„Ściema” to świetnie obsadzone połączenie młodzieżowej historii o dorastaniu z mroczną zagadką rzekomo podmienionej matki. Jak wypadają pierwsze odcinki serialu z Connie Britton i Samem Nivolą?
„Ściema” („Phony”) to ewidentnie serial, który trudno ocenić przed emisją całości. Jednak po obejrzeniu dwóch odcinków dostępnych na Disney+ z dwojga złego – a więc napisania czegoś, co po całym ośmioodcinkowym sezonie okaże się nietrafione, lub pominięcia produkcji Hulu milczeniem – wybieram wyrażenie zdania na (za) wczesnym etapie. Szkoda byłoby bowiem „Ściemę” zignorować, a przeoczyć ją łatwo – zwłaszcza iż platforma wprawdzie umieściła polską premierę w rozpisce tygodniowej, wcześniej jednak nie uwzględniając serialu w harmonogramie miesięcznym i nie promując tego tytułu jakoś intensywnie.
Ściema – o czym jest serial z Connie Britton
Warto serial dostrzec, bo to (znów: póki co) rzecz co najmniej intrygująca. Jej twórca, Nick Paley, ma już na koncie przeuroczy film „Marcel Muszelka w różowych bucikach” (2021), a serial prowadzi z Anthonym Kingiem, pracującym wcześniej m.in. przy „Broad City” czy „The Afterparty„. Te doświadczenia widać w „Ściemie” (ech, kolejny tytuł, który w polskim tłumaczeniu nie brzmi). A równocześnie pierwsze odcinki, choćby wywołując skojarzenia z innymi tytułami – przyłączyłabym się choćby do przywołanego w kilku zagranicznych recenzjach wspomnienia nieodżałowanego „American Vandal” – wydaje się czymś oryginalnym.
„Ściema” (Fot. Hulu)Oto Sonny (Sam Nivola, „Biały Lotos”) – licealista, który ma silną więź z matką, Ellen (Connie Britton, „Friday Night Lights”), będącą równocześnie dyrektorką jego szkoły. Chłopak ma jednak też przyjaciela, sportowca Vogla (Maliq Johnson z kolejnej nieodżałowanej młodzieżówki: „Grand Army”), i dziewczynę, Chloe (Mahaela Park, „Didi”), z którą zaplanowali już „pierwszy raz”. I chociaż od początku widać, iż Sonny ma problem ze stawianiem granic i mówieniem tego, co naprawdę myśli, a na jaw wychodzi, iż może relacja z matką opiera się na manipulacji trochę bardziej, niż nastolatek sądził, wszystko układa się całkiem nieźle. Aż do wypadku samochodowego, bo po odzyskaniu przytomności Sonny jest przekonany, iż jego matkę ktoś podmienił na inną, bardzo podobną kobietę.
Ściema – zagadka podmienionej matki i wiele więcej
W początkowych odcinkach „Ściema” tę główną zagadkę rozgrywa bardzo umiejętnie, a fakt, iż poza synem nikt nie dostrzega różnicy, każe licealiście momentami wątpić we własne zmysły. Chłopak znajduje jednak sprzymierzeńców – Mallory (Grace Brennan), dawną przyjaciółkę, która po edukacji domowej w bardzo religijnej rodzinie właśnie wróciła do szkoły, i jej specyficznego, kochającego teorie spiskowe kuzyna, Weldona (Colter Lee, „Cursed Friends”). Widzimy też, iż opowiada swoją historię detektywce granej przez Meerę Syal („Broadchurch”). Postanawia, iż nie spocznie, dopóki nie udowodni, iż ma do czynienia z podobną do matki oszustką o złych zamiarach.
„Ściema” (Fot. Hulu)Bardzo dużo w potencjalnym sukcesie całego serialu zależy od dalszego ciągu w wyjaśnianiu tej przerażającej zamiany, stąd moje wątpliwości, czy „Ściema” potrafi do końca nie rozczarować rozwiązaniem mrocznej zagadki. Na szczęście, choćby gdyby tak się stało, bo chyba trudno tu o satysfakcjonujące wszystkich wyjaśnienie, produkcja ma zalety, które sprawiają, iż widzę nadzieje na utrzymanie wysokiego poziomu.
Przede wszystkim dawno nie widziałam serialu, w którym szkolny świat od razu wydawałby się tak przekonujący. Bez problemu można uwierzyć w ten cały licealny ekosystem i zaludniające go postaci, z których wszystkie, nie tylko Sonny’ego, wyposażono w jakiś charakter, najczęściej budzący sympatię. To już dużo, a w „Ściemie” dochodzi do tego specyficzne miasteczko, w którym duże znaczenia mają bobry, a mieszkańców straszą tablice upamiętniające liczne ofiary utopienia się w lokalnym stawie.
Ściema – czy warto oglądać ten łączący gatunki serial
Serial jest też świetnie zagrany, przy czym Nivola może momentami trochę za bardzo przypomina postać, którą grał już w „Białym Lotosie„. Równocześnie jednak młody aktor wspaniale radzi sobie z pokazywaniem nerwowości bohatera choćby przed „podmianką” matki, chwilami jego tłumione emocje aż się udzielają i wywołują dodatkowy niepokój, poza tym wynikającym z fabuły. Wszystko jest też ciekawie nakręcone, widać autorskie podejście do montażu i zdjęć, a chociaż to czysta fikcja, podczas oglądania majaczył mi w skojarzeniach sam Nathan Fielder. Zwłaszcza iż bywa strasznie, ale bywa też bardzo zabawnie (spora w tym zasługa pewnego wibratora, choć nie tylko).
„Ściema” (Fot. Hulu)Trudno na razie o jakiekolwiek kategoryczne opinie, ale póki co, gdyby choćby zagadka ostatecznie nie do końca wypaliła, liczę, iż „Ściema” obroni się jako po prostu dobry serial o liceum i o nastolatku, dla którego przekonanie, iż jego matka nie jest jego matką, okaże się – raczej nietypowym – katalizatorem dojrzewania do własnych decyzji i odkrycia, kim to raczej on, a nie Ellen, jest naprawdę. Na tym etapie więc polecam, bo nietypowości w serialach ostatnich lat jak na lekarstwo, a tu choćby w przemyślanej mieszance rodzinnego horroru i młodzieżowego komediodramatu widać pomysł na coś chociaż trochę innego.
















