"Siedem zegarów Agathy Christie" eksperymentuje z pierwowzorem – recenzja kryminału Netfliksa

serialowa.pl 1 godzina temu

Chris Chibnall mierzy się z klasycznym kryminałem, mając do dyspozycji mocną obsadę i uroczy materiał źródłowy. Twórca „Broadchurch” nie oparł się jednak pokusie przerobienia tego materiału na własną modłę.

Na pytanie, czy potrzebujemy kolejnych adaptacji powieści Agathy Christie, jako osoba z sentymentem i do pierwowzorów, i do innych klasycznych kryminałów na ekranie, zawsze odpowiadam, iż potrzebujemy – tylko z sensem. I uprzedzając ewentualne wątpliwości: przez sens nie rozumiem wierności książce, bo chociaż chwaliłam utrzymane w duchu Christie „Dlaczego nie Evans?„, to przecież doceniałam też wersje pisane przez Sarah Phelps, choćby jej kontrowersyjne „A.B.C.” z Johnem Malkovichem z roli Poirota. jeżeli jest wiernie i z wdziękiem – świetnie. jeżeli jest niewiernie, ale z mocnym reinterpretacyjnym pomysłem – też świetnie.

Siedem Zegarów Agathy Christie – o czym jest serial

Wspominam o tym, bo trzyodcinkowy miniserial Netfliksa „Siedem Zegarów Agathy Christie” („Agatha Christie’s Seven Dials”), którego całość widziałam przedpremierowo, miał szansę zachwycić mnie zarówno wtedy, gdyby okazał się – zgodnie z tytułem, zmienionym tu wobec powieściowego, który brzmi po prostu „Tajemnica Siedmiu Zegarów” („The Seven Dials Mystery”) – faktycznie bliski dziełu pisarki, jak i wtedy, gdyby Chris Chibnall („Doktor Who”, „Broadchurch”) zaoferował przekonujące własne wizje osnute wobec klasycznej historii. Tymczasem zachwytu nie odnotowano, mimo iż widzę tu kilka niewątpliwych zalet, zwłaszcza obsadowych. W czym więc tkwi problem?

„Siedem Zegarów Agathy Christie” (Fot. Netflix)

Teoretycznie powinno się udać. To przez cały czas mniej więcej ta sama niezła kryminalna zagadka w wyższych londyńskich sferach A.D. 1925. Odświeżyłam przed seansem wydaną w 1929 roku książkę, a iż po latach iluś zwrotów akcji nie pamiętałam, to zaskoczyła mnie ponownie. Miniserial Netfliksa część z tych rozwiązań powtarza, część robi po swojemu, mocno zresztą w stylu Chibnalla, a ocena ostatecznego rozstrzygnięcia tajemnicy w tej wersji pewnie napotka tyle samo pochwał, ile krytyki. Ja mam trochę mieszane uczucia, ale, jak deklarowałam, jestem zwolenniczką dawania adaptującym Christie dużego pola manewru, więc nie będę teraz narzekać na to, iż ktoś nie chce krok po kroku odtwarzać zagadki znanej od niemal stu lat.

Siedem Zegarów Agathy Christie miesza w oryginale

Oczywiście nie zdradzę, o co chodzi z finałem, za to nie jest spoilerem pokazana już w zapowiedziach inna modyfikacja – i ta, chociaż rozumiem, czemu scenarzysta ją wprowadził, zmienia moim zdaniem więcej niż tylko elementy śledztwa dotyczącego zbadania, kto i dlaczego zabił Gerry’ego Wade’a (niezmiennie uroczy Corey Mylchreest, „Królowa Charlotta”) oraz jaki związek mają z tym tytułowe zegary i wielka polityka.

Otóż w książce Christie przebieg żartu z zegarami i jego tragiczny finał zostaje opowiedziany bez udziału głównej bohaterki powieści, lady Eileen Brent, zwanej Bundle (Mia McKenna-Bruce, „Akademia wampirów”). Ta dowiaduje się o śmierci znajomego już po fakcie od innych ludzi, a na skutek tego, iż do zbrodni doszło w jej domu, a ona sama obraca się w zamieszanych w sprawę kręgach i natyka się na różne poszlaki, postanawia zabawić się w amatorskie śledztwo.

„Siedem Zegarów Agathy Christie” (Fot. Netflix)

Miniserial Netfliksa proponuje inną perspektywę. Bundle od początku uczestniczy w akcji, na dodatek uczuciowo zaangażowana w sprawę, a pomszczenie zalotnika nie jest zaledwie kaprysem detektywistycznie uzdolnionej arystokratki. Chibnall podbija w ten sposób stawkę – ale równocześnie daje tym podwaliny pod melodramat zamiast lekkiej wariacji na temat szpiegowskiego thrillera, jakim była powieść. W efekcie ten ton, chociaż mamy tu ileś dowcipnych dialogów, dominuje, a „Siedem Zegarów Agathy Christie” to bardziej „Siedem Zegarów Chrisa Chibnalla”, z charakterystycznymi dla niego, a nie dla brytyjskiej królowej kryminału, sposobami wywoływania w odbiorcach emocji.

Siedem Zegarów Agathy Christie – serial z Bonham Carter

I pewnie nie miałabym z tym dużego problemu, gdyby w efekcie powstała interesująca autorska wariacja na temat przygód Bundle i jej bliskich. Zwłaszcza iż podmiana stoickiego ojca bohaterki na jej bardzo wyrazistą, ekscentryczną matkę, którą na dodatek gra Helena Bonham Carter („The Crown”), to jeden z lepszych pomysłów całości. Poza tym Edward Bluemel („Obsesja Eve”) ma mnóstwo łobuzerskiego uroku jako Jimmy, a Alex Macqueen („Peaky Blinders””) jako polityk George Lomax jest adekwatnie irytujący.

„Siedem Zegarów Agathy Christie” (Fot. Netflix)

Z przyjemnością śledziłabym więc tę mocniej dramatyczną wersję pogoni za zbrodniarzami, gdyby nie była ona w gruncie rzeczy dość banalna. Inne dodatki nieistniejące w książce, jak rodzinna żałoba Brentów spowodowana śmiercią ojca i brata Bundle, to już nadmierne spiętrzenie osobistych wątków. Z kolei próby „odświeżenia” tekstu związane a to z feminizmem, a to z postkolonializmem (co wynika ze zmiany jednej ważnej postaci z Niemca na Kameruńczyka) okazują się tu dość wykładowe i nieszczególnie pasujące do reszty.

Siedem Zegarów Agathy Christie dorzuca dramatyzmu

Pewnie akurat feministyczne wstawki choćby by do reszty pasowały, gdyby je lepiej podać. Już w oryginale Bundle jest przebojowa i nie boi się wyzwań, czasem pakując się w kłopoty i za nic mając męskie przestrogi. Serialowa Bundle ma dużo tej awanturniczości, a McKenna-Bruce to świetny obsadowy wybór – szkoda tylko, iż twórca miniserii obarcza ją emocjonalnymi ciężarami niezgodnymi z duchem tej postaci, a czasem pisze wręcz postać, której można by zarzucić „marysuizm”, bo lady Eileen wszystko robi sama, czasem aż za bardzo. A żeby mogła wszystko robić sama, trzeba było okroić inne postaci i ich perspektywę.

„Siedem Zegarów Agathy Christie” (Fot. Netflix)

To symptomatyczne, iż dotąd nie wspomniałam o nadinspektorze Battle’u (Martin Freeman, „Sherlock”), teoretycznie przecież równorzędnym bohaterze tej historii, pojawiającym się w kilku innych książkach Christie. Nie tylko „Siedem Zegarów…” odcina się od faktu, iż powieść jest drugą z jego i Bundle udziałem, po „Tajemnicy rezydencji Chimneys” (1925), i buduje tę znajomość od zera, z konieczności w pośpiechu. Miniserial w wielu miejscach ścina też sprawczość policjanta, żeby podkreślić sprawczość jego samozwańczej współpracowniczki. Gdyby Battle’a usunąć z iluś scen, różnicę trudno byłoby zauważyć. Może poza kilkoma udanymi przekomarzankami z Bundle, ale to pojedyncze fragmenty.

Co równie symptomatyczne, ta historia mimo rozbudowania o otwierający całość tajemniczy wątek andaluzyjski ze śmiercią postaci granej przez Iaina Glena („Gra o tron”) i mimo zastąpienia bardziej statycznych scen pościgami samochodowymi oraz konfrontacją w pędzącym pociągu, jest znaczne prostsza od oryginału. A może nie „mimo”, tylko przez to właśnie, bo dobre, złożone adaptacje Christie potrafią zbudować napięcie na kameralności salonowych scen, nie potrzebują tylu trików rodem z filmów sensacyjnych. Wycięto tu też paru świadków i podejrzanych, przenosząc ciężar ze skomplikowanej zagadki na osobiste traumy Bundle. I znów: to mogłoby mieć sens, tyle że, moim zdaniem, nieszczególnie wyszło. Do tego stopnia, iż przeszłam od cieszenia się, iż ktoś najwyraźniej umiał zmieścić historię w trzech odcinkach, zamiast rozdymać do sześciu czy ośmiu, do pytania, czy nie wystarczyłby półtoragodzinny film.

Siedem Zegarów Agathy Christie – czy warto oglądać

Może to trochę kwestia montażu i w ogóle zaskakująco mało spektakularnej realizacji, w reżyserii Chrisa Sweeneya („Turysta”) przypominającej miejscami tradycyjne telewizyjne, wieloodcinkowe produkcje? I nie widziałabym w tym nic złego, pierwowzór Christie ma naprawdę dużo uroku, ale przecież też nie jest arcydziełem i można go zekranizować po prostu solidnie – ale jednak musiałoby tu lepiej zagrać zaangażowanie widowni w przebieg zdarzeń i przeżycia postaci.

„Siedem Zegarów Agathy Christie” (Fot. Netflix)

A może chodzi po prostu o to, iż akurat ta powieściowa zagadka Christie sprawdza się w przyjętej przez autorkę lekkiej konwencji, której wybacza się różne absurdy, ale gdy przesunąć „Tajemnicę Siedmiu Zegarów” w stronę kryminalnego dramatu rodzinnego i melodramatu, choćby z zachowaniem elementów komediowych, znika sporo lekkości, której nie zastępuje tu nic szczególnie zapadającego w pamięć? Wiem, iż trochę narzekałam na netfliksową „Rezydencję„, ale choćby ona, chociaż nie była adaptacją Christie, miała w sobie więcej jej ducha niż „Siedem Zegarów”. Że o filmowej serii „Na noże” nie wspomnę.

Oczywiście, można miniserial Chibnalla zobaczyć, jeżeli ktoś i tak kolekcjonuje ekranizacje powieści słynnej autorki lub chłonie wszystkie takie detektywistyczne zagadki. Można też obejrzeć dla ról McKenny-Bruce i Bonham Carter, wyciskających maksimum z nierównego materiału. Seans jest stosunkowo krótki, w miarę bezbolesny (cóż, naprawdę widziałam gorsze rzeczy), miejscami udany, ogólnie niezobowiązujący – ale jednak nieobowiązkowy. Chociaż można tu dostrzec pomysły przywodzące na myśl „Broadchurch” tego samego twórcy, to nie ma co liczyć na jakość jego 1. sezonu. „Siedem Zegarów Agathy Christie” mimo przebłysków dobrej formy częściej przypominało mi raczej kolejne dwie odsłony tamtego hitu – a nie jest to komplement.

Siedem Zegarów Agathy Christie można obejrzeć na Netfliksie

Idź do oryginalnego materiału