Historia wirtualnych przygód Goku to długa droga – od prostych platformówek na NES-a, przez legendarne ery PS2, aż po dzisiejsze fotorealistyczne widowiska. Choć gier z logiem DB powstały dziesiątki, tylko nieliczne potrafiły wyjść poza schemat „produkcji dla fanów” i zaoferować mięsisty, dopracowany gameplay. Ten ranking to zestawienie tytułów, które moim zdaniem najlepiej oddają esencję smoczych kul – od czystej, nostalgicznej euforii z demolowania otoczenia, po techniczną precyzję godną mistrzów sztuk walki.
Spis Treści
- Dragon Ball FighterZ (2018 | PC, PS4, Xbox One, Switch)
- Dragon Ball Z: Budokai Tenkaichi 2 (2006 | PS2, Wii)
- Dragon Ball: Sparking! ZERO (2024 | PC, PS5, Xbox Series X/S)
- Dragon Ball Z: Budokai 3 (2004 | PS2)
- Dragon Ball Z: Kakarot (2020 | PC, PS4, Xbox One, Switch, PS5, Xbox Series)
- Dragon Ball Z: The Legacy of Goku II (2003 | GBA)
- Dragon Ball: Advanced Adventure (2004 | GBA)
- Dragon Ball: Origins (2008 | NDS)
- Dragon Ball Z: Attack of the Saiyans (2009 | NDS)
- Dragon Ball Z: Supersonic Warriors (2004 | GBA)
- Podsumowując
Dragon Ball FighterZ (2018 | PC, PS4, Xbox One, Switch)
Arc System Works dokonało niemożliwego, dostarczając oprawę, która momentami zawstydza pierwowzór. Każdy „impact” przy trafieniu przeciwnika, nagłe zbliżenia kamery przy efektownych wykończeniach i obłędne nasycenie kolorów sprawiają, iż banan nie schodzi z twarzy przez całą sesję. Panuje tu genialne, kontrolowane szaleństwo – postacie śmigają po ekranie z prędkością wymagającą pełnego skupienia, ale w zamian oferują niesamowity rytm i płynność, których próżno szukać u konkurencji.

Prawdziwa potęga drzemie jednak w samym systemie walki. Zamiast bezmyślnego klepania w guziki, dostajemy głęboką, turniejową mechanikę, gdzie optymalizacja kombosów i zarządzanie asystami dają gigantyczny zastrzyk adrenaliny. Moment, w którym po godzinach spędzonych w treningu w końcu udaje się wbić skomplikowaną sekwencję zakończoną Final Flashem niszczącym połowę mapy, to czysta euforia. FighterZ pozwala poczuć się jak reżyser najlepszych scen z anime, dając jednocześnie wolną rękę w budowaniu unikalnych zespołów. Każde starcie online to albo bolesna lekcja pokory, albo pokaz totalnej dominacji, od którego trudno się oderwać. To po prostu esencja agresywnej bijatyki, która nie bierze jeńców i celebruje każdą sekundę spędzoną na arenie.
Dragon Ball Z: Budokai Tenkaichi 2 (2006 | PS2, Wii)
Dla wielu to właśnie ta część, a nie jej następczyni, jest szczytowym osiągnięciem serii. Największe wrażenie robi tu gigantyczny, niesamowicie wciągający tryb fabularny, który pozwala dosłownie wsiąknąć w świat smoczych kul na dziesiątki godzin. Swoboda latania po mapie świata, odwiedzanie ikonicznych lokacji i branie udziału w starciach, które idealnie odwzorowują przebieg anime, dają poczucie uczestniczenia w wielkiej, spójnej sadze. To nie jest tylko seria pojedynków – to kompletna, interaktywna opowieść, która nie traktuje gracza skrótowo.

Sam system walki wydaje się tu nieco cięższy i bardziej mięsisty niż w dynamicznej „trójce”, co dla wielu fanów jest ogromną zaletą. Każda wyprowadzona kombinacja ciosów i każde udane uderzenie energetyczne ma w sobie niesamowitą siłę, którą czuć na padzie. Do tego dochodzi genialna ścieżka dźwiękowa, która w trakcie najbardziej zaciętych pojedynków podbija adrenalinę do maksimum. Budokai Tenkaichi 2 to bez wątpienia najbardziej klimatyczna i „kompletna” pod względem zawartości dla pojedynczego gracza odsłona serii, do której wracam z niesłabnącym entuzjazmem.
Dragon Ball: Sparking! ZERO (2024 | PC, PS5, Xbox Series X/S)
Duchowy spadkobierca legendy z PlayStation 2 wjeżdża z buta w nową generację, nie prosząc o wybaczenie za brak balansu. Oprawa wizualna i efekty cząsteczkowe przy ładowaniu Ki wgniatają w fotel, a niszczalność terenu w końcu dorównuje potędze ataków specjalnych. Walki są tu chaotyczne, piekielnie szybkie i niesamowicie widowiskowe – dokładnie takie, jakimi zapamiętaliśmy je z ekranów telewizorów.

Powrót do tej formuły po tylu latach przerwy przyniósł gigantyczny zastrzyk świeżości i przypomniał, dlaczego rozbijanie przeciwnika o kolejne warstwy terenu jest tak uzależniające. To bezkompromisowa celebracja siły, gdzie każda wymiana ciosów na pełnej prędkości powoduje gęsią skórkę i chęć natychmiastowego rewanżu. Złożoność trybu fabularnego i liczne ścieżki „What If?” sprawiają, iż każda godzina spędzona z tym tytułem to odkrywanie uniwersum na nowo.
Dragon Ball: Sparking! Zero – recenzja (NS2). Życzenie spełnione!
Dragon Ball Z: Budokai 3 (2004 | PS2)
Kultowa pozycja, która zdefiniowała złotą erę konsoli PS2 i do dziś wyznacza standardy w kwestii „feelingu” walki. System 2.5D w połączeniu z genialnym dźwiękiem uników i szybkich kontr tworzy rytm, w który wpada się od pierwszej sekundy. Możliwość personalizacji ulubionych bohaterów dzięki kapsułek z umiejętnościami dodaje całości strategicznego sznytu, pozwalając na budowanie wojowników skrojonych pod własny styl gry.

Przechodzenie trybu Dragon Universe i polowanie na ukryte transformacje czy ataki specjalne wciąga niesamowicie, a każda udana sekwencja Dragon Rush daje ogromną satysfakcję. Budokai 3 udowadnia, iż precyzja i odpowiednie tempo są ważniejsze niż setki przycisków, oferując esencję starć z „Zetki” w najbardziej przystępnej i miodnej formie. Do tej gry wraca się nie tylko z sentymentu, ale dla czystej mechanicznej perfekcji.
Dragon Ball Z: Kakarot (2020 | PC, PS4, Xbox One, Switch, PS5, Xbox Series)
Zamiast kolejnej areny do bicia się po twarzach, dostajemy żyjący świat, który można zwiedzać godzinami. Latanie nad znanymi lokacjami, polowanie na dinozaury czy wspólne posiłki u Chi-Chi budują więź z tym uniwersum, jakiej nie oferuje żadna inna gra. System RPG i rozwijanie statystyk poprzez jedzenie czy trening nadaje sens każdej aktywności pobocznej, a drobne nawiązania do pierwszej serii przygód Goku są genialnym prezentem dla fanów.

Choć same walki są prostsze niż w typowych bijatykach, to ich rozmach i wierność fabule sprawiają, iż przeżywanie sagi Saiyan czy Cell po raz setny wciąż ekscytuje. To najlepszy sposób, by na własnej skórze poczuć codzienność i heroizm bohaterów, nie ograniczając się jedynie do okładania wrogów pięściami. Możliwość swobodnego poruszania się po ikonicznych miejscach jak Kame House sprawia, iż każda chwila w Kakarot to spełnienie marzeń o interaktywnym anime.
Dragon Ball Z: The Legacy of Goku II (2003 | GBA)
Rzadki przykład sequela, który naprawia każdy błąd poprzednika i staje się wzorem Action RPG na handheldy. Przechadzanie się po świecie w rzucie izometrycznym, levelowanie postaci i odblokowywanie kolejnych transformacji podczas sagi Androidów ma w sobie coś hipnotyzującego. Mimo ograniczeń Game Boya Advance produkcja oferuje potężny ładunek klimatu, wzmocniony genialną, 16-bitową ścieżką dźwiękową.

Eksploracja świata dzięki scoutera, by skanować wrogów do bazy danych, czy polowanie na ukryte złote kapsułki dają masę euforii z odkrywania każdego kąta mapy. Walka z bossami wymaga tu czegoś więcej niż tylko bezmyślnego klepania guzików – odpowiednie zarządzanie energią i dobór postaci do konkretnych barier sprawiają, iż czujemy realny progres. To czysta przygoda, która pokazuje, iż mały ekran może pomieścić wielką epopeję.
Dragon Ball: Advanced Adventure (2004 | GBA)
Prawdziwy hołd dla początków przygód małego Goku, podany w formie niezwykle płynnego side-scrollera. Każdy ruch kijem Nyoibo i każda seria ciosów w powietrzu łączą się tu w bezbłędny taniec, który na ekranie Game Boya Advance wygląda obłędnie. Pixel art jest tak dopracowany, iż choćby po latach animacje postaci i tła budzą podziw, a walki z bossami wymagają sporego wyczucia rytmu.

Oprócz świetnej kampanii gra oferuje genialny tryb swobodny, w którym możemy przechodzić poziomy niemal każdą napotkaną postacią – choćby zwykłym żołnierzem Armii Czerwonej Wstęgi. To dodaje całości niesamowitego uroku i zachęca do wielokrotnego wracania do tych samych etapów. Advanced Adventure przypomina o czasach, gdy Dragon Ball był radosną, zwariowaną przygodą, dając przy tym masę czystej, zręcznościowej satysfakcji.
Dragon Ball: Origins (2008 | NDS)
Odważne podejście do klasyki, które w pełni wykorzystuje unikalne możliwości Nintendo DS. Sterowanie Goku dzięki stylusa i wykonywanie zamaszystych ruchów przy atakach kijem nadaje rozgrywce zupełnie innego, świeżego charakteru. Rozwiązywanie zagadek środowiskowych przy użyciu smoczego kija czy interakcja z Bulmą i innymi postaciami budują klimat, który idealnie trafia w ton pierwszych tomów mangi.

Grafika 3D prezentuje się bardzo schludnie, a przerywniki filmowe są pełne humoru, z którego słynęła ta seria. Origins stawia na eksplorację i zręczność, oferując odpoczynek od typowych bijatyk na rzecz czegoś, co bardziej przypomina klasyczne odsłony przygód Linka. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich, kto chce poczuć magię wielkiej wyprawy po smocze kule w nowoczesnym wydaniu.
Dragon Ball Z: Attack of the Saiyans (2009 | NDS)
Turowy JRPG od mistrzów z Monolith Soft, który udowadnia, iż statyczne starcia mogą być równie emocjonujące, co te w czasie rzeczywistym. System walki oparty na kombosach i łączeniu ataków różnych bohaterów sprawia, iż każda tura wymaga planowania, a efektowne animacje wykończeń nie nudzą się choćby po dziesiątkach godzin. Skupienie się wyłącznie na sadze Saiyan pozwoliło twórcom na niespotykaną szczegółowość.

Możliwość rozwijania drzewek umiejętności i dopasowywania ekwipunku pod własną strategię daje poczucie realnego wpływu na siłę zespołu. choćby expienie na słabszych wrogach sprawia frajdę, bo system „Active Guard” pozwala brać czynny udział w obronie. Attack of the Saiyans to dopracowany, inteligentny RPG, który zasługuje na znacznie większe uznanie, niż otrzymał w dniu premiery.
Dragon Ball Z: Supersonic Warriors (2004 | GBA)
Szybka, agresywna bijatyka 2D, która na małym ekranie potrafi wygenerować więcej adrenaliny niż niejedna stacjonarna produkcja. System walki w powietrzu jest tu banalnie prosty do opanowania, ale oferuje wystarczająco dużo głębi, by starcia na wyższych poziomach trudności były prawdziwym wyzwaniem. To idealny tytuł na krótkie sesje, gdzie liczy się błyskawiczny refleks.

Największą siłą są tu jednak scenariusze „What If?”, które pozwalają sprawdzić, co by było, gdyby historia potoczyła się zupełnie inaczej. Odkrywanie tych alternatywnych ścieżek daje ogromną motywację do wielokrotnego wracania do gry. Supersonic Warriors to esencja smoczych kul – szybka, efektowna i dająca ogromną frajdę z każdej minuty spędzonej w powietrzu.
Podsumowując
Zestawienie tych dziesięciu tytułów pokazuje jedno – Dragon Ball to uniwersum, które odnajduje się w niemal każdym gatunku, o ile twórcy podejdą do materiału z szacunkiem. Od technicznych bijatyk po epickie RPG – każdy znajdzie tu coś dla siebie. A jak wygląda Wasza dziesiątka? Wolicie bić się na profesjonalnych arenach FighterZ, czy jednak nostalgia za erą PS2 i dzikim Tenkaichi 2 zawsze wygrywa?
Jeżeli podobał wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Reddicie lub Fediverse.








