Spotkanie z Janem Englertem na Zamku Królewskim w Niepołomicach

niepolomice.eu 11 godzin temu

„Tyle trwa twórczość aktora, ile trwa przedstawienie” – spotkanie z Janem Englertem na Zamku Królewskim w Niepołomicach

Anna Słodka

Król powrócił na zamek!” – takimi słowami powitał wyjątkowego gościa, pan Andrzej Kurdziel, który poprowadził we wtorek – 19 maja – spotkanie w Sali Akustycznej Zamku Królewskiego w Niepołomicach. Na zaproszenie Biblioteki Publicznej im. Tadeusza Biernata w Niepołomicach odpowiedział wybitny aktor – zarówno teatralny, jak i filmowy – reżyser, a także profesor Akademii Teatralnej – pan Jan Englert.

Debiutował w wieku czternastu lat – u samego Andrzeja Wajdy w jego „Kanale” – rolą łącznika Zefira. Ponad dwadzieścia lat piastował stanowisko dyrektora Teatru Narodowego w Warszawie. W swoim dorobku artystycznym zgromadził ponad sto pięćdziesiąt ról teatralnych, ponad sto ról filmowych i ponad dwieście – telewizyjnych. Wyreżyserował ponad trzydzieści spektakli teatralnych i trzydzieści pięć spektakli Teatru Telewizji. Pełnił rolę dziekana i rektora Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, gdzie przez cały czas jako wykładowca wprowadza w tajniki sztuki aktorskiej kolejne roczniki młodych adeptów. Wielokrotnie nagradzany – również za całokształt twórczości – w tym Złotym Medalem Zasłużony Kulturze – Gloria Artis.

Nasz gość w trakcie spotkania oczarował zgromadzoną publiczność. Dał popis swoich umiejętności aktorskich w postaci gestów, ruchów scenicznych, ale przede wszystkim interpretacji słowa. Słowa, które w jego przypadku od kilkudziesięciu lat jest materią i istotą pracy aktora… Słowa, które stało się podstawą rozważań na bardzo różne tematy… Pojawiła się refleksja dotycząca własnych osiągnięć, rodziny, ale i ogólnych spostrzeżeń dotykających sensu życia czy zjawisk zachodzących we współczesnej rzeczywistości.

Okazało się, iż Jan Englert był, jest i będzie zwolennikiem zasady `fair play`. Tak został wychowany. Tymczasem dzisiaj często znajdujemy usprawiedliwienie dla wszystkich grzechu. Wyśmiewamy zasady dekalogu. Gustaw Holoubek – zapytany: „Czego się boi?” – odpowiadał: „Miernoty”. Prosty człowiek ma swoją godność, honor; ma jakiś punkt odniesienia. Moralność to miara otwarcia się na drugiego człowieka. I granice… Pytanie tylko kto je stawia i jakie są te granice? Bo wolność, która ma narzucone granice jest niewolą. Wolność bez wyznaczonych granic – to anarchia. Jedno i drugie jest złe… Paradoksalnie w całej historii cywilizacji nigdy nie byliśmy tak zniewoleni w blasku wolności jak we współczesnym świecie.

Rola Stanisława Broniewskiego, pseudonim `Orsza` – dowódcy Szarych Szeregów – w filmie pod tytułem „Akcja pod Arsenałem” nauczyła naszego gościa jednej, niesłychanie ważnej rzeczy: „Jeśli robię coś szlachetnego, to nie mogę się obrażać, iż nie dostaję nagrody. Nagrodą jest to, iż jestem dobry!” Jaką wielką musiała być nagrodą sytuacja, kiedy pan Jan spotkał się potem ze strony autentycznego bohatera, najpierw z oskarżeniem: „Pan mi ukradł twarz! Nie lubię pana!”, ale zaraz potem i z wyjaśnieniem: „Jak myślę o sobie z tamtego czasu, to widzę pana twarz”. Czy aktor może marzyć o czymś więcej?

Z refleksji pana Jana wynika, iż owszem – może. Bo aktorstwo traktuje jako nieustanne zadanie. Bo nikt z nas nie składa się z monolitu. Albo się rozwijamy albo się marnujemy.
Tyle trwa twórczość aktora, ile trwa przedstawienie”. Uprawia się ten zawód po to, by publiczność – chociaż przez chwilę – poczuła się dotknięta. Zawód niewymierny, bo tak naprawdę zależny od oceny odbiorcy. Jednocześnie to właśnie odbiorcy stają się nieustannym motorem i inspiracją do tego, by stawać się coraz lepszym…

Jestem wyznawcą rzemiosła, nie artyzmu” – to stwierdzenie zdaje się być mottem Jana Englerta. Dlatego nie lubi określenia `artysta`. W dzisiejszych czasach pojawia się ono zbyt często, wszyscy chcą się tak charakteryzować. Tymczasem w normalnych warunkach z tysiąca rzemieślników powinien narodzić się jeden artysta. W naszym społeczeństwie z tysiąca artystów czasami rodzi się jeden rzemieślnik. I to właśnie jego powinniśmy doceniać: za umiejętności, ciężką pracę, wytrwałość w doskonaleniu siebie i swojego warsztatu. Nie wolno się zatrzymywać, osiadać na przysłowiowych laurach.

Nie miałem przyjaciół, bo zawsze szukałem lepszych od siebie…” Jan Englert podkreślił, iż całe życie – jak czeladnik – szukał mistrzów. On ich podglądał, okradał, zabierał i wzbogacał siebie. A teraz przekazuje tę wiedzę kolejnym pokoleniom. W ten sposób powstaje niezwykła sztafeta pokoleń… „Z wszystkiego co robię przez cały czas i daje mi poczucie sensu, na pewno zostałbym przy uczeniu.” Wieloletnia praca ze studentami nadaje aktorowi poczucie sensu, trwania i w pewnym sensie pozwala na przejście do historii. Jest też wyrazem bezinteresowności, bo oddaje im cząstkę siebie… Pozwala, by inni też stawali się coraz lepsi…

My dzisiaj bezinteresownie nie lubimy tego, komu się wiedzie. Zaimek JA – nigdy dotąd nie świecił tak mocno jak neon. Ja, mnie się należy… Empatia zaczyna być inaczej rozumiana. Staje się jednostronna. Chcemy, a choćby żądamy jej wobec siebie, zapominając lub wręcz lekceważąc innych… Wszyscy jesteśmy aktorami, gramy, często udając kogoś lepszego niż naprawdę jesteśmy. Dzisiaj w wystąpieniach publicznych forma staje się ważniejsza od treści.

Ludzie dzisiaj więcej oglądają niż słuchają. W wiadomościach często wysyłamy emotikony uczuć, a Jerzy Trela pokazał siłę ciszy, silę pauzy… Kiedy w Krakowie zmarł Jerzy Bińczycki w telewizji pojawiły się wywiady, komentarze jego koleżanek i kolegów. Anna Polony płakała, Anna Dymna wypowiedziała się jak zwykle bardzo rzeczowo, a poproszony o komentarz Jerzy Trela… bardzo długo milczał. Nie był w stanie nic powiedzieć, wyraźnie targały nim emocje, wzruszenie odejmowało mowę, walczył… i chyba dopiero po około trzech minutach zdołał powiedzieć: „To był mój przyjaciel…” , odwrócił się i odszedł. Tylko tyle… i aż tyle… Potęga ciszy, waga słowa, autentyzm przeżycia… Nie wymagają żadnego komentarza.

Tymczasem w dzisiejszej rzeczywistości coraz częściej można zaobserwować taki widok: w restauracji siedzi rodzina; standardowy model: rodzice i dwójka dzieci; spożywają posiłek zapatrzeni w swoje laptopy lub telefony i nie potrzebują kontaktu, rozmowy…

Co dzisiaj jest prawdą? jeżeli sztuczna inteligencja wygenerować może Englerta reklamującego cudowny środek na niedosłuch czy wręcz głuchotę, a algorytmy wyświetlają nam właśnie takie, a nie inne informacje, nie wiadomo skąd pochodzące i niezwykle pasujące do naszych działań, zamierzeń, planów… Aktor powołał się na statystyczne badania przeprowadzone wśród Amerykanów, które pokazały, iż 95% użytkowników Internetu uważa za prawdziwe te informacje, które są zgodne z ich przekonaniami, z tym, czego sami oczekują… Pozostałe to według nich fake news. Czy na pewno odnajdziemy prawdę weryfikując ją w Internecie?

Nie zrobiłem nic złego, nic złego mnie nie spotkało, ale coś złego jest w powietrzu. Taki kac bez picia.” – stwierdził aktor. Żeby wyjaśnić te odczucia posłużył się piękną metaforą: myślę, iż w tej chwili jesteśmy jak ptaki przed burzą. Ptaki przed burzą gromadzą się w stada, które nie wydają głosu. Najpierw intensywnie fruwają, przemieszczają się prawie bezszelestnie, potem się rozpraszają i gdzieś znikają. Potem słychać, iż gdzieś śpiewają… Coś wisi w powietrzu i ludzkość stoi przed jakąś straszliwą burzą… Jak jej zapobiec, gdy świat wirtualny staje się naszym światem… A co z prawdziwym?

Na zakończenie tych trochę smutnych refleksji o kondycji współczesnego świata aktor zażartował, iż za parę lat przyjedzie znowu do Niepołomic Englert… i tym razem będzie awatarem! Czy w takim kierunku zmierzamy? To pytanie nie wybrzmiało, ale z całą pewnością narodziło się w uczestnikach tego spotkania. Spotkania z artyzmem najwyższego sortu…

Zgromadzeni słuchacze pozostawali pod urokiem czarującego uśmiechu, swobody, żartów i barwnych anegdot pana Jana. Wielokrotnie nagradzali jego wystąpienie gromkimi brawami. Tych, których aktor zafascynował swymi opowieściami, zachęcamy do lektury książki pod tytułem „Bez oklasków”, będącej wywiadem – rzeką z tym człowiekiem wielu talentów. Można też obejrzeć film dokumentalny zatytułowany „Jan Englert. Spróbuję jeszcze raz pofrunąć”.

Idź do oryginalnego materiału