Star Fest uchodzi za jedno z największych wydarzeń poświęconych fantastyce na Lubelszczyźnie. Postanowiliśmy więc sprawdzić, czy festiwal rzeczywiście zasługuje na swój rozgłos, czy może jego popularność jest nieco przesadzona. W tym celu wybrałam się na miejsce, by wybadać teren i zdać tę krótką relację.
Wyjaśnię pokrótce dla niewtajemniczonych, czym jest Star Fest. Otóż, jak już wspomniałam, jest to festiwal fantastyki – nie należy jednak uważać, iż znajdziemy tu strefy poświęcone jedynie gatunkowi fantasy. Pierwszy raz zorganizowano festiwal o takiej nazwie w 2022 roku, a termin przypada zawsze na jesień.
Fot. Popkulturowcy.plZobacz również: Nawiedzony biznes – recenzja 2. sezonu. Duchy mają się dobrze
Zanim zacznę opisywać tegoroczną edycję, wymienię kilka istotnych kwestii dla dalszej części relacji. Dla zachowania wiarygodności, nie byłam wcześniej na żadnym evencie tego pokroju, tak więc nie mogłam żywić uprzedzeń ani podświadomie porównywać z innymi wydarzeniami na podobną skalę. Ponadto, byłam na wydarzeniu tylko dwa dni – pominięty został piątek, jednak mogę z czystym sumieniem opisać zarówno sobotę, jak i niedzielę.
Subiektywnie, sobota była najciekawszym dniem festiwalu. Program oferował prelekcje zawierające tematykę takich popkulturowych gigantów jak Gwiezdne Wojny czy Resident Evil, od nich też zaczęłam swoją przygodę. Prowadzący tę pierwszą prelekcję twórca o pseudonimie Dżedajka niejednokrotnie trafiał w punkt, a jego spostrzeżenia przeplatały się z żartami, tworząc interesujące wydarzenie. Później też można było z nim porozmawiać i zadawać pytania – nawiasem mówiąc, świetnie się z nim rozmawiało.
Fot. Popkulturowcy.plPrelekcja z Residenta – a przynajmniej część, na której byłam – była potwierdzeniem tego, iż dobry pomysł nie zawsze oznacza dobre wykonanie. Autor prelekcji bowiem uznał, iż całość przybierze formę procesu sądowego Umbrella Corp. Ławę przysięgłych, oskarżyciela oraz obronę skazanych wybrał natomiast spośród publiczności. prawdopodobnie umknęło mu to, iż większość zebranych nie przyszła z gotowymi mowami sądowymi na festiwal, a wymagał każdorazowego odniesienia się do omawianych segmentów zarówno obrony, jak i oskarżyciela. Brzmiało fajnie w teorii, ale w praktyce? Wstyd przyznać, ale nie dotrzymałam do końca. Może zbyt surowo oceniam, może pod koniec się rozkręciło, ale bazując na swoim okrojonym doświadczeniu, taką ocenę musiałam wystawić.
Zobacz również: Matchbox: film – recenzja filmu
Z innych aktywności, bardzo spodobały mi się przeglądane stoiska, a tych było jak mrówków, jakby to powiedział klasyk. Arty, koszulki, merch, świece, stoiska poświęcone różnym uniwersom, stoiska gamingowe – było tego tak dużo, iż nie sposób zliczyć. Wymienić za to mogę moje ulubione stoisko, czyli strefę wioski Galów. Tak, dokładnie tych Galów z Asterixa i Obelixa. Przy czym nieopodal swoją miejscówkę mieli… Rzymianie, a cosplayerzy w zabawny sposób nawiązywali do tego jakże przypadkowego rozmieszczenia.
Jednak wśród VIP-ów nie znalazły się jedynie postacie fikcyjne – swoją obecnością zaszczycili Star Fest również znamienici goście specjalni, spośród których wyróżnili się Krzysztof Maj, Klockovskyy, Bladii, Marcin Kruszewski z kanału Prawo Marcina oraz wielu innych, nie mniej światłych osobistości, których lista zajęłaby jednak pół tego artykułu. Przepraszam więc za nieścisłości w tej sprawie.
Wiarygodne informacje co do atmosfery wśród VIP-ów mam jedynie ze spotkania z Marcinem Kruszewskim. Odbywało się ono w niedzielę i przyciągnęło wiele młodszych uczestników. Marcin, po krótkiej rozmowie z prowadzącym o swojej działalności, starał się odpowiedzieć na wszystkie pytania. Ponadto został, aż kolejka do autografów się skończyła, co uważam za bardzo miły gest.
Fot. Popkulturowcy.plMiłe również było to, jak organizatorzy zadbali o potrzeby uczestników. Poza sympatycznymi wolontariuszami i sprawną kontrolą rzeczy osobistych, zadbano o smaczne i tanie jedzenie festiwalowe, WiFi, a choćby pokój do darmowego spania na miejscu. Wskazówki na stronie z kolei ułatwiały poruszanie się po poszczególnych punktach programu po budynku Targów Lublin, a choćby pomagały w znalezieniu noclegu blisko terenu festiwalu.
Jednak najlepsze w całym wydarzeniu okazało się coś, czego nie da się zaplanować w harmonogramie: ludzie. Niezależnie od tego, czy rozmawiałam z prelegentami, cosplayerami, wystawcami czy innymi uczestnikami, spotykałam się z dużą życzliwością. Muszę przyznać, iż nie należę do osób, które bez trudu nawiązują nowe znajomości. Tymczasem atmosfera festiwalu sprawiała, iż rozmowy przychodziły mi zaskakująco naturalnie. Być może to magia fantastyki, a może po prostu wspólny wysiłek ludzi, którzy chcą stworzyć przyjazne miejsce. Efekt był jednak naprawdę wyjątkowy.
Po dwóch dniach spędzonych na Star Fest mogę powiedzieć, iż wydarzenie zdecydowanie ma swój urok. Bogata oferta stoisk, interesujący goście i przyjazna atmosfera skutecznie rekompensowały niedociągnięcia. Szczególnie doceniam otwartość uczestników oraz organizację, która ułatwiała korzystanie z festiwalowych atrakcji. Wydarzenie to daje również szansę nie tylko na spotkanie ulubionych postaci i poznanie nowych uniwersów, ale także na rozmowy z ludźmi o podobnych zainteresowaniach.
Czy Star Fest zasługuje na swój rozgłos? Moim zdaniem – jak najbardziej. choćby jeżeli nie każda atrakcja przypadnie wam do gustu, warto dać temu wydarzeniu szansę. Ja wróciłam z niego z dobrymi wspomnieniami i sporą dawką pozytywnej energii.
Fot. główna: baner Star Fest.















