Serwus, już kupiłem najpiękniejszy bukiet kwiatów i wyruszyłem na randkę. W doskonałym nastroju stałem przy fontannie w centrum miasta z bukietem w dłoni. Ani śladu po Lesi. Rozejrzałem się i wybrałem jej numer – nie odebrała. „Może się spóźnia” – pomyślałem i spróbowałem jeszcze raz. Tym razem Lesia odebrała. – Jestem już na miejscu, a Ty gdzie? – zapytałem od razu. – Między nami wszystko skończone! – oznajmiła niespodziewanie. – Co? Dlaczego? – zdębiałem. – Przez ten Twój bukiet! – powiedziała dziewczyna, zaskakując mnie jeszcze bardziej. – A co jest z nim nie tak? – spytałem zdezorientowany, nie rozumiejąc o co chodzi…

newskey24.com 1 miesiąc temu

13 czerwca 2023

Dzisiaj był wielki dzień. Kupiłem najlepszy bukiet kwiatów, jaki udało mi się znaleźć, i ruszyłem na spotkanie z Anią. Stałem przy fontannie na Rynku w Krakowie, w dłoniach trzymałem te kwiaty i czułem się lekko podekscytowany, jakbym znowu miał dwadzieścia lat. Ani jednak nigdzie nie było. Rozejrzałem się i wybrałem jej numer. Nie odebrała. Może się spóźnia, pomyślałem i ponowiłem próbę telefonu. Tym razem usłyszałem jej głos.

Już jestem na miejscu, gdzie jesteś? od razu zapytałem.

Między nami wszystko skończone! powiedziała bez żadnego wstępu.

Co? Dlaczego? oniemiałem, zdezorientowany.

Chodzi o Twój bukiet! usłyszałem.

Co z nim nie tak? zdziwiłem się, naprawdę nie rozumiejąc.

Sam już nie wiem, ile czasu spędziłem w kwiaciarni na Szewskiej. Bordowe róże, żółte tulipany, białe lilie, kwiaty w doniczkach i wazonach, ogromny wybór jednym słowem wszystko. Ale ja stałem i kluczyłem. Przypominałem sobie przecież, iż kiedyś rozmawialiśmy z Anią o kwiatach, ale jakoś nie mogłem odtworzyć szczegółów tej rozmowy. Ona na pewno mówiła, czego nie lubi, które kwiaty kocha i na które mogłaby patrzeć godzinami. Tyle iż wtedy, gdy pierwszy raz się spotkaliśmy, wszystko mnie onieśmielało ona, jej uśmiech i te dołeczki na policzkach, długie, proste włosy. Może to już było to uczucie?

Ale czy to aż tak ważne, co ona mówiła? Przecież wieczór był taki piękny, a ja nie mogłem sobie przypomnieć jej upodobań.

Proszę spojrzeć na nasze gerbery, panie, takich już nie dostanie nigdzie odezwała się kwiaciarka. To wyjątkowa odmiana, z Holandii.

Czasu miałem coraz mniej. Trzeba było już wybierać. I wtedy, jak zwykle, zadzwoniła mama.

No co, Krzysiu, zdecydowałeś się? Może wpadniesz w sobotę do domu? zapytała.

Nie, mamo, mam sprawy odpowiedziałem, trochę niecierpliwie.

Babcia czeka, cały czas wygląda przez okno.

Szybko się pożegnałem. Mama mieszka z babcią w naszej rodzinnej wsi pod Krakowem i dość często dzwoni, a mnie irytuje, iż nie mogę być z nimi tak często, jak by chcieli. Babcia już od dawna nie domaga ale przecież mam też swoje życie.

Myśli i sprawy zupełnie pochłaniała mi już ta nowa znajomość. Dziś, jeżeli pójdzie dobrze, zamierzałem zaprosić Anię za miasto znałem fantastyczną agroturystykę niedaleko Wieliczki. Mama ciągle powtarza, żebym się w końcu ożenił, więc czas najwyższy coś z tym zrobić.

Gdybym tylko pamiętał, jakie Ania lubi kwiaty! Co za zła pamięć Choć w sumie, czy wszystkie damskie zachcianki trzeba aż tak brać do serca? Ważne, iż chciałem sprawić jej przyjemność.

Kwiaciarka już milczała i tylko obserwowała moje niezdecydowanie.

Coś mówiła o kolcach róży Chyba jednak nie kwiaty dla niej, pomyślałem i zdecydowałem się na bukiet dużych, różowo-białych gerberów. To tylko znak sympatii, nic wielkiego. Poza tym musiałem gwałtownie wracać do pracy.

Umówiliśmy się przy nowym miejskim wodotrysku. Spóźniłem się trochę, bo szef zarządził naradę coś czuję, iż szykuje się awans. Zadzwoniłem więc do Ani: Będę chwilę później i wyciszyłem telefon. Mama znów dzwoniła podczas spotkania, ale nie mogłem odebrać.

W końcu, cały podekscytowany, zaparkowałem w pobliżu i prawie biegiem ruszyłem do fontanny, trzymając dumnie gerbery. Ani nigdzie nie było. Odczekałem chwilę, zadzwoniłem do niej bez odpowiedzi. Usiadłem więc na ławce, czekając, może ona się spóźni. Po dziesięciu minutach ponownie wybrałem numer.

Aniu, gdzie jesteś? Czekam już na Ciebie!

Wiem. Siedzę w kawiarni naprzeciwko, z okna Cię widzę.

Próbowałem rozpoznać ją wśród sylwetek za szybą, ale nie dostrzegłem.

A zejdziesz na dół? zacząłem, ale przerwała mi.

Spóźniłeś się

Przepraszam, szef zatrzymał mnie, dzwoniłem przecież.

I te kwiaty

Co z nimi? nie rozumiałem.

Zapomniałeś, jakie kocham kwiaty!

Nie było ich w sklepie!

Róż? Nie pamiętasz, iż uwielbiam róże? Przecież wszystkie o tym wiedzą! Opowiadałam Ci tyle razy o moich ulubionych różach… A Ty

Naprawię to! Już idę do Ciebie powiedziałem. Wszedłem do kawiarni, Ania siedziała na końcu sali, bokiem do okna. Podszedłem nieśmiało i nie śmiejąc wręczyć bukietu położyłem go na stole. Ona choćby na niego nie spojrzała.

Byłem zawsze gadatliwy, więc i teraz, czując swoją winę, próbowałem zapanować nad sytuacją. Wydawało się, iż rozładowałem sytuację Ania już się uśmiechnęła.

Wypiliśmy kawę i poszliśmy do wyjścia. Na bukiet nie spojrzała choćby jednym okiem. Wtedy podbiegła młoda kelnerka.

Zostawiliście kwiaty! zawołała.

Są dla Pani odpowiedziałem jej z uśmiechem.

Ojej, dziękuję zdziwiła się, ale było widać, iż było jej bardzo miło.

Ania znowu się posmutniła.

Aniu, kupię Ci zaraz ogromny bukiet róż!

Nie trzeba, wystarczy mi już dziś kwiatów…

Schodziliśmy po schodach, szedłem za nią, skrzywiony całą tą sytuacją. Odezwał się telefon to znowu mama.

Wybacz, chyba znów nie w porę dzwonię? mama jak zwykle w punkt.

Ania już mnie nie słyszała.

Nie, mamo, bardzo w porę. Przyjadę, jutro przyjadę odpowiedziałem.

Z Anią pożegnaliśmy się bez żalu. Czułem, iż już więcej się nie spotkamy.

Następnego dnia wracałem samochodem do rodzinnej wioski przez znajome pola, aż po horyzont ciągnęły się łany kwiatów poprzetykane makami, chabrami, rumiankami. Musiałem się zatrzymać. Zszedłem na łąkę i jak kwiaciarka z miasta wybierałem kolorowe kwiaty tym razem takie, jakie mi się naprawdę podobały.

Wiedziałem, iż te, którym je zawiozę, ucieszą się z każdego wyboru. Tutaj nie groziło mi, iż się pomylę. Weszliśmy do domu, podzieliłem bukiet na dwa. Mama mnie ucałowała, babcia wstała nieśmiało przytrzymywana przez mamę. Wzięła w drżące dłonie kwiaty, dotknęła, powoli pochyliła się nad nimi. Jak dawno nie dostawała kwiatów!

Wciągnęła głęboko znajomy zapach dzieciństwa, zapach polnych kwiatów, który wywoływał coś lepszego od wspomnień: to samo uczucie nowości i szczęścia.

Jak dobrze! Życie toczy się dalej życie trwa we mnie, jej wnuku.

Usiadłem przy babci, głowę położyłem na jej kolanach, ona głaskała mnie po włosach, uważając, by nie zgnieść bukietu

Myślałem sobie wtedy, iż przecież znajdę jeszcze tę adekwatną kobietę. Kogoś, kto pokocha mnie tak, jak babcia z dziadkiem czy moi rodzice potrafili kochać. Klucz tkwi w tym, by w porę to rozpoznać i nie przegapić.

Babcia nie chciała oddać kwiatów mamie.

Zaczekaj, Krzysiu Najpierw nalej wody ze studni, do szerokiego wazonu, ostrożnie postaw… będę patrzeć

Dziś najbardziej wartościowe okazały się kwiaty z łąki takie, których jest pełno, ale te były wyjątkowe. To ja je zerwałem dla moich najbliższych. I zrozumiałem: gest liczy się bardziej niż perfekcja. Najważniejsze pamiętać o tych, którzy naprawdę kochają bezinteresownie.

Idź do oryginalnego materiału