał na sulejowskim cmentarzu do roku 2016. Idea jego odbudowy wiązała się z postępująca destrukcja krzyża, który upamiętniał wydarzenia z roku 1874, kiedy to miasto nawiedziła epidemia cholery. Zmarło wówczas ok. trzystu mieszkańców Sulejowa mieszkańców, zaraza odwiedziła także inne ośrodki regionu.

Może nikt by o tej tragedii nie pamiętał, ale mój tato uczył się historii naszego miasta zbierając m. in. informacje o ciekawych osobach pochowanych na sulejowskim cmentarzu. Fatalny stan krzyża nie mógł ujść uwadze taty. Niestety, prawie nikt nie był zainteresowany tematem. Czekaliśmy na jakiś sygnał, a jesienią zabytkowy krzyż został zdemontowany.

Prywatne śledztwo wykazało, iż krzyżem zaopiekował się pewien kościelny aktywista, który nie widział żadnych przeciwwskazań, żeby zarobić parę złotych na sprzedażny w ręce handlarzy antyków kutych liter pochodzących ze starego krzyża.

Przełomem okazał się grudzień 2015 roku, kiedy u taty pojawił się Piotr Wypych, który zaoferował pomoc przy odbudowie. Przypomnę tylko, ze Wypych był pracownikiem Zespołu Parków Krajobrazowych, zawsze pełnym pozytywnego zapału oraz chęci do rzeczowej pomocy. Pojawił się u nas z pismem, które zapowiadało konkretną pomoc. Tyle tylko, iż nie było już co odbudowywać.

Sprawa nabrała tempa dopiero pół roku później.

Jeden z pracowników urzędu miasta zorganizował środki i zgodę burmistrzów, Piotr Wypych przygotował projekt techniczny, a prac rzeźbiarskich podjął się miejscowy twórca. Grupa ludzi skupiona wokół jednego ze stowarzyszeń podjęła się natomiast wykonania pozostałych prac. Lista pomocników była zresztą dużo dłuższa i obejmowała min. prywatnych przedsiębiorców, strażaków i magistrackich pracowników.

Pracy było niemało. Zwłaszcza iż plan obejmował także uporządkowanie terenu wokół krzyża. I tu stał się cud.

Byliśmy bardzo zaskoczeni, kiedy ukradziono nam płyty chodnikowe, które układaliśmy w alejce, przy krzyżu, który był już praktycznie ustawiony. Pomyśleliśmy, iż to zwykłe świństwo, ale zamiast się denerwować, załatwiliśmy kolejne płyty i je w zasadzie ułożyliśmy. Nie miałem czasu w przeżywanie całej sytuacji, bo mój tato w tak zwanym międzyczasie dostał udaru.

Po upływie kolejnych czterech tygodni zaplanowaliśmy poświęcenie pomnika. Niestety, kolejny raz spod krzyża ukradziono nam płyty. Jacyś straszliwie zacięci byli ci cmentarny złodzieje. Do dziś się zastanawiam, jakim łobuzem trzeba być, żeby robić takie rzeczy i w takim miejscu.

Nie było w nas jednak chęci zemsty. Najważniejsze było upamiętnienie tych prawie trzystu mieszkańców Sulejowa. Pozostało też przeświadczenie, iż przed zarazą nikt się nie ukryje ani też nikt od niej się nie wykupi – tak opisywał to w swojej książce jeden z sulejowskich pisarzy, Lucjan Rudnicki. Przeżył epidemię cholery w 1894 roku, a jego wstrząsające opisy zawarte są w książce „Stare i nowe”. Naprawdę warto po nią sięgnąć.

→ Tomasz Miller

14.09.2026

• zdjęcie ilustracyjne: Freepik

• więcej tekstów autora: > tutaj

Idź do oryginalnego materiału