Spakowałam walizki i wyszłam! Zachował się obrzydliwie w obecności obcych osób

twojacena.pl 2 tygodni temu

Życie będzie Cię stawiało w tej samej, złej sytuacji, dopóki nie będziesz potrafiła się jej sprzeciwić. Wierzę w to bezgranicznie. Doświadczyłam tego na własnej skórze.

Los będzie Ci oferował powtórzenia, dzięki którym będziesz stawał się silniejszy i silniejszy.

Jeśli nie postawisz granic za pierwszym razem i nie uda Ci się tego dobrze rozegrać, dostaniesz kolejną próbę i kolejną. Do czasu kiedy powiesz stanowcze nie.

Delikatna barwa Franka Sinatry brzmi zawsze w mojej głowie, gdy wspominam jeden z najpiękniejszych momentów w moim dotychczasowym życiu . Spotkałam cudowną miłość, pewnego chłodnego jesiennego wieczoru, kiedy siedziałam samotnie na ławce w parku.

Nie było jeszcze ciemno, a ja oddałam się ulubionej muzyce i rozkoszowałam jesiennym pięknem kolorowych liści.

Podszedł do mnie młody mężczyzna i zapytał czy może usiąść koło mnie.

– Oczywiście, proszę, siadaj – odrzekłam

Miał na uszach słuchawki i słuchał muzyki…

Okazało się, iż oboje słuchaliśmy Sinatry.

Tak to się wszystko zaczęło.

Był wspaniały. Zawsze uśmiechnięty, gotowy do pomocy, oddany, delikatny. Po dwóch miesiącach byliśmy gotowi do wspólnego życia i myślenia o naszym przyszłym życiu w tej konfiguracji: „ja i ty”.

Wszystko było jak w bajce, dopóki nie zamieszkaliśmy razem.

Właściwie już od pierwszego dnia w naszym, wspólnym mieszkaniu nasza miłość zaczęła zanikać.

Zamiast słów miłości, słyszałam jak brudny i nieporządny był dom. Choć ja wcale tak nie uważałam. Lubię porządek i sprzątałam dom codziennie.

On jednak potrafił się zirytować dwoma okruchami leżącymi na stole.

Znosiłam to przez jakiś czas, a gdy zrobił uwagę na temat sposobu ułożenia ręczników w szafce, pojawiły mi się w głowie niektóre obrazy z filmu „Wróg w moim łóżku”.

Tak utkwiły mi w pamięci, iż nie mogłam już znieść tych uwag na spokojnie.

Wszystko skończyło się na tym, jak pewnego wieczoru przyjęliśmy gości, a on kilkakrotnie potraktował mnie jak służącą.

W moim wyobrażeniu tak nie wygląda wartościowy związek.

Gdy tylko wyszli, spakowałam się i ruszyłam w stronę drzwi.

Najpierw próbował być delikatny, a kiedy zobaczył, iż to nie działa, brutalnie chwycił mnie za ramię i wciągnął do środka.

Nie poddałam się i skończyło się bójką.

Może nie chciał mnie skrzywdzić, ale wszystkie obrazy w mojej głowie przedstawiały ten wypadek jako naruszenie mojej wolności i zdrowia fizycznego. Dla tego mężczyzny nie było miejsca w moim życiu.

Bardzo trudno było mi o nim zapomnieć. Długo nie mogłam uleczyć serca. Może dlatego, iż od początku wierzyłam, iż to wszystko jest tak piękne, iż nie ma mowy, żeby tak nie było przez całe życie.

Minęły trzy lata, zanim znowu mi się to przydarzyło…

To było jak deja vu, tyle iż byłam w innym parku na, daleko od domu. Usiadłam na ławce i rozkoszowałam się delikatnym wietrzykiem i urokiem zmierzchu.

Słuchałam romantycznej piosenki, gdy zauważyłam w alejce sylwetkę mężczyzny.

Podszedł do mnie pewnym krokiem. Trochę się wystraszyłam. Robiło się ciemno, a do mnie zbliżał się nieznany mężczyzna. Spanikowałam, ale postanowiłam spokojnie poczekać na rozwój wydarzeń.

– Czy to najwygodniejsza ławka w tym parku? – zapytał z uśmiechem

– Przynajmniej w tej chwili tak jest – powiedziałam i zaczęliśmy rozmawiać.

– Śpiewasz bardzo dobrze – powiedział.

Rzeczywiście zdałam sobie sprawę, iż zawsze śpiewam, słuchając romantycznych piosenek. Musiał mnie usłyszeć z daleka. Szedł po ciężkim dniu pełnym spotkań biznesowych.

– Podoba mi się tutaj – dodał

Mieliśmy wiele wspólnych tematów. choćby nie zauważyliśmy, iż jest 12… To był miły, ciepły wieczór, ale nadszedł czas, aby opuścić park.

Wymieniliśmy się numerami telefonów i umówiliśmy się na spotkanie w Warszawie.

Nie będę wdawała się w szczegóły, ale dawno nie czułam się tak szczęśliwa. Wychodziliśmy wieczorem, spacerowaliśmy, rozmawialiśmy o wszystkim, cieszyliśmy się pięknem miasta.

To było piękne zakochanie się. Powolne, dyskretne, skropione delikatnymi kroplami jesiennego deszczu i kolorowymi liśćmi. On mnie lubił, ja lubiłam jego, on się zakochał, ja zanurzyłam się w tym uczuciu… On mnie kochał, a ja już go po prostu uwielbiałam do granic.

I jak poprzednio, po dwóch miesiącach już się do niego wprowadziłam.

Spędziliśmy dobrze czas. Aż pewnego dnia powiedział:

– Co tu rozlałaś? – aż szczypie w stopy!

– Czego ode mnie chcesz? jeżeli jest tu dla ciebie zbyt brudno, zatrudnij sprzątaczkę… – krzyknęłam..

Odwrócił się i wybuchnął śmiechem.

– Ej, co się stało? Nie jesteś chora?

– Zarzucasz mi, iż nie sprzątam i nie dbam o dom – odpowiedziałam prawie płacząc…

– Nic takiego… Nienawidzę sterylnych domów – dla mnie wyglądają jak szpitale… Po prostu poczułem pod stopami coś mokrego, dlatego zapytałem.

Spojrzałam na jego uśmiechniętą twarz i nagle zobaczyłam całą sytuację z boku. Wciąż gdzieś w głowie miałam poniżające sformułowania mojej dawnej miłości.

Każda linijka dotycząca higieny i porządku wywoływała we mnie napięcie i gotowość do obrony. Teraz adekwatnie nic się nie wydarzyło. Ja już byłam gotowa zerwać ten związek, jeżeli byłoby tak jak wcześniej.

Początek naszej znajomości bardzo przypominał to spotkanie w parku przy muzyce Franka Sinatry.

Tyle, iż ta sytuacja nie była taka.

Nawet jeżeli była podobna, nie oznacza to, iż jestem skazana na ten sam scenariusz do końca życia. Reakcja mojego partnera udowodniła mi, iż to tylko demony przeszłości.

Nie miałam powodu wątpić w tego mężczyznę – odkryłam, iż był to rodzaj miłości, o której każdy marzy.

Gdzie wszystko jest cudowne i choćby nieporozumienia są krótkotrwałe. Naprawdę nie mogłam uwierzyć, iż coś takiego mi się przydarzyło.

Ciągle spodziewałem się, iż któraś noc okaże się pomyłką. Ale tak nie było. Tym razem byłam naprawdę szczęśliwa. Teraz żyję w innym scenariuszu, który nie ma nic wspólnego z Wrogiem w moim łóżku.

Jest Miłością Mojego Życia.

I uwielbiam go ze wszystkimi jego wadami, ponieważ choćby najpiękniejsze i przećwiczone scenariusze można rozegrać z drobnymi błędami. Ale to nie czyni ich gorszymi, ale czyni je bardziej realnymi.

Do dziś mam wrażenie, iż życie powiedziało mi wtedy „sprawdzam” i patrzyło jak zareaguję.

Byłam już na tyle silna i pewna siebie, iż potrafiłam postawić granice.

Może dlatego dziś jestem tak szczęśliwa?

Idź do oryginalnego materiału