Dziś wieczorem znowu przeglądam stare zdjęcia i nie mogę przestać myśleć o tym wszystkim, co się wydarzyło. Zawsze byłam osobą, która stara się wspierać rodzinę i być dla innych oparciem. Ale to, czego się ostatnio dowiedziałam o mojej teściowej, całkowicie mną wstrząsnęło.
Mam dwoje dzieci, każde z nich to inna historia. Moja najstarsza córka, Jagoda, ma już 16 lat. Jej ojciec płaci alimenty i regularnie się z nią kontaktuje. Mimo iż mój pierwszy mąż, Artur, zbudował już nową rodzinę w Krakowie i ma tam dwójkę kolejnych dzieci, nigdy nie zapomniał o Jagodzie. Ich relacja jest naprawdę wyjątkowa. I cieszę się, iż mimo rozstania udało nam się zachować normalne stosunki.
Syn, Maciek, miał mniej szczęścia. Dwa lata temu jego ojciec, mój drugi mąż, Tomek, nagle zachorował. Ledwo minęły trzy dni, a już nie żył. Do dzisiaj stoję czasem w korytarzu i łapię się na tym, iż czekam, aż Tomek po prostu wróci do domu i powie, jak bardzo tęsknił. Potem ściska mnie w gardle tak bardzo, iż łzy same napływają do oczu.
W tym wszystkim bardzo wspierała mnie Wanda, mama Tomka. Wiem, iż dla niej to też dramat, bo Tomek był jej jedynym synem, oczkiem w głowie. Miałyśmy przez te lata naprawdę bliską relację. Dzwoniłyśmy do siebie co drugi dzień, czasem wpadałyśmy na kawę i godzinami rozmawiałyśmy o Tomku, wspominałyśmy go. Byłyśmy sobie chyba najbliższe na świecie.
Kiedy zaszłam w ciążę z Maćkiem, pamiętam jak Wanda pewnego dnia rzuciła, oglądając Rozmowy w toku, temat testów na ojcostwo. Zaczęła opowiadać, iż w tym programie facet przez lata wychowywał dziecko, które jak się potem okazało nie było jego. Jakoś się wtedy nad tym nie zastanowiłam, po prostu stwierdziłam, iż jak facet wątpi, niech lepiej nie zostaje ojcem, bo będzie tylko niedzielnym tatusiem. Wanda tylko się uśmiechnęła i powiedziała, iż ufa, iż to na pewno dziecko Tomka. Nie podejrzewałam nawet, iż w jej głowie mogą być jakieś niepewności. Kiedy urodził się Maciek, nie mówiła już więcej o żadnych testach. Myślałam, iż sprawa zamknięta.
W tym roku Wanda bardzo poważnie się rozchorowała. Lekarze nie dawali dobrych rokowań. Idealnie byłoby, gdyby przeprowadziła się bliżej mnie zaczęłyśmy choćby szukać dla niej małego mieszkania w Gdańsku. Kiedy przebywała w szpitalu, poprosiła mnie, żebym przywiozła jej akt zgonu swojego męża, potrzebny był do załatwienia spraw u notariusza. Pojechałam więc do jej mieszkania, przegrzebywałam szafki i papiery.
I wtedy los postanowił zadrwić. W jednej z teczek natrafiłam na dokument z laboratorium. Test na ojcostwo Maćka, zrobiony, gdy miał dwa miesiące. Wynik potwierdzał, iż Tomek był ojcem. Poczułam się zupełnie zdradzona. Wanda przez tyle lat trzymała mnie za rękę, a sama w tajemnicy sprawdziła moją prawdomówność. Nie potrafiłam tego przełknąć. Kiedy wszystko jej powiedziałam, płakała i przepraszała za swoją głupotę. Przekonywała, iż to był akt strachu, stres, chwila słabości. Ale ja czuję, jakby kawałek mojego serca po prostu odpadł.
Od tamtej pory nie jestem pewna, czy chcę jej pomagać. Z jednej strony wiem, iż Wanda nie ma nikogo oprócz mnie i Maćka. Z drugiej nie potrafię już patrzeć na nią jak dawniej, z ufnością. Chyba nie będziemy już kimś w rodzaju przyjaciółek. Ale nie mogę jej zupełnie zostawić. Nie chcę odbierać Maćkowi babci i żal mi tej starszej, schorowanej kobiety.
Będę przez cały czas jej pomagać. Tak po ludzku. Ale ciepło gdzieś uleciało. Pewnie już nie wróci. Oby Maćkowi to nie przeszkadzało dla niego babcia zawsze będzie babcią, choćby jeżeli dla mnie przestała być bliska jak dawniej.







