Zaledwie kilka miesięcy temu piosenkarka pożegnała swojego męża, Ryszarda Sibilskiego. Choć od tamtego dnia minęło już trochę czasu, artystka wciąż nie potrafi pogodzić się z jego odejściem. Każdy poranek, każdy wyjście na scenę i każdy powrót do domu przypomina jej o tym, jak wielką rolę odgrywał w jej życiu.
Ponad 45 lat razem. „Sens mojego życia”Ewa Bem i Ryszard Sibilski byli razem przez ponad 45 lat. Pobrali się w 1994 roku, ale poznali się kilkanaście lat wcześniej. Ich związek dojrzewał przez dekady – od pierwszego zauroczenia, przez wspólne życie rodzinne, aż po czas, gdy przyszło zmierzyć się z chorobą i odejściem.
17 stycznia 2025 roku ukochany mąż artystki zmarł. Tego dnia Ewa Bem podzieliła się w mediach społecznościowych bardzo osobistym wpisem, w którym nie ukrywała bólu:
„Dziś 17 stycznia 2025 jestem nieszczęśliwa pełnią nieszczęścia. Po brzegi. Mój Ryszard Dindi Sibilski, mój piękny mąż i sens mojego życia (...) pozostawił mi wiarę w miłość od pierwszego wejrzenia do grobowej deski. Do zobaczenia Dindiku” – pisała.
Te słowa pokazały, jak głęboka była ich więź. Nie był „tylko” partnerem. Był sensem jej życia, potwierdzeniem, iż miłość od pierwszego wejrzenia naprawdę może trwać „do grobowej deski”.
Poranki bez Ryszarda. „Dlaczego mnie zostawiłeś?”Mimo upływu miesięcy Ewa Bem wciąż mocno przeżywa żałobę. Najbardziej doskwiera jej pustka o poranku – to był ich czas. Chwila, gdy mogli być tylko dla siebie, zanim zaczynał się zwykły, zabiegany dzień.
Artystka przyznała w rozmowie z magazynem „Świat i Ludzie”, iż w domu ma szczególne miejsce, które pomaga jej jakoś przetrwać ten czas:
„Mam jego portret na ścianie. Rano się z nim witam jak z Pamelą. Mówię do nich z wielką miłością. Ale bywa, iż podchodzę i mówię z wyrzutem (...) ‘Dlaczego mnie zostawiłeś?’ Ale zaraz potem głaszczę portret. Płaczę krótko, ale do dna” – wyznała.
W tych słowach pobrzmiewa nie tylko tęsknota za mężem, ale też ból po stracie ukochanej córki Pameli, która odeszła w 2017 roku. Ewa Bem mówi o nich obojgu – o Ryszardzie i Pameli – jak o wciąż obecnych domownikach, do których można się odezwać, których można dotknąć choćby gestem dłoni na portrecie.
Córka i scena – jej dwa filary w najtrudniejszym czasieW tych dramatycznych miesiącach artystka nie jest jednak zupełnie sama. Ogromnym wsparciem jest dla niej młodsza córka, Gabriela. To ona pomaga mamie przechodzić przez codzienność po stracie męża i siostry.
Drugim filarem jest muzyka. Ewa Bem nie zrezygnowała z koncertów. Spotkania z publicznością dają jej siłę, której w żałobie tak bardzo potrzebuje. Już w lutym mówiła, iż jej mąż chciałby, aby dalej śpiewała – i właśnie ta myśl sprawia, iż wciąż wychodzi na scenę.
Od chwili jego śmierci pojawił się jednak nowy, bardzo osobisty rytuał.
Nowy rytuał przed każdym wyjściem na scenęThe moment, w którym artystka staje za kulisami, tuż przed wejściem w świat świateł i muzyki, stał się dla niej czymś więcej niż tylko zawodową rutyną. Od śmierci Ryszarda Ewa Bem ma zwyczaj, który pomaga jej poczuć jego obecność tuż obok.
Za każdym razem przed koncertem skrapia się jego ulubionymi perfumami.
„Jakby ta woń prowadziła mnie przez ciemność” – mówi Bem.
To prosty gest, ale pełen znaczeń. Zapach staje się mostem między „przedtem” a „teraz”, między życiem, które dzielili przez ponad 45 lat, a sceną, na której dziś Ewa musi już stać sama. W tej woni jest pamięć, miłość i ciche przekonanie, iż on wciąż jest gdzieś obok – może nie fizycznie, ale w tym, co ją prowadzi i podtrzymuje.
Życie po stracie, której nie da się „przepracować”Historia Ewy Bem pokazuje, iż żałoby nie da się po prostu „zamknąć” po kilku miesiącach. Zwłaszcza wtedy, gdy traci się nie tylko męża, ale wcześniej także dziecko.
Artystka uczy się żyć z bólem – rozmawiając z portretem, płacząc „krótko, ale do dna”, pozwalając sobie na wyrzuty i czułość jednocześnie. Wspiera się na córce, na publiczności, na muzyce i na małych rytuałach, takich jak zapach ulubionych perfum męża.







