Okrągły stół rzadko jest po prostu meblem. Mimowolnie podsuwa obraz równej rozmowy, w której żadne miejsce nie daje przewagi. W legendach arturiańskich jego kształt miał rozbrajać spór o pierwszeństwo, z całkiem śmiałą wiarą, iż dobrze pomyślany mebel potrafi odciążyć politykę z problemu ambicji. Według jednej z wersji mitu to Merlin, wielki architekt politycznej wyobraźni, miał podsunąć ideę stołu jako narzędzia nowego porządku – magicznego urządzenia do wytwarzania wspólnoty, w której rycerze mogli poczuć się równi wobec sprawy większej niż oni sami.
W tej baśniowej konstrukcji pojawia się jednak pęknięcie, za którym podąża Karolina Jarzębak. Arturiańska fantazja o równości od początku pozostaje uwikłana w porządek rycerskich hierarchii i zobowiązań. Okrąg pozwala rozegrać konflikt w scenografii zgody, wśród zasad i znaków wzajemnego uznania – jednak wspólnota rycerzy w równym stopniu potrzebuje opowieści o zagrożeniu i figurze obcego, który nie mieści się przy stole. Dopiero wobec nich zyskuje kontur: może zobaczyć samą siebie jako zwartą i wybraną.
Wystawa Samozaoranie: aura farming rozwija właśnie tę podejrzanie skuteczną logikę okręgu. W centrum ekspozycji znajduje się okrągły stół – znak porozumienia, który od razu uruchamia pytanie o to, kto może zająć przy nim miejsce, czyj głos zostaje uznany i czyja nieobecność okazuje się warunkiem podtrzymania obrazu zgody. W polskim kontekście natychmiast uruchamia także inną scenę – Okrągły Stół z 1989 roku, jeden z najważniejszych obrazów polskiej transformacji. Znak negocjacji, kompromisu i pokojowego przejścia, a zarazem figura, wokół której wciąż narastają oskarżenia o zdradę, układ i niedokończoną sprawiedliwość. W wyobraźni późnej transformacji stół staje się więc sceną założycielską i sceną narastającej nieufności. To przy nim wspólnota miała się wydarzyć; to wokół niego powstała opowieść o nowym początku, w której bardzo gwałtownie okazało się, iż dla wielu doświadczeń, głosów i rozczarowań nie przewidziano krzesła.
Jarzębak podąża za współczesnym życiem po życiu politycznego kompromisu – za powrotem pragnienia wspólnego stołu w epoce wojen kulturowych, internetowej radykalizacji i afektów podgrzewanych przez algorytmiczne mechanizmy uwagi. Skoro debata publiczna coraz częściej przypomina arenę z komentarzem na żywo, gdzie liczą się celny cios i skuteczne „zaoranie” przeciwnika, okrągły stół wraca jako figura niemal prowokacyjna – obiecuje rozmowę w świecie, który debatę zamienił w serię kontr o dramaturgii gali MMA.
Tytułowe samozaoranie to język tej kultury – przestrzeni, w której porażka rzadko pozostaje po prostu porażką i niemal natychmiast trafia do obiegu jako mem oraz materiał do dalszej dystrybucji. Internetowa debata coraz częściej szuka widowiskowego finału sporu, momentu, w którym ktoś się „zaorał”, odsłonił własną sprzeczność, przegrał walkę o twarz i stał się obrazem własnej klęski. Artystka wydobywa z tego pojęcia coś więcej niż komizm internetowej kompromitacji, czyniąc z samozaorania współczesny model polityczny, w którym wspólnota uzależnia się od form, które ją podtrzymują i jednocześnie uniemożliwiają: upokorzenia i publicznej klęski przeciwnika.
Druga część tytułu – aura farming – prowadzi w stronę nowszego słownika cyberkultury. W internetowym obiegu oznacza budowanie wrażenia charyzmy i niewymuszonej wyjątkowości. U Jarzębak aura farming wychodzi poza jednostkowy wizerunek i odsłania choreografię wpływu, w której dominacja ma wyglądać jak naturalna przewaga. Aurę może farmić influencer, lider, wojownik, internetowy guru, ale także wspólnota, naród, klasa, płeć, partia czy platforma technologiczna. Można produkować aurę siły, krzywdy, autentyczności, oblężenia, rozsądku, męskiej samokontroli albo historycznej misji. Aura okazuje się więc przedjęzykowym protokołem władzy: organizuje pole widzialności, rozdziela powagę i śmieszność, siłę i słabość, a wraz z nimi prawo do głosu i ochrony.
Karolina Jarzębak trafnie rozpoznaje, iż nowy konserwatyzm działa nie tylko przez partie i instytucje, ale także krąży bocznymi kanałami poprzez obrazy, żarty, komentarze i fantazje. Najpierw przychodzi jako estetyka – nostalgiczny obraz siły, pozornie niewinna tęsknota za ładem, która dopiero z czasem odsłania swoją polityczną pracę. W tej estetyce szczególne miejsce zajmuje męska fantazja przebudzenia, według której liberalizm, feminizm i poprawność polityczna rozmiękczyły świat, a nowy wojownik ma przywrócić mu pion.
W tym miejscu wystawa spotyka się z szerszym pejzażem współczesnej technopolityki. Dolina Krzemowa, przez lata obsadzana w roli laboratorium otwartości i emancypacyjnego potencjału sieci, coraz częściej odsłania swój feudalny rewers: koncentrację władzy, prywatne infrastruktury komunikacji, kult założycieli i rosnącą bliskość z aparatem bezpieczeństwa. W ostatnich dyskusjach wokół Palantira powraca język siły i technologicznej przewagi, a więc język, który zaskakująco łatwo łączy futurystyczne narzędzia z bardzo dawną fantazją o centrum dowodzenia[ref]Tomasz Markiewka, Manifest technofaszyzmu. Autorytarne fantazje Palantira i reszty Krzemowej braci, „OKO.press”, https://oko.press/manifest-technofaszyzmu-autorytarne-fantazje-palantira [dostęp: 26.04.2026].[/ref].
Prosta analogia między polskim stołem a amerykańską firmą technologiczną byłaby zbyt łatwa. Istotniejszy pozostaje wspólny mechanizm organizujący wyobraźnię – pragnienie miejsca, z którego można uporządkować chaos. Technofeudalizm zamiast kamiennego zamku stawia dziś serwerownie, platformy, chmury i bazy danych. Nowi feudałowie nie potrzebują koron, gdy kontrolują infrastrukturę pragnień – w tym świecie Merlin projektowałby już nie stół, ale algorytm rozdzielający przy nim miejsca.
Wystawa Jarzębak pracuje na przecięciu legendy o równości i mechaniki wykluczenia. Okrągły stół działa tu jak urządzenie testowe, które pozwala sprawdzić, co dzieje się z formą wspólnoty wystawioną na resentyment, ironię i rozkosz w destrukcji.








