"Śnieżny miś" nie powalczy o Oscara, a zasłużył. Animację obejrzycie za darmo

natemat.pl 2 godzin temu
Pamiętacie film "Mój brat niedźwiedź" Disneya? Krótkometrażowa animacja "Śnieżny miś", którą też stworzył Aaron Blaise, udowadnia, iż stara dobra szkoła, jaką jest technika 2D, wciąż żyje i porusza do łez. Wielka szkoda, iż Amerykańska Akademia Filmowa nie przyznała jej nominacji do Oscara. Film o niedźwiedziu polarnym przemierzającym topniejącą Arktykę obejrzycie z całą rodziną za darmo. A warto!


"Śnieżny miś" znalazł się na oscarowej shortliście w kategorii "najlepszego krótkometrażowego filmu animowanego", ale nominacji od Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej ostatecznie nie dostał. Na ostatniej prostej został wypchnięty z wyścigu po prestiżową statuetkę, choć należało mu się jakiekolwiek wyróżnienie.

W czasach, gdy nad animowanym medium zbierają się czarne chmury, a w ich kłębach czai się widmo sztucznej inteligencji, dzieło narysowane manualnie przez Aarona Blaise'a, jednego z reżyserów "Mojego brata niedźwiedzia", stanowi swego rodzaju bunt przeciwko branżowym oczekiwaniom i kapitalistycznym tendencjom, które oczekują jak najlepszych efektów w jak najkrótszym czasie. Oczywiście intencją tych słów nie jest umniejszanie twórcom nominowanym do tegorocznych Oscarów, a podkreślenie wyjątkowości "Śnieżnego misia", jego upartości i próby podążania własną ścieżką.

"Śnieżny miś" to cudowny film. Krótkometrażową animację obejrzycie tu i teraz


Animacja w niecałych dwunastu minutach przedstawia podróż samotnego niedźwiedzia polarnego po arktycznej dziczy, w której wodach swoje palce powoli zatapia człowiek. Zwierzę poluje, by przetrwać, i jak niemalże każda żywa istota pragnie, by u jego boku ktoś był. A gdy tego kogoś w pobliżu nie ma, tytułowy miś lepi bałwana na swoje podobieństwo.

Aaron Blaise uchwycił smutek, poczucie bezsilności i chęć chwytania się ostatnich strzępów nadziei w dobie, w której nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości. "Śnieżny miś" przypomni widzom o Kreciku i ulepionym przez niego bałwanku: o odcinku, przez który wiele pokoleń nabawiło się oczu czerwonych jak królik. Tyle iż dziś topnienie śniegu nie jest wyłącznie zwiastunem nadejścia wiosny, tak jak zakładano w czeskiej dobranocce.



"Śnieżny miś" poprzez delikatną antropomorfizację niedźwiedzia polarnego skłania się ku filozofii egzystencjalizmu, a przynajmniej jej ogólnym założeniom. Fabułę krótkometrażówki można zinterpretować jako próbę nadawania większego sensu rzeczom, relacjom, zjawiskom w przestrzeni, na którą teoretycznie nie mamy wpływu, aczkolwiek jest to najprostsza konkluzja z możliwych.

Zwierzę szuka towarzystwa, a gdy je znajduje, wykorzystuje każdą chwilę, by cieszyć się kontaktem z drugą istotą, nie bacząc na to, iż wieczna zmarzlina znika, a "planeta płonie". Ono nie zdaje sobie sprawy z kryzysu klimatycznego; nie ma narzędzi, by ingerować w ewolucję.

I tutaj Blaise bez żadnych słów mówi, iż to my – ludzie – mamy siłę sprawczą i możemy coś z tym zrobić; możemy pomóc prawdziwemu niedźwiedziowi, pod którym lód się topi. Można pokusić się choćby o stwierdzenie, iż efekt przechodnia (bystander effect) tyczy się nie tylko relacji społecznych, ale i stanu, który nazwijmy roboczo ekologiczną niemocą.

Idź do oryginalnego materiału