W nowym thrillerze Ryan Murphy opowiada historię na podstawie książki Breta Eastona Ellisa, zaś jej głównym bohaterem jest imiennik samego pisarza. Zastanawia zatem, ile w tym wszystkim prawdy. Wyjaśnijmy, czy „Strzępy” są na faktach.
W serialu „Strzępy„, który zadebiutował już na Disney+ , trafiamy do Los Angeles w roku 1981 i przyglądamy się losom Breta Ellisa (Igby Rigney), czyli postaci zainspirowanej samym pisarzem. Ale czy jego śledztwo w sprawie seryjnego zabójcy ma podstawę w faktach? Czy morderca znany jako Trawler istniał naprawdę?
Strzępy – czy serial to prawdziwa historia?
Mówiąc krótko: nie. Serial „Strzępy” jest adaptacją powieści Breta Eastona Ellisa, którą należy zaklasyfikować jako dzieło tzw. autofikcji. Oznacza to, iż choć pisarz wykorzystał w niej elementy zaczerpnięte z własnej biografii, zostały one połączone z wątkami i postaciami czysto fikcyjnymi. Z rzeczywistością pokrywają się warunki, w jakich dojrzewa serialowy Bret. Kultowy pisarz – przyszły autor „American Psycho” – wywodzi się z zamożnej rodziny i uczęszczał do tej samej prywatnej szkoły, w której toczy się znaczna część akcji „Strzępów”.
Przyjaciele bohatera – Thom Wright (Graham Campbell), Susan Reynolds (Kaia Gerber), Debbie Schaffer (Hayes Warner) i Robert Mallory (Homer Gere) – mają w sobie cechy, które prawdziwy Ellis zaczerpnął z obserwacji własnych rówieśników. Co ciekawe, niedługo po premierze książkowych „Strzępów” w sieci (m.in. na Reddicie) zaroiło się od przypuszczeń, kto tak naprawdę kryje się za nazwiskami fikcyjnych licealistów.
„Strzępy” (Fot. FX)Zupełnie zmyślony został przez autora i twórcę serialu, Ryana Murphy’ego, wątek Trawlera, zabójcy, który bierze na cel nastolatków. Choć Los Angeles z przełomu lat 80. rzeczywiście mierzyło się z licznymi sprawami morderstw, które przypisywano seryjnym zbrodniarzom, włączenie tego elementu w fabułę serialu miało na celu podkreślenie atmosfery ciągłego zagrożenia.
— Nie czuję się zmotywowany, by pisać powieść, jeżeli nic przy tym nie czuję, i być może właśnie z tego powodu wiele z moich powieści ma ten wszechobecny klimat grozy. Myślę, iż po prostu wynika to z tego, skąd biorą się te książki – i jest tego odzwierciedleniem. Z drugiej strony, czy w ogóle pisałbym książki, gdybym był szczęśliwszym człowiekiem? Czy używałbym powieści jako sposobu wyrażenia tego [uczucia]? Nie wiem. Ale to może mieć coś wspólnego z tym, dlaczego pociągał mnie horror i dlaczego wykorzystywałem jego elementy w swoich pracach – wyjaśnił sam Bret Easton Ellis w rozmowie z Variety.
A czym poszczególne wątki – autobiograficzne i zmyślone – owocują na ekranie? Serialowa widziała już większość odcinków nowego serialu. Naszą opinię znajdziecie w tym miejscu: Strzępy – recenzja serialu.





