Startuje "Neagley", spin-off "Reachera". Sprawdzamy, czy warto oglądać – recenzja serialu Prime Video

serialowa.pl 1 godzina temu

Już jutro na Prime Video debiutuje „Neagley”, czyli spin-off hitowego „Reachera”, którego sezon 4 właśnie dobiega końca. Sprawdzamy, czy warto obejrzeć żeńską wariację na temat przeboju akcji.

Zmiana warty na Prime Video. Wraz ze zbliżającym się finałem 4. sezonu ze sceny schodzi Reacher, by zwolnić miejsce dla Neagley – swej najbardziej lojalnej przyjaciółki, której (po raz pierwszy) zabrakło w najnowszej odsłonie przeboju akcji. Absencja bohaterki granej przez Marię Sten powinna zostać darowana. Od jutra w ofercie streamera możemy bowiem obejrzeć wszystkie osiem odcinków jej solowych przygód. Jak wypada ten serial? Widziałem przedpremierowo całość i mam odpowiedź.

Neagley – o czym jest spin-off Reachera od Prime Video?

Po pierwszych minutach „Neagley” wydawać by się mogło, iż barczysty bohater o twarzy Alana Ritchsona spędzi z nową protagonistką calutki spin-off. Tymczasem jego obecność w nowym tytule jest symboliczna. Ogranicza się wyłącznie do prologu i epilogu, w którym mięśniak z kart powieści Lee Childa upewnia się, iż jego kumpela wyszła z fabuły bez szwanku. I dobrze – nie chcielibyśmy, by Neagley była dźwigana na barkach Reachera.

„Neagley” (Fot. Prime Video)

Niemniej – choć Reachera fizycznie w spin-offie brakuje – duch oryginału unosi się nad nowym projektem Nicka Santory („Reacher”) i Nicholasa Wootona („Skazany na śmierć”) przez cały czas. Ba, choćby ikoniczna już karta tytułowa hitu z Ritchsonem zmieniła się tutaj jedynie o napis w centrum ekranu. „Neagley” powołano do życia w ramach projektu „Reacher w spódnicy” (swoją drogą, bohaterka woli raczej spodnie) i na tym pomysłowość tej produkcji niestety się kończy.

W przeciwieństwie do poprzednika serialu nie oparto na żadnej konkretnej powieści. To raczej zlepek historii i motywów całej masy akcyjniaków, który wklepano w prompt Chata GTP, by wypluł w miarę sensowną fabułę. Ta – podobnie zresztą jak 4. sezon „Reachera” – zaczyna się samobójstwem. Pod tory rozpędzonego pociągu metra w Chicago wchodzi podejrzanie rozmarzony Tommy (Jhaleil Swaby, „Supergirl”), uruchamiając tym samym intrygę, która zabierze nas w różne dziwne miejsca.

Neagley – czy to coś więcej niż Reacher w spódnicy?

Szybko okazuje się, iż chłopak był przyjacielem z dzieciństwa naszej bohaterki. Problem w tym, iż zajęta nałogowym kopaniem tyłków Neagley nie miała z nim kontaktu od dłuższego czasu. Tommy znalazł sobie przyjaciół w Echo Canyon, miejscu na prowincji Illinois, które łatwowierni nazywają wspólnotą, a ci nieco bardziej sceptyczni – sektą. Miejscem rządzi guru grany przez Damona Herrimana („Mindhunter”), odtwórcy roli Charlesa Mansona w dwóch różnych produkcjach. To tak gdyby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości.

„Neagley” (Fot. Prime Video)

By zgłębić najbardziej aktualną przeszłość Tommy’ego, jak i tajemnice kryjące się za bramą Echo Canyon, Neagley powołuje do życia drużynę (pisząc „powołuje”, mam na myśli rozkazuje na prawo i lewo wszystkim tym, którzy wykażą się odrobiną inicjatywy). Zatrudniona w prywatnej agencji detektywistycznej bohaterka łączy siły z – początkowo niechętną – koleżanką po fachu (Adeline Rudolph, „Riverdale”), ulicznym spryciarzem zwanym Keno (Jasper Jones, „To Die For”) i pewnym ambitnym detektywem.

To właśnie za sprawą relacji z Rileyem (Greyston Holt, „Riverdale”) serial będzie w międzyczasie zgłębiał emocjonalną stronę głównej bohaterki. Bo widzicie, choć Neagley jest pod wieloma względami lustrzanym odbiciem odizolowanego od społeczeństwa Reachera (protagonistka jak mantrę powtarza slogan, iż „pracuje w pojedynkę”), to w przeciwieństwie do naszego dryblasa, nie wybrała sobie takiego sposobu życia świadomie.

Ważnym elementem „Neagley” będzie zatem powolne odsłanianie warstw jej traumy. Jak pewnie pamiętacie z pierwszego z seriali, postać mierzy się ze strachem przed ludzkim dotykiem, który specjaliści określają hafefobią. Na przestrzeni ośmiu odcinków zagłębimy się nieco w psychikę protagonistki, a niezwykle pomocny będzie do tego w miarę uroczo nakreślony wątek relacji z jej umierającym ojcem.

Neagley – czy warto oglądać spin-off Reachera?

To, co nakreślane zostało nieco mniej uroczo, mieści się… cóż, adekwatnie w każdym aspekcie pisanego na kolana scenariusza „Neagley”. Tekst (co ciekawe, wśród pięciorga autorów scenariusza znalazła się tylko jedna kobieta – Lacey Herbert) nie ma w sobie ani krzty oryginalności, dialogi są przesiąknięte ekspozycją do tego stopnia, iż bolą uszy, a każdy z kolejno pojawiających się bohaterów jest bardziej papierowy od poprzedniego.

„Neagley” (Fot. Prime Video)

Dość powiedzieć, iż intryga w gruncie rzeczy kończy się po mniej więcej dwóch odcinkach, czyli wtedy gdy serial zdąży przedstawić już nam wszystkich po tej dobrej i złej stronie historii. Jest tu zły do szpiku kości korpozłol rodem z filmu akcji klasy B (Matthew Del Negro, „Miasto na wzgórzu”), są podpatrzone zewsząd mało wiarygodne sceny manipulacji wyznawców czy wreszcie pretekstowa fabuła, którą oglądaliśmy wcześniej w setkach różnych wariacji.

Największym problemem „Neagley” jest jednak to, iż serial absolutnie niczym nie różni się od „Reachera”. To w najlepszym przypadku łatwo przyswajalna powtórka z rozrywki; w najgorszym marna imitacja – złożona z ogranych motywów, zadziwiającym niedostatkiem akcji i scenariuszem, który przy poziomie zwyżkującej serii głównej rozczarowuje podwójnie. Neagley nigdy nie była wystarczająco ciekawą bohaterką na osobną historię. Ekipa Santory nie zrobiła jednak nic, by to zmienić.

Potencjał na niezłe widowisko z pewnością gdzieś tutaj był. Powracająca moda na procedurale mogła sprawić, by detektywistyczna profesja bohaterki została przedstawiona w formie case of the week, w której każdy odcinek dotyczyłby innej zagadki do rozwiązania w Wietrznym Mieście. Niestety, stolica morderstw, bo tak ostatnio częściej mówi się na Chicago (miasto notuje największą całkowitą liczbę morderstw w USA), została kompletnie pominięta, a zmiana warty na Prime Video nie była potrzebna.

Neagley – premiera serialu 16 września na Prime Video

Idź do oryginalnego materiału