Nie należę do osób, które spędzają setki godzin w grach wyścigowych. Mimo to potrafię docenić dobry model jazdy, szczególnie, gdy gra od pierwszych minut daje poczucie ogromnej prędkości. STAR WARS: Galactic Racer robi to naprawdę dobrze. Produkcja Fuse Games zabiera nas do świata nielegalnych wyścigów w odległej galaktyce. Nie próbuje przy tym udawać realistycznego symulatora. Liczą się szybkość, ryzyko i przede wszystkim dobra zabawa.
W STAR WARS: Galactic Racer akcja rozgrywa się po upadku Imperium. Nowa Republika dopiero próbuje zaprowadzić porządek, a na Zewnętrznych Rubieżach rozwija się zupełnie inny rodzaj rozrywki. Powstaje Liga Galaktyczna, czyli nielegalne zawody sponsorowane przez różne syndykaty. Wcielamy się w Shade’a, kierowcę próbującego wspiąć się na sam szczyt tego środowiska.
I tutaj niestety pojawia się pierwszy problem: fabuła praktycznie nie istnieje. Dostajemy pewne tło, pojawiają się inni kierowcy oraz rywalizacje, ale całość jest przede wszystkim pretekstem do kolejnych wyścigów. Nie oczekiwałem od gry wyścigowej historii na poziomie największych produkcji fabularnych. Mimo wszystko świat Star Wars daje ogromne możliwości. Szkoda więc, iż twórcy nie wykorzystali ich mocniej, tym bardziej iż sama otoczka sugeruje coś znacznie bardziej rozbudowanego.
Na szczęście wszystko zmienia się, gdy tylko trafiamy na tor. Model prowadzenia pojazdów jest zdecydowanie jednym z największych plusów produkcji. Sterowanie pozostaje arcade’owe i gwałtownie można nauczyć się podstaw. Jednocześnie poszczególne maszyny wyraźnie różnią się zachowaniem. Dzięki temu zmiana pojazdu nie ogranicza się jedynie do wyboru innego wyglądu.
Najważniejsze jest jednak poczucie prędkości. Wyścigi potrafią być naprawdę intensywne. Otoczenie błyskawicznie przemyka obok ekranu, przeciwnicy próbują nas spychać, a chwila nieuwagi może zakończyć się mocnym uderzeniem. Całość daje świetny feeling jazdy. Szczególnie dobrze wypadają momenty, gdy kilka pojazdów walczy obok siebie o pozycję. Wtedy naprawdę można poczuć pęd i chaos futurystycznego wyścigu.
Fot. Kadr z gryDużą rolę odgrywa również walka na torze. Możemy spychać rywali i wykorzystywać masę pojazdu przeciwko nim. Nie jest to więc gra, w której grzecznie trzymamy się idealnej linii przejazdu. Momentami bliżej jej do brutalnych arcade’owych wyścigów niż klasycznej rywalizacji motorsportowej. Bardzo dobrze pasuje to do nielegalnego charakteru Ligi Galaktycznej.
Jeszcze ważniejszy jest dla mnie klimat Star Wars. Nie chodzi wyłącznie o charakterystyczne pojazdy. Świat od pierwszych chwil wygląda jak część tej galaktyki. Futurystyczne maszyny, pustynne tereny, złomowiska czy ślady wielkich konfliktów dobrze współgrają z charakterem wyścigów. Fani szczególnie powinni docenić możliwość prowadzenia podracerów. Trudno wtedy nie przypomnieć sobie scen z Mrocznego widma oraz starszych gier poświęconych wyścigom na Tatooine.
Podoba mi się również to, iż twórcy nie ograniczyli się tylko do podracerów. Dostajemy kilka klas pojazdów, a każda wymaga nieco innego podejścia. Dzięki temu można znaleźć maszynę odpowiadającą własnemu stylowi jazdy. Do tego dochodzi możliwość ulepszania oraz dostosowywania sprzętu. Nie jest to najbardziej skomplikowany system na świecie, ale daje powód, aby eksperymentować.
Fot. Kadr z gryZnacznie mniej przekonał mnie system rankingowy. W założeniu ma zachęcać do ciągłego poprawiania wyników oraz wspinania się na kolejne poziomy rywalizacji. Dla mnie gwałtownie zaczął jednak działać w przeciwną stronę. Za bardzo skupiałem się na pozycji i punktach, zamiast po prostu cieszyć się jazdą. System wymusza również powtarzanie wyścigów, jeżeli zależy nam na dalszym rozwoju rankingu. Rozumiem takie rozwiązanie w produkcji nastawionej na rywalizację, ale tutaj zdecydowanie bardziej podobała mi się zwykła jazda bez patrzenia na kolejne szczeble.
Szkoda również, iż przy tak ciekawie przygotowanym świecie kampania nie oferuje więcej od strony narracyjnej. Postacie mogłyby mieć większe znaczenie, rywalizacje powinny być mocniej rozwinięte, a kolejne zawody lepiej wpisane w historię. w tej chwili fabuła jest raczej cienką nicią łączącą poszczególne wydarzenia.

STAR WARS: Galactic Racer ma jednak jedną bardzo istotną zaletę – po prostu przyjemnie się w niego gra. Prowadzenie pojazdów daje dużo frajdy, a świetne poczucie prędkości sprawia, iż wyścigi potrafią być naprawdę emocjonujące. Do tego dochodzi dobrze wykorzystany klimat odległej galaktyki. Szkoda niewykorzystanego potencjału fabularnego oraz systemu rankingowego, który nie każdemu przypadnie do gustu. Gdy jednak gasną światła i rozpoczyna się wyścig, większość tych problemów łatwo odsunąć na dalszy plan.
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z Plaion. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne














