"The Paper" to kolejny serial osadzony w uniwersum legendarnego "Biura". Za projekt odpowiadają Gregg Daniels (współtwórca amerykańskiej wersji) oraz Michael Koman. Tym razem twórcy zaglądają za kulisy świata dziennikarstwa. Ekipa filmowa, która niegdyś realizowała dokument o pracownikach Dunder Mifflin w Scranton w Pensylwanii, trafia do redakcji "The Truth Teller" w Toledo. Do podupadającej gazety dołącza nowy redaktor naczelny, Ned Sampson (Domhnall Gleeson), który obiera ambitny cel, by postawić ją na nogi. gwałtownie jednak orientuje się, iż czeka go wyjątkowo trudne zadanie, a zespół, którym zarządza, nie grzeszy ani doświadczeniem, ani kompetencjami. Mimo to Ned nie zamierza się poddawać.Reklama
U boku Domhnalla Gleesona, syna słynnego Brendana Gleesona, oglądamy m.in. Sabrinę Impacciatore, Melvina Gregga, Chelsea Frei, Ramonę Young, Gbemisolę Ikumelo czy Erica Rahilla. Do swojej roli z amerykańskiego "Biura" powraca Oscar Nuñez, ponownie wcielający się w księgowego Oscara Martineza.
Tuż przed amerykańską premierą "The Paper" platforma Peacock ogłosiła powstanie drugiego sezonu. W przeciwieństwie do mnie musi więc mieć ogromną wiarę w ten projekt. Po obejrzeniu pierwszej odsłony mogę jednak stwierdzić jedno: to jedna z najsłabszych produkcji w całym uniwersum "Biura".
"The Paper" zalicza klapę. Co nie zagrało?
Pierwszy odcinek "The Paper" ukazał się w Polsce tego samego dnia co "The Office PL" i w tym przypadku porównanie wypada dla amerykańskiej nowości wyjątkowo niekorzystnie. Trudno bowiem nie przyznać wyższości rodzimej produkcji. Serial z Domhnallem Gleesonem w roli głównej prezentował się obiecująco na etapie zapowiedzi, jednak w praktyce zalicza niemal wszystkie potknięcia, jakie można popełnić przy tego typu formacie.
Najpoważniejszym problemem okazuje się humor. W moim odczuciu winę ponosi tu leniwy scenariusz, oparty na dobrze znanych motywach z wcześniejszych produkcji, ale pozbawiony świeżości i własnej tożsamości. Serial nie proponuje nic ponad kalkę rozwiązań, które kiedyś działały znacznie lepiej.
Również obsada nie zawsze jest w stanie udźwignąć komediową konwencję. Domhnall Gleeson, kojarzony dotąd raczej z poważniejszym repertuarem, nie do końca odnajduje się w tej formule. Choć wyraźnie stara się wydobyć z dialogów maksimum potencjału, jego Ned Sampson pozostaje mało przekonujący. Podobny problem dotyczy Sabriny Impacciatore, znanej z "Białego Lotosu". Jej Esmeralda przez dziesięć odcinków pozostaje postacią jednowymiarową, sprowadzoną do kilku wyraźnie zarysowanych cech, bez choćby minimalnej próby pogłębienia charakteru czy jakiegokolwiek rozwoju na przestrzeni sezonu.
A jeżeli chodzi o pozostałych bohaterów, sam fakt, iż po obejrzeniu dziesięciu odcinków nie pamiętam imienia żadnego z nich, mówi adekwatnie wszystko. To postaci mdłe i nijakie, pozbawione wyrazistych cech oraz interesujących wątków. O jakimkolwiek rozwoju na przestrzeni sezonu nie ma tu choćby mowy. Scenarzyści wyraźnie się nie popisali, przez co z dużym trudem dotrwałam do końca pierwszego sezonu.
"The Paper" wciąż zachowuje pewien klimat niezręczności i zażenowania, ale nie daje tego satysfakcjonującego efektu, który świetnie działał w "Biurze" czy "The Office PL". Szczególnie irytujący okazał się wątek powracającego Oscara. Element, który miał budzić nostalgię, w praktyce wywoływał jedynie zmęczenie materiałem. Żart związany z jego postacią pojawia się przez kilka odcinków z rzędu, a powtarzany wielokrotnie, gwałtownie traci swój humor.
Seans "The Paper" okazał się prawdziwą męczarnią i z całą pewnością nie sięgnę po drugi sezon. Znacznie lepszym wyborem będzie ponowne obejrzenie "The Office PL" ze świadomością, iż Polakom naprawdę udało się stworzyć własną, udaną wersję legendarnego hitu.
Czytaj więcej: Dostał drugi sezon jeszcze przed premierą. Amerykański hit zobaczymy w Polsce

















