Serwus, najpiękniejszy bukiet dla ukochanej i niespodzianka przy miejskiej fontannie – Jak Sergiusz …

polregion.pl 3 godzin temu

Szymon kupił najpiękniejszy bukiet kwiatów, o jakim tylko mógł pomyśleć, i ruszył na spotkanie. Pełen nadziei stał przy fontannie na Placu Wolności, ściskając w dłoniach kolorowy bukiet. Gabrieli nigdzie nie było widać. Rozglądał się nerwowo i wybrał jej numer. Cisza nikt nie odebrał. Może się spóźnia pomyślał i jeszcze raz zadzwonił. Tym razem Gabrysia odebrała.

Już czekam na ciebie, gdzie jesteś? zapytał od razu Szymon.

To koniec między nami oznajmiła nagle Gabrysia.

Jak to? Dlaczego? Szymon zamarł.

To przez ten twój bukiet! wyrzuciła z siebie.

Ale… co z nim nie tak? zapytał zdezorientowany, zupełnie nie rozumiejąc, o co chodzi.

*

Szymon długo krążył po kwiaciarni przy Marszałkowskiej. Bordowe róże, żółte tulipany, białe lilie, bukiety w ozdobnych wazonach i donicach, starannie przybrane zgodnie z najnowszą modą. Ale Szymona ogarniała niepewność.

Pamiętał, iż kiedyś z Gabrysią rozmawiał o kwiatach, ale nie mógł sobie przypomnieć szczegółów.

Mówiła, iż pewnych nie lubi, a inne po prostu uwielbia mogłaby na nie patrzeć bez końca. Ale to było przy pierwszym spotkaniu w kawiarni, kiedy głowę mieli lekko rozbawioną prosecco i ekscytacją nowej znajomości.

Zawsze był wygadany, ale wtedy kiwnął tylko głową i zachwycał się urodą Gabrieli jej gładkimi, długimi włosami, zgrabną szyją i tymi uroczymi dołeczkami na policzkach. Może to była właśnie miłość?

I co z tego, iż o kwiatach coś tam mówiła Wieczór był przecież piękny!

A teraz, gdy naprawdę chciał, nie mógł sobie przypomnieć, jakie dokładnie kwiaty lubi Gabrysia.

Proszę spojrzeć na te nasze gerbery! Tylko u nas, nie sezon to wyjątkowa odmiana zachęcała sprzedawczyni.

Decyzję trzeba było podjąć gwałtownie Szymon już się spieszył.

Jak na złość, gdy już wiedział, co powie kwiaciarce, zadzwoniła mama. Ostatnio dzwoniła codziennie.

No i co, Szymonie, zdecydowałeś się? Piątek, może przyjedziesz do nas na wieś na weekend?

Nie, mamo, nie mogę, mam sprawy…

Babcia wygląda przez okno, czeka na ciebie strofowała dalej mama.

Przepraszam, mamo, naprawdę mam dużo na głowie. Oddzwonię.

Szybko zakończył rozmowę.

Mama od dawna chciała, by odwiedził rodzinne Bronów, gdzie żyła z babcią. Dzwoniły na zmianę, a w Szymonie narastało rozdrażnienie. Przecież babci od lat zdrowie szwankuje A on też ma własne sprawy!

A miał ich aż nadto zwłaszcza teraz, gdy wszystko kręciło się wokół Gabrysi. Marzył, by następnego dnia zabrać ją za miasto już wiedział, dokąd, do uroczego pensjonatu nad Wartą.

Mama też marzyła, by Szymon w końcu ułożył sobie życie. A on coraz bardziej chciał, tylko nie mógł sobie przypomnieć, które kwiaty lubiła Gabrysia! Co za pamięć!

W tych kobiecych szczegółach ciężko się połapać… Czy to aż takie ważne?

Sprzedawczyni powoli traciła cierpliwość, wzrokiem śledząc rozchwianego klienta.

Zdaje się, Gabrysia mówiła coś o kolcach róż Może więc nie róże?. Szymon sięgnął po bukiet dużych biało-różowych gerberów. W końcu to tylko gest, liczą się intencje. I tak ledwo zdąży na obiad w pracy.

Spotkanie umówili przy nowej fontannie w centrum. Szymon spóźniał się, bo szef zatrzymał go niespodziewaną naradą. Być może szykowało się awans?

Zadzwonił uprzedził Gabrysię, iż się spóźni, i wyciszył telefon. W trakcie zebrania bezgłośnie dzwoniła mama nie odebrał, nie mógł.

Potem pędził przez miasto z bukietem w ręku. Przyjechał niemal biegiem, radośnie stanął przy fontannie, ale nigdzie nie widział Gabrieli.

Rozejrzał się. Może i ona się spóźnia? Siedział na ławce, zamiast oddzwaniać do mamy, czekał na jakiś znak od Gabrysi. Po dziesięciu minutach sam wybrał jej numer.

Gabrysia, gdzie jesteś? Czekam na ciebie!

Wiem. Jestem w kawiarni po drugiej stronie ulicy, z okna wszystko widzę.

Naprawdę? Szymon patrzył w okna podłużnej kamienicy, ale nie dostrzegał jej. Może zejdź na dół, albo

Spóźniłeś się przerwała mu chłodno.

Przepraszam, Gabrysiu, dzwoniłem, szef mnie zatrzymał…

I te kwiaty!

A co z bukietem? spytał zdezorientowany.

choćby nie pamiętasz, jakie kwiaty kocham!

Naprawdę nie było róż!

Wszędzie są róże! Tyle razy ci mówiłam, jak bardzo je lubię A ty

Gabrysiu, naprawię to, poczekaj tylko, już idę, znajdę cię.

Szymon wszedł do kawiarni. Gabriela siedziała na końcu sali, tyłem do okna, zapatrzona w dal.

Cicho podszedł i nie śmiąc już wręczać bukietu, położył go na stoliku. Gabrysia choćby nie spojrzała.

Zawsze miał łatwość w słowie, więc i teraz, czując winę, próbował jeszcze rozładować sytuację czarem osobowości.

Zdawało mu się, iż już się udało Gabrysia się uśmiechnęła, napięcie puściło. Wypili kawę, ruszyli do wyjścia, a na kwiaty nie padł choćby cień jej spojrzenia.

Zapomnieli państwo bukietu! zawołała sympatyczna młoda kelnerka.

To dla pani! odpowiedział Szymon z uśmiechem.

Naprawdę? Dziękuję! zdziwiła się, ale była wyraźnie zachwycona.

Nagła przykrość przemknęła przez twarz Gabrysi.

Gabrysiu, kupię ci zaraz największy bukiet róż w Warszawie!

Daj spokój odparła chłodno dziś mam już dość kwiatów, naprawdę

Schodzili razem po schodach. Szymon szedł za obrażoną, milczącą dziewczyną. Wtedy kolejny raz zadzwoniła mama.

Wybacz, chyba nie w porę, prawda?

Gabrysia tego już nie słyszała.

Nie, mamo, właśnie w porę. Przyjadę. Jutro będę.

Tego wieczora rozstali się z Gabrysią bez żalu, z ulgą. Szymon już wiedział, iż to ostatnie spotkanie.

Nazajutrz jechał wśród znajomych pól, pośród łanów zbóż, maków i chabrów, aż po horyzont kolorowa łuna, pełna energii i letniej wolności.

Szymon zatrzymał się, zszedł z rowu wprost na tę kwiecistą łąkę, rzucił się w jej bujność jak dziecko.

Jak sumienny sprzedawca w kwiaciarni, starannie wybierał kwiaty, które sam uznał za najpiękniejsze.

Wiedział tym, do których jedzie, spodoba się wszystko. Tutaj nie mógł się pomylić.

Jurta gościnnego, bielonego domku w Bronowie, podzielił bukiet na dwie części.

Mama rozpromieniła się, ucałowała go, aż na oba policzki. A babcia Jej pomogli wstać. Drżącymi dłońmi przyjęła bukiet, dotykała delikatnie, ledwie widziała.

Od jak dawna nikt nie dawał jej kwiatów?

Zatopiła twarz w kwiatach, wciągnęła jedyną w swoim rodzaju woń letnich pól. Gdzieś daleko, w zakamarkach pamięci, przebudziły się wspomnienia młodości i całych pokoleń.

Wywołały nie tylko obrazy, ale i emocje tych dawnych chwil nadzieję, czułość, nowe rozdziały życia.

Jak dobrze! Życie toczy się dalej dalej w jej wnuku, w samej córce.

Szymon usiadł obok babci, położył głowę na jej kolanach. Głaskała go przez chwilę nieporadnie, by nie zgnieść kwiatów, które ściskała jak najcenniejszy skarb

Marzył: znajdzie jeszcze dziewczynę podobną do tych dwóch ukochanych kobiet i pokocha ją tak, jak kochali się kiedyś babcia z dziadkiem, jak jego rodzice. Ważne, by rozpoznać adekwatny moment.

Babcia długo nie dawała się przekonać, by oddać kwiaty córce.

Zaczekaj Najpierw nalej świeżej wody, najlepiej ze studni postaw w szerokim wazonie, delikatnie ustaw tutaj będę patrzeć.

Wnuk podarował kwiaty. Kwiaty, których na polach można zebrać milion ale te Te były najpiękniejsze. Bo od wnuka.

Idź do oryginalnego materiału