Skutki uboczne – recenzja filmu. Why Keanu, why?

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Keanu Reeves powszechnie uznawany jest za jednego z najmilszych i najsympatyczniejszych aktorów w Hollywood. Jonah Hill w swoim najnowszym filmie zdaje się to wykorzystywać, ale w niezwykle nieudolny sposób. Produkcja jest jak smutny mem o Keanu i lepiej by było dla wszystkich, gdyby w ogóle nie powstała.

Skutki uboczne to wątpliwej jakości komedio-dramat o ulubieńcu Hollywood – Reefie Hawku (Keanu Reeves). Niespodziewanie aktor jest szantażowany przez anonima, który posiada rzekomo upokarzające nagranie z gwiazdą. Reef, przy wsparciu swojego agenta Iry (Jonah Hill) i przyjaciół z lat szkolnych: Kyle (Cameron Diaz) i Xandera (Matt Bomer), wyrusza w specyficzną podróż. Odwiedza ludzi, niegdyś mu bliskich, których zranił, aby ich przeprosić i odkryć, kto jest tajemniczym szantażystą. Gwiazdor mierzy się z demonami przeszłości, analizuje swoje błędy i aktualne położenie. A w tle… notorycznie sprawdza w internecie czy wciąż jest uznawany za jednego z najmilszych i najsympatyczniejszych aktorów w Hollywood.

Przykro mi to mówić, ale dawno już nie oglądałam tak złego filmu. Skutki uboczne to nędzna produkcja, w której elementy komediowe są żenujące, a te dramatyczne nijakie. Najbardziej w tym wszystkim boli właśnie udział Keanu Reevesa, bo pomysł w obsadzeniu go właśnie w tej roli był naprawdę zachęcający. Cały memiczny potencjał autentycznej sympatii fanów i środowiska filmowego, którą od lat może się pochwalić kanadyjski aktor, spalił na panewce. W dużej mierze zawinił tutaj kiepski scenariusz, za który również odpowiada Jonah Hill (we współpracy z Ezrą Woodsem). Skutki uboczne ogląda się po prostu z ogromnym bólem i, o ironio, nie szkoda nam Reefa, ale nieszczęsnego Keanu, iż zagrał w takim gniocie.

Jonah Hill jako Ira irytuje podwójnie. Po pierwsze ze względu na postać, żenującą i nieśmieszną, cringe’ową do porzygu. Po drugie cały czas ma się z tyłu głowy, iż to właśnie on odpowiada za ten filmowy koszmarek. I chociaż Keanu jest uroczy oraz stara się ratować produkcję jak może, to na kilka się to zdaje. Cameron Diaz i Matt Bomer są z kolei tłem, mało ciekawym, o którym zapomina się od razu jak kończą się sceny z ich udziałem. Nie ukrywam jednak, iż pozytywnie zaskoczył mnie Martin Scorsese, który wcielił się w pierwszego menadżera Reefa, jeszcze za jego dziecięcych czasów. I właśnie scena z legendarnym reżyserem jest jedyną, która może wzbudzić jakiekolwiek zainteresowanie i emocje. Jednak to wciąż za mało.

Kadr z filmu Skutki uboczne

Miała wyjść trafna i szczera satyra na Hollywood, ubrana w lekki komediowy styl. Niestety wyszedł potworek, produkcja, którą Jonah Hill zrobił ewidentnie dla siebie. Nie da się zignorować faktu, iż aktor w przeciągu ostatnich kilku lat miał na swoim koncie sporo kontrowersji. Tym samym Skutki uboczne stały się dla niego swojego rodzaju laurką i wybieleniem. I hej, można by było ten pomysł fajnie zaadaptować, odnosząc się do własnych doświadczeń, ale niestety autorefleksja poszła tutaj w bardzo złym kierunku. A portret Kevina Spacey’ego w tle podczas jednej ze scen jest tak bolesną metaforą i tak oczywistą, iż aż boli po oczach.

Skutki uboczne to produkcja, która starała się uchwycić interesujący temat, nurtujący obecne Hollywood. Zamiast filmu o cancel culture i walce z demonami przeszłości, otrzymaliśmy miałką i irytującą historię, która w ogóle nie angażuje. Podczas oglądania wiele razy chciałam ukrócić sobie cierpienia i odejść od ekranu. Mimo wszystko cały czas miałam mała nadzieję, iż może jednak dam się zaskoczyć, iż znajdzie się w tej produkcji coś wartościowego. Nic bardziej mylnego. Szkoda Scorsese, ogromna szkoda Keanu, a Hill za ten film powinien spłonąć w piekle.

Fot. główna: kadr z filmu Skutki uboczne

Idź do oryginalnego materiału