Sknerus. Smok z Glasgow – recenzja komiksu. Podróż do przeszłości

popkulturowcy.pl 5 godzin temu

Kto nie zna przygód szalonego i skąpego Sknerusa McKwacza? Chyba każdy na pewnym etapie życia zetknął się z tą postacią. Tym bardziej cieszą komiksy, w których możemy poznać tego bohatera z nieco innej perspektywy.

Sknerus. Smok z Glasgow to krótki, lekki i przyjemny komiks, którzy przenosi nas w dziecięce lata tytułowego kaczora. Sknerus wraz ze swoją siostrą Matyldą i innymi dziećmi z biednych rodzin, w poszukiwaniu przygód, buszuje po miejskiej kopalni. Tymczasem w mieście pojawia się Erin, dziewczynka mocno związana z teatrem. Nasz kaczorek gwałtownie zaczyna coś czuć względem dziewczyny, a ponadto łączy ich wspólna pasja do sceny. Pretekstem do opowiedzenia historii ze Szkocji są siostrzeńcy Sknerusa, którzy przygotowują spektakl o legendzie o smoku z Glasgow, a sam komiks kończy się ich występem. Jest to zgrabna rama, dość wzruszająca na samym finiszu, która wprowadza nostalgiczną atmosferę.

Strona komiksu Sknerus. Smok z Glasgow

Zazwyczaj opowieści o obrzydliwie bogatym, a przy tym skąpym, kaczorze mieliśmy okazje poznawać w serii „Wujek Sknerus”. Tym razem w tytule zabrakło „wujka”, co ma swoje uzasadnienie w fabule, która skupia się na młodzieńczych latach bohatera. Przyznam, iż było to interesujące poznać Sknerusa z zupełnie innej strony: biednego i zakochanego (zarówno w dziewczynie, jak i w teatrze). Mimo tego kaczor pokazał także pazurki i udowodnił, iż nie da sobie w kaszę dmuchać, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć w nim przebłyski starego i znanego McKwacza.

Sknerus. Smok z Glasgow nie jest obszernym komiksem, ale trzeba mu oddać, iż jest bardzo starannie wydany. Duży format, papier kredowy i twarda okładka wraz z elegancką i bardzo dopracowaną grafiką, dają poczucie obcowania z produktem dobrej jakości. Może zabrzmieć to dziwnie, ale miałam właśnie takie skojarzenie, tym bardziej, iż kiedy zbierałam komiksy ze świata kaczora Donalda za dzieciaka, to były wydawane na „gazetowym” papierze. W tym przypadku dostaliśmy zalążek estetycznej kolekcji, która może rozkochać w sobie nowe rzesze dzieciaków oraz wzbudzić zainteresowanie u nieco starszych fanów.

Sama kreska wydaje się odświeżona względem przygód kultowych kaczorów, ale zachowała swój klasyczny charakter. Styl jest zdecydowanie staranniejszy, kolory stonowane i dopasowane, ale nie całość nie straciła uroku. Jest po prostu nieco inaczej, ale wciąż doskonale czujemy klimat znany z dawnych lat. Wydawać by się mogło, iż komiksy z kaczorem Donaldem i jego ekipą są nieśmiertelene i jedyne, co się zmienia to lekko jest odświeżana szata graficzna.

Zobacz również: Asteriks. Podarunek Cezara. Tom 21 – recenzja komiksu. Być kobietą, być kobietą...

Strona komiksu Sknerus. Smok z Glasgow

Nie mogę doczepić się do fabuły, bo wydawała mi się naprawdę składna i sensowna. Podobne odczucie mam wobec bohaterów, którzy darzę autentyczną sympatią. Niemniej problemem komiksu Sknerus. Smok z Glasgow jest to, iż najzwyczajniej w świecie jest po prostu za krótki. Rozwiązanie zagadki tytułowego stworzenia potraktowane jest bardzo po macoszemu i osobiście odniosłam wrażenie, iż wątek został okropnie skrócony, aby móc go zmieścić w kompleksowym wydaniu. Wystarczyło dodać kilka stron więcej i jestem pewna, iż dałoby się ciekawie rozwinąć opowieść.

Kurczę, naprawdę świetnie się bawiłam przy Sknerusie. Smoku z Glasgow. Nostalgia, która dotyka głównego bohatera w pewien sposób zazębiała się z moją. Chyba jeszcze nie wyrosłam z tego uniwersum.

Fot. główna: materiały prasowe – kolaż (Egmont)

Idź do oryginalnego materiału