Fiesta z protestami w tle
No więc tak, Wenecja. Po dyskusjach czy jechać, czy nie, w sumie chyba nie pojechali na biennale głównie ci, którzy albo z jakichś powodów nie mogli, albo nie mieli pieniędzy. Z relacji wynika, iż biennalowicze nie przejęli się także apelami o umiarkowanie w zabawie (vide apel Karola Sienkiewicza), więc podczas otwarcia w tonącym mieście odbyła się typowa art-fiesta, tyle że z kilkoma protestami w tle. Najbardziej efektowny wizualnie był wspólny protest Femenu i Pussy Riot pod pawilonem rosyjskim, ale do historii przejdzie protest przeciwko obecności Izraela na biennale, zorganizowany przez sojusz Art Not Genocide. Protest przeszedł ulicami Wenecji w piątek 8 maja, dołączyło do niego także około tuzina pawilonów, które w tym dniu były zamknięte lub zamknęły się wcześniej. Było to także biennale bez Złotego Lwa, ponieważ jury konkursu wcześniej zrezygnowało – a organizatorzy w odpowiedzi ogłosili, iż w tym roku Złotego Lwa przyzna publiczność. W Pawilonie Ukraińskim wystawę miała Zhanna Kadyrowa, która postanowiła przypomnieć, dlaczego Ukraina nie ma broni jądrowej. W Pawilonie Rosyjskim główną atrakcją była darmowa wódka. W Pawilonie Polskim zaprezentowany został projekt Bogny Burskiej i Daniela Kotowskiego, opowiadający o przełamywaniu barier komunikacyjnych. Temat ważny, ale wizualnie Polski Pawilon przegrywał z innymi krajami, choćby Austrią reprezentowaną przez Florentinę Holzinger, która też nawiązała do motywu wody, tylko w dużo bardziej spektakularny sposób. Wenecja to świat sztuki w pigułce, i wygrywa tu niezmiennie ten, kto zrobi najbardziej efektowne szoł. Ale na to potrzebne są pieniądze, i o tym jest także biennale.
Polityka wyniszczenia
W przeciwności do weneckich imprezowiczów, mieszkańcy Ukrainy raczej nie mogą zapomnieć o wojnie, która opiera się także na kulturowym wyniszczeniu. W nocy z 23 na 24 maja, w wyniku zmasowanego ataku dronowo-rakietowego, uszkodzeniu uległ, między innymi, budynek Narodowego Muzeum Sztuki Ukrainy (NAMU). Jak poinformowały ukraińskie władze oraz przedstawiciele muzeum, fala uderzeniowa doprowadziła do poważnych uszkodzeń budynku należącego do najważniejszych instytucji muzealnych w kraju i gromadzącego dzieła ukraińskiej sztuki od średniowiecza po czasy współczesne. Tyle dobrego, iż straty dotyczą przede wszystkim samego budynku, a kolekcja oraz personel nie zostali poszkodowani. W wyniku tego samego ataku ucierpiały również inne kijowskie instytucje kultury, w tym filharmonia, opera, biblioteki oraz zabytkowe obiekty. Według władz Ukrainy był to jeden z największych ataków wymierzonych w infrastrukturę kulturalną od początku pełnoskalowej wojny.
Wkurzone muzeum
Nominacja Adama Budaka na stanowisko dyrektora MOCAK-u wielu dawała nadzieję na rozwój tej instytucji. Niestety, rozwiała się ona gwałtownie – już 9 miesięcy po objęciu stanowiska Budak musiał się z nim pożegnać. Jest to wynik skargi pracowników muzeum, która wpłynęła 13 marca do krakowskiego Urzędu Miasta. Zawierała ona 79 zarzutów, dotyczących m.in.: niewłaściwych zachowań wobec pracowników, wywierania presji psychicznej, dezorganizacji pracy, nieracjonalnych decyzji organizacyjnych czy lekceważenia procedur obowiązujących w miejscu pracy. Pod pismem podpisało się 37 osób, czyli około 2/3 wszystkich pracowników muzeum. 3 kwietnia krakowski magistrat powołał komisję ds. rozpatrywania zgłoszeń mobbingu lub dyskryminacji, która przez 30 dni przesłuchiwała świadków, w tym samego dyrektora. Po nim nastąpiło błyskawiczne odwołanie, które zszokowało część środowiska. Opinie w sprawie odwołania Budaka są podzielone – część komentatorów podkreśla, iż źle zarządzał zespołem i finansami, część zaś, iż tak prędkie odwołanie związane było ze zbliżającym się w Krakowie referendum. Trójka artystek i artystów, którzy mieli mieć wystawy w MOCAK-u – Monika Drożyńska, Paulina Ołowska i Wilhelm Sasnal – zrezygnowała z nich i przygotowała list w obronie dyrektora, podpisany głównie przez osoby artystyczne. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę, iż Budak ma opinię osoby pozostającej w serdecznych stosunkach z artystami. Inną opinię o nim mają pracowniczki i pracownicy MOCAK-u, co najpełniej pokazuje reportaż opublikowany w “Tygodniku Powszechnym”. Sam Budak skierował do sądu “zawezwanie do próby ugodowej”, domaga się też przywrócenia na stanowisko, przeprosin lub 1,36 miliona złotych tytułem odszkodowania – czyli tyle, ile zarobiłby przez siedem lat swojej kadencji. Żeby tego było mało, w wyniku referendum odwołany został prezydent Krakowa, Aleksander Miszalski, a to sprawia, iż sytuacja MOCAK-u jest tym bardziej niepewna. Oby po zwrocie afektywnym nie zaszedł tam zwrot konserwatywny…
Zmiany w SDK
Pytania o przyszłość zadają sobie ostatnio także pracownicy Staromiejskiego Domu Kultury w Warszawie. Zgodnie z uchwałą rady miasta, od 1 stycznia 2027 instytucja ta będzie funkcjonować jako Staromiejski Dom Kultury Słowa. Działalność SDK ma skupiać się bardziej na wspieraniu środowiska literackiego, jednak według zapowiedzi przez cały czas prowadzona będzie w nim galeria. Trzymamy kciuki, żeby była to galeria sztuki, a nie na przykład słowa, bo SDK jest ważnym punktem nie tylko na literackiej mapie Warszawy.









