Serce rodzica. Opowiadanie Dziękuję za wsparcie, polubienia, za zaangażowanie i opinie na temat moi…

twojacena.pl 10 godzin temu

Dziennik Natalii

Nikogo chyba nie dziwi, jak bardzo dla mnie ważne jest każde słowo wsparcia te miłe komentarze, polubienia i choćby drobny przelew na kawę. Dziękuję, z całego serca od siebie i mojej gromadki pięciu kotów. jeżeli opowiadanie ci się podoba, udostępnij w swoich mediach, bo to daje piszącemu taką satysfakcję, iż czuje, iż to co tworzy, nie ginie w próżni.

Czemu taka jakaś nadąsana dzisiaj jesteś? choćby się nie uśmiechasz, chodź, zjedzmy śniadanie.

Wojtek przeciągnął się ze znużeniem w drzwiach kuchni. W końcu niedziela, trochę luzu.

Na kuchence skwierczą jajka z boczkiem, ja nalewam herbatę. Nakładam mężowi na talerz większą część jajecznicy i podaję kromkę świeżego chleba.

Jedz, nie marudź.

A co, coś przeskrobałem, Natalio? pyta miękkim tonem Wojciech.

Oboje, Wojtku, oboje. Nie wiem, czy dobrze wychowaliśmy nasze dzieci powiedziałam siadając obok, i sama zaczęłam jeść, choć bez wielkiego apetytu.

Magdalena i Kuba już dorośli, ale przecież ile razy sobie czegoś odmawialiśmy, by im było lepiej. Takie czasy. Ciągle ich wspieraliśmy, a kto nas wesprze? Chociażby dobrym słowem. U nich wiecznie jakieś problemy… Jak nie nudno im się żyje, to znowu pieniądze im się rozsypały. I Magda, i Kuba narzekają.

Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

Wojciech skończył już jajka i smarował masłem grubą pajdę chleba, potem dżemem z wiśni.

Tobie to dobrze, bo do ciebie nie piszą. Oni wszystko mi wysyłają, matce. Wczoraj Kuba chciał do kręgielni zabrać rodzinę, prosił, żebym mu pożyczyła parę stówek do wypłaty, ale odmówiłam, zezłościłam się. Obraził się. A przedtem Magda dzwoniła z karierą piosenkarki znowu nie wyszło, humor podły. Oczywiście nie przesadzam, śpiewać lubi, niech śpiewa, ale żyć z tego już tak łatwo się nie da. Trzeba pracować na poważnie, a ona cały czas marzy o śpiewaniu. Nie każdy się nadaje, czas zrozumieć… do zwykłej pracy trzeba iść! Poza tym, kiedyś z Kubą byli nierozłączni, a teraz prawie ze sobą nie rozmawiają.

Odsunęłam od siebie niedojedzoną jajówę, zabrałam się za herbatę.

Daj spokój, jakoś się ułoży. Przecież my też byliśmy młodzi, pamiętasz? Wojtek próbował mnie pocieszyć, tylko jeszcze bardziej nastrój mi się pogorszył.

No właśnie, chyba to ty już zapomniałeś. Oszczędzaliśmy na wszystkim, ale ciągle byliśmy zadowoleni. Jak Kuba się urodził, jaka radość! Wózek dostałam po kuzynce, łóżeczko po siostrze, ubranka to samo, z drugiej ręki, ale dzieci przecież rosną po paru miesiącach jak nowe. Byliśmy szczęśliwi. A jak kupiliśmy malucha, ten Fiat 126p, dumni chodziliśmy jak pawie! Wstawiliśmy go do blaszaka pod blokiem, czuliśmy się bogaci. A naszym? Jak nie zwiedzili świata, to uważają, iż nie żyją… Skąd to wzięli? Przecież nie od nas!

Czasy się zmieniły, Natalio, pokus więcej, młodzi są Zrozumieją jeszcze, poczekaj.

Tylko żeby nie było za późno, pogonią za pieniędzmi i wszystko przegapią, życie minie i choćby się nie obejrzą… Patrzę w lustro i się zastanawiam, czy to naprawdę ja? Już babcia I ty dziadek

Rozmowę przerwał dźwięk telefonu. Dzwonił Kuba.

I znowu coś powiedziałam i odebrałam. Z każdą sekundą oczy robiły mi się coraz większe, zerwałam się na nogi.

Wojtek, ubieraj się, Kuba trafił do szpitala! Zadzwonił jego sąsiad z sali.

Co się stało? Wojciech też wstał i zaczął gorączkowo się ubierać.

Nie dosłyszałam, chyba rozciął rękę szlifierką Dysk pękł i przeciął mu dłoń. Próbują zszyć, oby się udało! Jeszcze tylko tego brakowało Żeby mu ją uratowali, oby nie został bez! Jedziemy!

Wybiegliśmy z domu, wcale już nie młodzi, ale jeszcze nie starzy, serce pełne niepokoju.

Biegliśmy do szpitala, zapomniawszy o wszystkim.

Po drodze zadzwoniła Magda: Mamo, wstąpię do was w porze obiadu, dobrze?

Przyjdź, kochanie, może już wrócimy sapnęłam do słuchawki i puściłam Wojtka przodem, nie czekając na odpowiedź córki.

W szpitalu trochę nas uspokoili dłoń udało się uratować, ale nie mogliśmy zobaczyć się z Kubą.

Poczekam tu, nie wyjdę, zanim nie pozwolicie wejść powiedziałam pielęgniarce i zasiadłam na ławeczce obok Wojtka.

Nagle do szpitala wpadła Magda i od razu do nas:

Mamo, czemu wy tacy przygaszeni? Wszystko już dobrze! Kuba wczoraj po pracy pomagał komuś przy aucie. Coś tam przykręcał, nie mógł śruby odciąć, szlifierka mu poleciała po dłoni. Zszyli go, palcami rusza, wszystko będzie w porządku. Przyjdzie do siebie, jeszcze się znów spotkacie!

Skąd ty wiesz? ledwo mogłam wydusić.

Z Kubą cały czas piszemy do siebie. Z jego żoną, Elżbietą, też mam kontakt. Wspieramy się, jak trzeba a co?

A my myśleliśmy, iż prawie wcale się nie kontaktujecie wyjaśnił Wojciech.

Oj, tato, wy jesteście tacy silni, wszystko umiecie pokonać, więc staramy się was nie martwić bez potrzeby. I w ogóle wyglądacie młodo, aż szkoda czas wam zajmować, niech sobie pożyjecie dla siebie, teraz kiedy możecie.

No nie, myślałam, iż już wam na nas nie zależy uśmiechnęłam się.

Mama, co ty! Tylko wy, wasza generacja to jakieś niesamowicie twarde charaktery. My próbujemy być podobni, ale no nie zawsze wychodzi. Staramy się, serio!

Spojrzałam na Wojtka i nagle spłynął na nas spokój.

Mamo, tato, chciałam wam powiedzieć dostałam pracę. I na dodatek śpiewam na różnych imprezach! Ostatnio w przedszkolu, wczoraj w domu spokojnej starości, panie tak klaskały! Jedna babcia choćby się popłakała, bo jej córka jest znaną wokalistką, tylko ciągle w trasie i zostawiła mamę w domu Dziwne czasy.

Magda objęła nas nagle, mocno, A my z Kubą bardzo was kochamy, nie myślcie inaczej

Pielęgniarka w końcu wpuściła nas do Kuby. O mało się nie rozpłakałam, a on spokojnie mówi:

Mamuś, już dobrze, najgorsze za mną, nie przejmujcie się. Tato, pamiętasz, jak w tym blaszaku, gdzie maluch stał, było gniazdo os? Pokąsały cię tak, iż prawie umarłeś w szpitalu, różne rzeczy się zdarzają. Jak wyjdę, zapraszacie nas na Sylwestra? Jakoś mało się widujemy. Magda ponoć planuje przyprowadzić do nas swojego chłopaka, jeszcze wam nie mówiła?

Ze szpitala wracaliśmy pieszo, rozmawialiśmy spokojnie.

Nie młodzi, ale jeszcze nie starzy rodzice.

Ech, to rodzicielskie serce, ono zawsze martwi się o dzieci. Ciągle się zdaje, iż gdzie indziej dzieci są inne, lepiej wychowane. Tak bardzo się chce, by nasze były wzorowe, by żyły dobrze, żeby rodziców słuchały.

A one i tak mają swoją drogę Ale nasze dzieci są dobre. Bo przecież są nasze.

Idź do oryginalnego materiału