– Wajda bardzo gwałtownie tracił zainteresowanie projektami, na realizację których musiał czekać dłużej niż dwa tygodnie. Doskonale rozumiałam jego reakcje – kiedy mówił grzecznościowo „piękne, piękne”, oznaczało to, iż się znudził i nie wzbudza to w nim zachwytu, natomiast autentyczną aprobatę sygnalizowały dopiero zapalające się w jego oczach błyski – wyznaje Holland, wspominając ich trwającą blisko pół wieku współpracę m.in. podczas pisania scenariuszy do „Bez znieczulenia” czy „Korczaka.
Jej zdaniem Wajda w sprawach kluczowych potrafił działać bezkompromisowo, jak taran, ale na co dzień raczej unikał starć interpersonalnych. Wstrzymywał się z krytyczną oceną swoich podopiecznych. Przykładowo: chociaż film „Europa, Europa” nie przypadł mu do gustu, nigdy nie powiedział jej tego wprost. Dowiedziała się tego, dopiero czytając opublikowane niedawno „Notesy 1942–2016. Wybór” pod redakcją Tadeusza Lubelskiego i Agnieszki Morstin.
– Czego mnie Wajda nauczył? Przekazał mi, iż najważniejszym elementem dzieła jest widz – bez niego film pozostaje zaledwie ulotnym cieniem na ekranie. Imponowała mi jego niezwykła witalność połączona z ogromną pracowitością i niechęcią do lenistwa. Żył w 100 proc. na planie filmowym, przygotowując spektakle teatralne, tworząc z aktorami. Do spraw życiowych podchodził z dystansem – interesowały go przede wszystkim wtedy, gdy odnajdywał je już opisane w literaturze lub reportażach.








