Star Wars: Zero Company – recenzja (PS5). Brudna i szara rzeczywistość uniwersum Gwiezdnych Wojen

pograne.eu 1 dzień temu

Star Wars: Zero Company najprościej określić jako XCOM w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Nie będzie to w 100% dokładny opis, ale nie da się ukryć, iż dla lwiej części graczy będzie on wystarczający. Trzeba jednak przyznać, iż to projekt ambitny, bo na znane mechaniki nakłada kilka swoich pomysłów – inspirowanych innymi grami – ostatecznie nadając tytułowi całkiem wyraźny charakter. To świetna pozycja zarówno dla fanów tego typu strategii, jak i miłośników Star Wars, choć do ideału brakuje jej dużo. Jak bardzo dużo?

Spis Treści

  • Fabuła Star Wars: Zero Company
  • Gameplay gry
  • Grafika i udźwiękowienie
  • Problemy techniczne
  • Podsumowanie


Kup Star Wars: Zero Company (PS5)

Fabuła

Tytuł zaczyna się bardzo ciekawie. Ekipa najemników pod wodzą Hawksa, byłego dowódcy (albo dowódczyni, postać możemy stworzyć sobie sami) z armii Republiki, boryka się z długami u Huttów. Z pomocą przychodzi jednak wywiad Republiki, który w zamian za spłatę należności – i dodatkowe finansowanie – potrzebuje wsparcia w odnalezieniu i usunięciu tajemniczej grupy przestępczej, zwanej Zwojem. Przyciśnięci do muru członkowie Kompanii Zero zgadzają się na te warunki i mniej więcej tutaj zaczyna się prawdziwa historia.

Bez zdradzania większej liczby szczegółów przyznam, iż fabuła w tej grze jest bardzo nierówna. Sam początek jest ciekawy, niestety mam wrażenie, iż Zwój to frakcja nieco zbyt sztampowa i za mało się wyróżniająca, zwłaszcza w świecie Gwiezdnych Wojen. Fakt, duża część gry skupia się na fragmentach uniwersum, którego zwykle w filmach zbyt wiele nie widać. Można by to potraktować jako usprawiedliwienie, gdyby nie to, iż w późniejszych etapach tytuł sięga po wiele znanych i już wielokrotnie przerabianych motywów. Tak jakby scenarzyści z jednej strony bardzo chcieli pokazać inny fragment świata, ale jednocześnie czuli, iż marka ich zobowiązuje.

Mam natomiast wrażenie, iż druga połowa gry fabularnie wygląda lepiej. Mimo wszystko czuję pewien niedosyt i wydaje mi się, iż krył się tutaj potencjał na dużo lepszą historię. Samo umieszczenie fabuły w okresie wojny klonów daje wachlarz możliwości, co doskonale udowodnił serial Clone Wars. Wielokrotnie słyszałem przed premierą gry porównania Zero Company do serii Mass Effect i być może to wina moich oczekiwań, ale opowiedziana tutaj historia nie ma podejścia do tej z ukochanej przeze mnie trylogii. Zwłaszcza iż fabuła jest boleśnie wręcz liniowa i wydaje się, iż nie mamy na jej przebieg absolutnie żadnego wpływu.

Gameplay

Za to rozgrywka w Star Wars: Zero Company to zdecydowanie ten element, który zatrzymał mnie tu mocniej. Jest ona podzielona na dwie części. Jedna z nich to zarządzanie naszą bazą o wdzięcznej nazwie Dziupla, gdzie możemy rozmawiać z towarzyszami, zatrudniać dodatkowych najemników, kupować sprzęt, a także planować nasze działania i wyruszać na misje. Wprawdzie brakuje tutaj złożoności z serii XCOM, ale wciąż jest co robić. Mamy niewielkie drzewko rozwoju i badań, możemy rozwijać umiejętności doświadczonych operatorów, a także… przebierać siebie i towarzyszy. Dzięki temu, jeżeli taka nasza wola, możemy udawać, iż nasz oddział składa się z samych Klonów.

Druga część, taktyczna, jest o wiele bardziej wciągająca. Zabieramy tutaj kilkoro najemników na pole bitwy, podzielone na kwadraty, a następnie w turowej walce wykorzystujemy punkty akcji, umiejętności i przedmioty, aby pokonać przeważające siły wroga. Choć wciąż nie ma tutaj takiej głębi jak w pierwowzorach od Firaxis, można się zachwycić możliwościami. W trakcie tury każdy operator ma trzy punkty akcji, które może wykorzystać na ruch, atak, umiejętność bądź użycie przedmiotu. Dodatkowo, jeżeli dobrze nam idzie, zdobywamy punkty przewagi. Dzięki nim możemy aktywować potężne zdolności, jak strzał, który nigdy nie chybia, albo wystrzelenie z wyrzutni rakiet, zadającej ogromne obrażenia na obszarze. To wszystko sprawia, iż kombinowanie ze składem i szukanie najlepszej synergii między bohaterami daje dużo radości.

Niestety, kłuje tu trochę nierówny poziom trudności misji, a także klaustrofobicznie małe mapy. Zdarzało mi się, iż z jedną walką męczyłem się kilka godzin, podchodząc do niej kilkukrotnie, mimo tego iż poprzednią, a także następną, przeszedłem bez wysiłku, nie otrzymując ani jednego punktu obrażeń. Dodatkowo w porównaniu do map z XCOM czy Phoenix Point jest tutaj strasznie ciasno. Przeciętna mapa to jedno pomieszczenie z kilkoma platformami obok, więc często zdarzało się, iż operatorzy większość czasu siedzą w jednym kącie, bo choćby nie ma dokąd pójść, zwłaszcza iż przeciwników zawsze jest kilkukrotnie więcej.

Czasami zdarzy się też, iż naszego Hawksa kontrolujemy bezpośrednio, poruszając się nim swobodnie z kamerą zawieszoną za jego plecami. Najczęściej do tego dochodzi w Dziupli, dzięki czemu możemy zwiedzić siedzibę, porozmawiać z ekipą i przenieść się do ekranów usprawnień czy zakupów. Jednak zdarzy się nam też kontrolować bohatera w taki sposób przed starciem albo pomiędzy kilkoma starciami. Musimy wtedy dotrzeć do miejsca walki, ale po drodze możemy czasami z kimś porozmawiać czy znaleźć jakąś wskazówkę. Pozwala nam to zdobyć punkty wywiadu do wykorzystania na później, a także punkty przewagi, które przydadzą się za chwilę w starciu. To bardzo fajny pomysł, ale niestety wykonany bardzo słabo. Wszystkie punkty zainteresowania są jasno oznaczone i nie da się ich przeoczyć, więc nie mamy tutaj poczucia, iż dobrze przygotowaliśmy się do walki – a zgaduję, iż taki był zamiar twórców – tylko metodycznie odhaczamy punkt po punkcie. Przydałoby się trochę urozmaicenia.

Grafika i udźwiękowienie

Poziom efektów wizualnych stoi bardzo wysoko, co jest zasługą wykorzystania Unreal Engine 5. Obserwująca moją rozgrywkę żona była zachwycona, mogąc na niektórych zbliżeniach bez problemu dostrzec szwy czy fakturę tkaniny, a nie tylko szarą teksturę. Postacie i otoczenie także cieszą oczy szczegółowością i wszystko po prostu wygląda bardzo ładnie, łącznie z wybuchami czy efektami blasterów. Zwłaszcza dobrze widać to w bardziej brudnych miejscach, które faktycznie wyglądają na opuszczone fabryki czy slumsy.

Przeczytaj także

Nightmare Frontier – recenzja (PC). Koszmarny Dziki Zachód

Gra aktorska z kolei jest niemal doskonała. Mój Hawks grany był przez Jonathana Freemana, który świetnie wypadł w roli dowódcy – do tego stopnia, iż wielokrotnie miałem wrażenie, iż słucham Komandora Sheparda w wykonaniu Marka Meera. Nie tylko on zasługuje jednak na pochwałę, bo jego utarczki słowne z Runą (w tej roli Vic Michaelis) były moją ulubioną częścią przebywania w Dziupli. Cieszy także, iż w roli Tricksa, jednego z Klonów, usłyszymy Dee Bradleya Bakera, czyli filmowy głos Żołnierzy Klonów, Rexa czy Cody’ego. Myślę, iż dubbing to jedna z najmocniejszych stron Star Wars: Zero Company. Aż nie było mi szkoda, iż polska wersja gry ograniczyła się tylko do napisów.

Najmniej pochwał mogę napisać dla muzyki, za którą odpowiada Gordy Haab. I to nie dlatego, iż była kiepska. Po prostu była tak bardzo gwiezdno-wojenna, iż nie odróżniała się w moich uszach zupełnie od ścieżek dźwiękowych innych gier czy filmów, a przez większość czasu pozostawała mimo wszystko zaledwie tłem, nie zapadając w pamięć.

Problemy techniczne

Choć większość czasu w PS5 gra działała bez zarzutu, zdarzały się jednak pewne problemy. Najczęstszym był taki, iż gdy na mapie w trakcie starcia pojawiały się posiłki, kamera zawieszała się w miejscu, gdzie kończyła się ostatnia akcja. Zwykle przenosiła się ona w miejsce, gdzie pojawiali się przeciwnicy, ale zaskakująco często o tym zapominała. Zresztą, praca kamery szwankowała także w trakcie przybliżeń podczas ataków. Nie zliczę, ile razy nie widać było zupełnie niczego, poza ogromnym zbliżeniem na jakąś ścianę czy kamień, które przesłoniły akurat widok. Było to szalenie irytujące, choć w ostatecznym rozrachunku to nie są wcale bardzo uporczywe problemy.

Czasami animacje postaci potrafiły się nieco wykrzaczyć. Przykładowo pokonany przeciwnik padał na ziemię, ale iż inna postać oddawała jeszcze do niego strzały, podnosił się na kilka sekund, przyjmował na klatę serię z blastera, i padał ponownie na glebę. Albo zwłoki pokonanego wroga nienaturalnie blokowały się na jakichś obiektach, zwłaszcza po wybuchach. I może to nie do końca błąd techniczny, ale po kilkudziesięciu godzinach miałem ochotę zamordować osobę, która zadecydowała, iż tury przeciwnika nie da się przyspieszyć albo przeskoczyć – w przypadku, gdy w jednej turze ruszał się ponad tuzin postaci, zajmowało to sporo czasu.

Trochę zastrzeżeń mam też do sterowania w warstwie taktycznej na padzie. Inne gry – ot, takie Showgunners na przykład – pozostały na konsoli przy klasycznym interfejsie, gdzie między akcjami przeskakiwało się, poruszając w lewo bądź w prawo, a te główne miały przypisany klawisz. Tutaj postawiono na menu kołowe, które wprawdzie wygląda o wiele bardziej estetycznie, ale jest dużo toporniejsze w obsłudze. Przy dużej liczbie ikon łatwo o pomyłkę, a i samo menu było nieco za mało wyraźne, zlewając się z otoczeniem na niektórych mapach.

Podsumowanie

Star Wars: Zero Company to świetna gra. Mogła jednak spokojnie być tytułem wybitnym, gdyby tylko doszlifowano kilka elementów. Największą bolączką jest dla mnie fabuła, ale prawie każdy element gry ma obszary, które można było zrobić lepiej. Większość dialogów między Hawksem a ekipą w Dziupli to krótkie wymiany zdań, wnoszące bardzo kilka do relacji postaci. Same relacje, które gra śledzi i nam pokazuje, zdają się mieć wpływ tylko na zachowanie postaci na polu walki. No i te irytujące problemy techniczne z kamerą. Mimo iż błędów i potknięć nie uniknięto, jest to gra, która zarówno dla fanów gatunku, jak i Gwiezdnych Wojen, powinna być pozycją obowiązkową. I sam prawdopodobnie za jakiś czas spróbuję jeszcze raz ukończyć kampanię, bo co to jest te 40 godzin, prawda?


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do testów dziękujemy firmie EA Polska.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.
Kup Star Wars: Zero Company (PS5)

Idź do oryginalnego materiału