Spis treści #43

magazynszum.pl 1 dzień temu

GALERYJNY PIONEK

Kilka miesięcy temu głośno było o odwołaniu Alicji Knast ze stanowiska dyrektorki Praskiej Galerii Narodowej, a teraz scena czechosłowacka żyje . Od lipca funkcję tę pełni Patrik Steinhauser, art advisor oraz współwłaściciel komercyjnej galerii Steinhauser działającej w Bratysławie. Po ogłoszeniu nominacji galerzysta ogłosił, iż rezygnuje z pracy w galerii, którą współprowadzi z żoną, ale nie rozwiało to licznych wątpliwości środowiska i ekspertów, wskazujących na brak stosownego wykształcenia i doświadczenia zawodowego Steinausera (miał on studiować finanse pod Frankfurtem). Jako dyrektor artystyczny Słowackiej Galerii Narodowej ma być odpowiedzialny głównie za nadzorowanie programu wystawienniczego, zarządzanie zbiorami i rozwijanie partnerstw międzynarodowych, co w świetle jego dotychczasowej działalności również budzi wątpliwości i rodzi pytania o transparentność jego przyszłych działań. Nowemu dyrektorowi punktów nie dodaje kontekst polityczny — trudno nie zauważyć, iż jego nominacja jest związana z silnie upolitycznioną restrukturyzacją słowackich instytucji kulturalnych pod rządami Roberta Ficy. Celem tej “reformy” jest usunięcie nadmiernie postępowych liderów z instytucji kultury, których program nie jest zgodny z promowanymi przez rząd „tradycyjnymi wartościami”. Z tej perspektywy Steinhauser wydaje się po prostu pionkiem, za pomocą którego partia będzie miała większą kontrolę nad Słowacką Galerią Narodową.

Milan Knížák 1940-2026

Czeska scena artystyczna pożegnała w lipcu artystę wielkiego, ale w tej wielkości także trudnego, czyli Milana Knížáka. Knížák był nestorem sztuki neoawangardowej spod znaku Fluxusu – założył grupę Aktual, był dyrektorem Fluxus East i organizował pierwsze koncerty Fluxusu i happeningi w Czechosłowacji. Jego własne działania miały multidyscyplinarny charakter, prowokowały i zwracały uwagę na opresyjność systemu społecznego. Aktywnie działał na rzecz lokalnego środowiska, najpierw jako przedstawiciel undergroundowej awangardy, a następnie polityk sztuki: w latach 1990–1997 pełnił funkcję rektora Akademii Sztuk Pięknych w Pradze (AVU), a od 1999 do maja 2011 roku był dyrektorem Galerii Narodowej w Pradze. Czas jego rządów w NGP nie jest łatwy do oceny: z jednej strony poprawił sytuację finansową galerii, rozbudował przestrzenie wystawiennicze oraz nadzorował odbudowę części obiektów po powodzi z 2002 roku. Jednocześnie jego sposób zarządzania budził liczne kontrowersje – krytykowano go za autorytarny styl kierowania, konflikty z pracownikami i środowiskiem artystycznym oraz decyzje dotyczące programu wystaw i polityki zakupów. Polityka Knížáka-dyrektora potrafiła przynieść tak interesujące owoce jak choćby , która publicznie oddała kał w galerii w ramach protestu przeciwko jej kierownictwu (ponoć Knížák nie zobaczył nigdy tych kup, które, jak podaje czeska Wikipedia, usunęła sprzątaczka Vendula Vlachová). Dyrektorzy polskich instytucji to przy Knížáku pluszowe misie, i jest to na pewno powód, by o tej osobowości pamiętać.

SZLACECKA POGOŃ

Współpraca polsko-ukraińska nie zawsze się udaje, szczególnie jeżeli w grę wchodzą interesy polskiej szlachty. Przy okazji pokazu Kresy Europy – ze skarbca Lwowskiego Muzeum Historycznego, trwającego do 10 czerwca w Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, . Prace prezentowane na wystawie zostały sprowadzone do Polski w celu ich ochrony przed rosyjskimi bombardowaniami. Teraz pracownicy muzeum w Słupsku głowią się, jak obronić dzieła przed pełnomocnikami prawnymi Lubomirskich, którzy złożyli w sądach wnioski o zabezpieczenie dwóch obrazów z wystawy, należących niegdyś do Ordynacji Przeworskiej Andrzeja Lubomirskiego. Prawnicy chcą uniemożliwić wywiezienie dzieł z Polski do czasu rozstrzygnięcia sporu o ich własność. Nie jest to pierwsze takie działanie rodu Lubomirskich, który domagał się m.in. zabezpieczenia dwunastu obrazów z wystawy Geniusz Lwowa na Zamku Królewskim w Warszawie w 2024 roku. Sprawa została umorzona, ponieważ w międzyczasie Zamek błyskawicznie zamknął wystawę, a dzieła wróciły do Ukrainy. Taki może być też finał słupskiej wystawy i zasadniczy efekt kulturalnej aktywności rodu Lubomirskich, dzięki którym możemy cieszyć się sztuką z ukraińskich zbiorów zdecydowanie krócej.

SASNAL Z RUBENSEM

W mijającym miesiącu media żyły informacją o przyznaniu Wilhelmowi Sasnalowi nagrody Rubensa. Jest to wyróżnienie przyznawane przez miasto Siegen, w którym urodził się Rubens, a w skład jury nagrody wchodzą osoby ze środowiska akademickiego i muzealniczego. Nagroda wynosi 25 000 euro i obejmuje również publikację oraz wystawę w Muzeum Historii Naturalnej w Siegen. Jury doceniło umiejętność polskiego malarza do syntezy osobistych przeżyć z obrazami zaczerpniętymi ze zbiorowego doświadczenia i pamięci, które tworzą “ekspresyjny kalejdoskop współczesności”. Dotychczasowe grono laureatek i laureatów Rubespreis jest zacne (są to Hans Hartung, Giorgio Morandi, Francis Bacon, Antoni Tápies, Fritz Winter, Emil Schumacher, Cy Twombly, Rupprecht Geiger, Lucian Freud, Maria Lassnig, Sigmar Polke, Bridget Riley, Niele Toroni i Miriam Cahn), nie wątpię więc, iż malarzowi z Tarnowa miło było do niego dołączyć. Ale w jego karierze to już nie nowość, bo w 2006 roku został on laureatem nagrody Vincenta van Gogha, która oferuje lepsze pieniądze (50 tys. euro) oraz wystawę w Stedelijk Museum w Amsterdamie i Bonnefantenmuseum w Maastricht. Czy w takim razie nagroda Rubensa to coś więcej i coś zmienia w karierze Sasnala? Trudno powiedzieć, choć na pewno dobrze robi mu na ego.

Idź do oryginalnego materiału