Wczoraj poszedłem do sąsiada Wojciecha pożyczyć wiertarkę. Drzwi otworzył mi w dresie i t-shircie:
Wejdź, właśnie skończyłem jeść.
Wszedłem. W mieszkaniu czysto, na kuchni pachniało pieczonym kurczakiem. Na stole stał laptop, obok kieliszek czerwonego wina.
Wojciech ma pięćdziesiąt jeden lat. Dwanaście lat po rozwodzie. Mieszka sam. Pracuje jako inżynier, zarabia sześć tysięcy złotych netto.
Znam go pięć lat, od kiedy się tu wprowadziłem. Nigdy nie widziałem u niego kobiety. Ani choćby gości na dłużej.
Podał mi wiertarkę, nalał whisky:
Siadaj, skoro już przyszedłeś. Dawno się nie widzieliśmy.
Usiedliśmy przy kuchennym stole. Wypiliśmy po kieliszku.
Zapytałem:
Wojtek, czemu jesteś sam? Nie szukasz nikogo?
Uśmiechnął się z pewnym dystansem:
Nie szukam na siłę, Piotrze. Wiesz, po tych wszystkich latach sam ze sobą, zrozumiałem, iż tak mi lepiej.
Ale dlaczego?
Dolał nam jeszcze trochę i oparł się wygodnie na krześle:
Opowiem ci. Sześć powodów. Każdy przeżyty na własnej skórze.
Pierwszy powód ryzyko bankructwa po rozwodzie
Wojtek zaczął:
Rozwiodłem się dwanaście lat temu. Byłem żonaty osiemnaście lat z Dorotą. Mamy córkę, dziś ma dwadzieścia osiem lat i mieszka osobno.
Zrobił łyk whisky:
Rozwód był przez jej zdradę. Przyłapałem ją z kolegą z pracy, więc złożyłem papiery.
I jak to się skończyło?
Sąd podzielił mieszkanie na pół, mimo iż to ja spłacałem większość kredytu. W końcu sprzedaliśmy mieszkanie, podzieliliśmy pieniądze, a ja kupiłem to małe M2.
Spojrzał na mnie:
Piotrze, straciłem połowę całego dorobku przez jej zdradę. I to w świetle prawa jest okej. Ty rozumiesz? Ja pracowałem, spłacałem, ona zdradzała, a i tak dostało się pół.
Tak działa rozwód
No właśnie. Powiedz mi po co mam znów ryzykować? Poznam kogoś, zamieszkamy, po kilku latach ślub, może kredyt na samochód. A potem się rozstaniemy? Po co takie ryzyko?
Milczałem. Wojtek mówił dalej.
Drugi powód kobiety nie wspierają męskich marzeń
Wiesz, Piotrze, mam marzenie. Chcę kupić stary motocykl, odrestaurować go i jeździć w weekendy.
Super sprawa.
Prawda? Już rok odkładam. Jeszcze trochę i kupię starego Junaka. Sam go składam.
Nalał sobie wody i przepił whisky:
Za małżeństwa też miałem swoje marzenia. Chciałem nauczyć się grać na gitarze, kupiłem instrument, zapisałem się na lekcje. Dorota powiedziała: „Po co ci to? Przecież masz swoje lata, Bon Jovi z ciebie nie będzie.” No i odpuściłem. Chciałem pojechać na spływ kajakowy na Mazury. I znów: „Zwarioowałeś? Kredyt do spłacenia, a ty się bawisz jak dziecko.” Nigdzie nie pojechałem.
Wojtek spojrzał za okno:
Kobiety nie rozumieją marzeń facetów. Myślą, iż to fanaberie bez sensu. Teraz to ja decyduję, na co wydać, co robić, nikt mnie nie powstrzyma.
Trzeci powód zawyżone oczekiwania kobiet
Wojtek ciągnął dalej:
Trzy lata temu spróbowałem randek przez internet. Założyłem konto, wszystko szczerze: wiek, praca, zarobki, pasje.
I co?
Pisałem z kilkoma. Jedna, Iwona, lat czterdzieści sześć, pracuje w salonie fryzjerskim. Zarabia trzy tysiące. Napisała: „Jest pan ciekawy, ale szukam kogoś, kto zarabia ponad dziesięć tysięcy.”
Zaśmiał się gorzko:
Odpisałem: „A pani ile zarabia?” Obraziła się, zablokowała kontakt.
Serio?
Tak. Dziś większość kobiet uważa się za księżniczki. Zarabiają po trzy tysiące, wynajmują pokoje, ale facet ma mieć dom, samochód i dwa razy lepszą wypłatę. Same nie wnoszą nic poza „kobiecą energią”.
Dopił whisky:
Ja mam sześć tysięcy, własne mieszkanie i auto. Dla nich to za mało. Po co mi kontakt z kimś, kto nie szanuje tego, co mam?
Czwarty powód nieumiejętność prowadzenia domu
Zapytałem:
A nie brakuje ci kogoś w domu, wspólnego gotowania, tego ciepła?
Wojciech roześmiał się:
Piotrze, rozejrzyj się. Czysto? Sam wszystko ogarniam raz w tygodniu, godzinka. Gotować umiem, dziś była pieczona pierś z warzywami pół godziny. Prać? Pralka robi swoje, wrzucam pranie i włączam program.
Wstał i pokazał kuchnię:
Sam sobie radzę. A wiesz, ile kobiet nie umie dziś gotować? Co druga. Zamawiają pizzę, jedzą gotowce.
Ale są jeszcze dobre gospodynie
Pewnie, są. Ale po co mi gospodyni, która za to oczekuje, iż będę ją sponsorować? Wolę sam wszystko zrobić.
Piąty powód strach przed manipulacją i kłamstwem
Wojtek napełnił oba kieliszki.
Po rozwodzie spotykałem się z dwiema kobietami. Obie kłamały.
Jak?
Pierwsza, Grażyna, mówiła, iż jest po rozwodzie. Spotykaliśmy się miesiąc. Okazało się przypadkiem, iż ma przez cały czas męża, a szukała kogoś „do pomocy”, bo jej mąż mało zarabiał.
Zrobił łyk:
Druga, Monika, mówiła, iż nie ma dzieci. Po dwóch miesiącach wyszło, iż ma dwójkę, nie powiedziała, żeby mnie nie zwiać.
Masakra
Właśnie. Mam już dosyć kłamstw. Nie chcę żyć w iluzji, a kobiety ukrywają fakty. Potem płaczą, iż faceci nie ufają.
Szósty powód kara za inicjatywę
Wojciech rozsiadł się wygodniej:
Rok temu zaryzykowałem jeszcze raz. W księgarni. Stała kobieta pod pięćdziesiątkę, wybierała literaturę klasyczną.
I?
Podeszłem: „Dzień dobry, widzę, iż lubi pani klasykę. Może coś polecić?” Spojrzała na mnie jakbym był psychopatą. „Poradzę sobie”, odpowiedziała lodowato i odeszła.
Zaśmiał się pod nosem:
Piotrze, każda inicjatywa mężczyzny to dziś molestowanie. Podejdziesz w realu napastujesz. Napiszesz na Facebooku stalker. Zaprosisz na kawę pantoflarz.
Nie wszystkie tak mają
Jasne, nie, ale większość. Mam dosyć bycia traktowanym jak intruz. Teraz nie wychylam się wcale. Jak kobieta chce poznać niech sama wyjdzie z inicjatywą.
O czym zacząłem myśleć i do jakich wniosków doszedłem
Wojtek wypił ostatni łyk. Spojrzał mi w oczy:
Piotrze, nigdy nie powiedziałem, iż wszystkie kobiety są złe. Są i porządne. Ale znaleźć taką jak znaleźć igłę w stogu siana. A koszt błędu jest olbrzymi: nerwy, czas, pieniądze.
Wstał:
Mam pięćdziesiąt jeden lat. Dobrą pracę. Mieszkanie. Auto. Swoje pasje. Przyjaciół. Jestem szczęśliwy sam. Po co mam ryzykować to wszystko dla związku, który prawdopodobnie skończy się rozwodem i stratą?
Wróciłem do siebie. Położyłem się. Rozmyślałem nad jego słowami.
Mam czterdzieści dziewięć lat. Od dwudziestu trzech lat jestem żonaty. Z żoną dobrze się dogadujemy. Ale gdybym był sam czy poszedłbym drogą Wojtka?
Chyba tak.
Czy facet ma rację, iż od dwunastu lat żyje sam, bo boi się strat czy to tchórzostwo przed bliskością?
Czy to prawda, iż po rozwodzie facet najwięcej traci, choćby jeżeli winna była żona czy to przesada?
Czy pięćdziesięciolatek może świadomie odrzucać związki z obawy przed stratą, czy to już egoizm i strach przed życiem?
I czy rzeczywiście kobiety nie rozumieją męskich pasji czy może faceci sami nie umieją wybierać tych adekwatnych kobiet?








