"Stranger Things" nie mogło skończyć się inaczej jak rozczarowaniem. Smutne? Niekoniecznie
Zdjęcie: Gaten Matarazzo, Finn Wolfhard, Caleb McLaughlin, Noah Schnapp w serialu StrangerThings
Wojownicy, łuczniczki i magowie, plączący się po labiryntach korytarzy biegnących przez równoległe rzeczywistości, przez przeszłość i teraźniejszość zarazem, przez psychę i somę, odłożyli miecze i zamknęli księgi. Wystrzelono ostatni bełt, wypowiedziano finałowe zaklęcie. I, ot tak, z dnia na dzień, na przełomie starego i nowego roku, domknął się bodaj największy serial minionej dekady. "Stranger Things" było bowiem, bez krzty przesady, doświadczeniem międzypokoleniowym, o co w epoce zażartej rywalizacji na streamingowym froncie wydawało się już praktycznie niemożliwe do powtórzenia.
