26 października łódzka Atlas Arena zamieniła się w prawdziwe centrum muzycznych emocji, ponieważ tego dnia na jednej scenie wystąpiły dwa kultowe zespoły – Simple Plan i The Offspring. Wieczór ten był prawdziwą podróżą w czasie dla fanów rocka i pop-punku, którzy dorastali przy ich największych hitach. W czasach, gdy MTV ogłasza koniec swojej działalności w telewizji, trudno nie zauważyć symboliki – to właśnie dzięki tej stacji wielu fanów po raz pierwszy usłyszało te zespoły i dziś, po latach, przybyło do Łodzi, by przeżyć ten wyjątkowy wieczór jeszcze raz.
To wydarzenie było też niepowtarzalną okazją, by zobaczyć dwie legendarne formacje jednego dnia. Organizatorzy – Live Nation – zadbali o każdy szczegół. Na koncercie nie było miejsca na nudę – choćby w przerwach między występami przygotowano dodatkowe atrakcje, dzięki którym emocje nie opadały ani na chwilę.
Bramy Atlas Areny otwarto o godzinie 18:00, jednak najwierniejsi fani pojawili się znacznie wcześniej. Mimo sporego tłumu, wejście przebiegało bardzo sprawnie – wszystko działało jak w zegarku. Tuż po przekroczeniu bramek można było zajrzeć do stoisk z koncertowym merchem, gdzie fani chętnie zaopatrywali się w koszulki i gadżety. Kiedy zegar zbliżał się do godziny rozpoczęcia, Atlas Arena wypełniła się, a ekscytacja i energia publiczności rosła z każdą minutą. To był początek wieczoru, który na długo pozostanie w pamięci wszystkich obecnych.
Równo o godzinie 19:30 na scenie pojawił się zespół Simple Plan, rozpoczynając swój występ energicznym utworem “I’d Do Anything”. Już od pierwszych dźwięków było jasne, iż czeka nas niezapomniany wieczór. Kanadyjczycy gwałtownie zabrali publiczność do 2004 roku, serwując klasyki “Shut Up” i “Jump”. Później zgrabnie przeskakiwali między początkami swojej kariery a nowszymi hitami, wykonując m.in. “Jet Lag”, “Addicted” i “Your Love Is a Lie”.
Nie zabrakło też czegoś świeżego. Zespół zaprezentował utwór “Nothing Changes”, który doskonale wpisał się w klimat wieczoru, łącząc charakterystyczne brzmienie Simple Plan z nowoczesnym brzmieniem. Druga część koncertu to już nieprzerwana seria hitów, które porwały całą arenę. Publiczność śpiewała razem z zespołem “Welcome to My Life” i “Summer Paradise”, podczas którego wśród widowni unosiły się plażowe piłki. Ogromny entuzjazm wywołał również utwór “What’s New Scooby-Doo?”, znany z kultowej kreskówki o przygodach grupy detektywów i ich psiego towarzysza. Na scenie pojawiły się choćby maskotki z animacji. Nie mogło oczywiście zabraknąć viralowego hitu “I’m Just a Kid”, znanego z TikToka. Koncert zakończył się emocjonalnym wykonaniem “Perfect”.
Simple Plan udowodnili, iż potrafią rozkręcić publiczność bez pomocy efektów specjalnych. Wystarczy dobra muzyka, charyzma i kontakt z fanami. Wokalista Pierre Bouvier kilkakrotnie podkreślał nazwę miasta Łódź, z entuzjazmem powtarzał ją między utworami, był pod wrażeniem jej. Mimo iż występ miał być jedynie supportem, zespół zagrał pełną godzinę i zdecydowanie był to czas wykorzystany w stu procentach. To był cudowny, pełen energii i wspomnień powrót do początków lat 2000.
Następnie nastała około 30-minutowa przerwa między występami, podczas której emocje powoli narastały, aż w końcu nadszedł moment, na który wszyscy czekali. Po krótkiej chwili światła zgasły, zapadła cisza, a na scenie pojawili się oni – The Offspring . Tłum eksplodował entuzjazmem, gdy pierwsze dźwięki otwierającego koncert utworu „Come Out and Play” z kultowego albumu Smash (1994) wypełniły arenę.
Zespół nie zwalniał ani na moment. Zaraz po nim usłyszeliśmy „All I Want”, a następnie energetyczne „Want You Bad”. Po tym nieco nostalgicznym wstępie, pełnym hitów z przełomu wieków, przyszedł czas na nowości. Publiczność usłyszała pierwszy utwór z najnowszej płyty „Looking Out for #1”.
Później atmosfera jeszcze bardziej się rozgrzała dzięki takim kawałkom jak „Staring at the Sun”, „Hit That” czy „Hammerhead”. W dalszej części koncertu zabrzmiał także nowszy numer zespołu „Make It All Right”, jeden z moich osobistych faworytów z nowego albumu.
W połowie występu The Offspring złożyli hołd klasykom rocka oraz świętej pamięci Ozzy’emu. W ich wykonaniu usłyszeliśmy covery Black Sabbath i Ozzy’ego Osbourne’a – „Electric Funeral”, „Paranoid” oraz „Crazy Train”. Noodles zaprezentował efektowną, metalową wersję „In the Hall of the Mountain King”, a zaraz potem zespół wykonał „I Wanna Be Sedated” Ramonesów. Nie zabrakło również solowego popisu perkusisty Brandona zaprezentował pełne energii solo do „Gotta Get Away”. Co pewien czas publiczność mogła też usłyszeć krótkie rozmowy Dextera i Noodlesa, którzy żartowali m.in. o liczbie osób na koncercie czy znajomości klasyków rocka wśród widzów.
W pewnym momencie na scenę wjechał biały fortepian. Światła przygasły, publiczność zapaliła latarki, a zespół zagrał poruszający „Gone Away”. Był to jeden z najbardziej emocjonalnych momentów całego koncertu.
Choć występ powoli zbliżał się do końca, nie mogło oczywiście zabraknąć największych hitów. Podczas „Why Don’t You Get a Job?” po widowni latały piłki, a zaraz potem przyszła kolej na „Pretty Fly (for a White Guy)” i potężne „The Kids Aren’t Alright”, którym zespół zakończył główną część występu.
Publiczność jednak nie miała zamiaru pozwolić im tak po prostu odejść. Głośnymi okrzykami wywołała The Offspring z powrotem na scenę. W ramach bisu zagrali „You’re Gonna Go Far, Kid” oraz kultowe „Self Esteem” – dwa utwory, które definitywnie zamknęły ten wieczór.
Na koniec muzycy pożegnali się z fanami, zrzucając w tłum kostki gitarowe i pałeczki perkusyjne. Gdy ostatnie dźwięki ucichły, publiczność powoli zaczęła opuszczać Atlas Arenę – wciąż rozgrzana emocjami i z uśmiechem na twarzy.
Ten koncert był czymś więcej niż tylko występem dwóch zespołów. Był spotkaniem pokoleń, wspólnym śpiewaniem i powrotem do czasów, gdy muzyka brzmiała trochę inaczej, ale emocje były te same. Simple Plan i The Offspring stworzyli w Łodzi atmosferę, której nie da się łatwo zapomnieć. To był naprawdę piękny wieczór, który zostanie w pamięć fanów na długo.
A już 16 czerwca przyszłego roku będzie można powtórzyć ten wieczór, gdyż The Offspring zagra w krakowskiej Atlas Arenie wraz z Papa Roach i The Rasmus na Lost Generation Festival.












