Zespół Sadurn przygotowuje się do wydania swojego oczekiwanego drugiego albumu, „The Underworld” , który ukaże się 16 października nakładem Run For Cover Records, a dziś ten indie folkowy zespół udostępnił kolejny świetny nowy singiel „ can’t stop ”.
„The Underworld” jest kontynuacją uznanego debiutanckiego albumu Sadurn z 2022 roku, „Radiator” , i rozwija elegancką mieszankę alt-country, bedroom popu i kameralnego indie rocka, jednocześnie jeszcze bardziej zagłębiając się w poruszającą, osobistą szczerość tekstów autora tekstów G. DeGroota. Rezultatem jest jeden z najbardziej ludzkich albumów, jakie usłyszycie w tym roku – dokument ciężko wypracowanej katharsis, który wydaje się jednocześnie ugruntowany i cudowny.
Poprzednie single „ Never Tell Me ” i „ Whole Thing ” pokazały pełne emocji refreny i gitarowe fajerwerki, które przewijają się przez cały „The Underworld” , a teraz „Can’t Stop” oferuje wgląd w bardziej lofi’ową stronę brzmienia Sadurn . Delikatnie chrupiąca pętla perkusyjna napędza utwór, a DeGroot demonstruje swoją niesamowitą zdolność do wywoływania katharsis niezależnie od głośności.
DeGroot tak wypowiedział się na temat nowej piosenki:
„Stworzyłem utwór „Can’t Stop” w GarageBandzie – miało to być demo, które przerobiliśmy na przyjemniejsze i bardziej oficjalne, ale klimat nie był taki sam, więc zachowaliśmy oryginał. Jestem z tego dumny. Jest na nim odwrócona wersja gitary pedałowej, a na końcu jest jeden fragment wokalny z fragmentu, w którym znajomi śpiewali w tunelu w lesie – ten sam tunel jest na okładce albumu, co wydaje się znaczące w ten sekretny sposób. Utwór opowiada o poczuciu utknięcia w dawnym związku, ciągłym powracaniu do niego i szukaniu promyków nadziei, iż może znów być prawdziwy. To istotny temat na albumie – utknięcie w przeszłości – chociaż każda piosenka ma swój własny, subtelny emocjonalny wydźwięk związany z tym doświadczeniem”.
„Sadurn” na początku był dla DeGroot czysto twórczym i emocjonalnym ćwiczeniem, ale zimny e-mail niespodziewanie przykuł uwagę Run For Cover Records, a „Radiator” natychmiast nawiązał kontakt ze słuchaczami i krytykami po premierze w 2022 roku. Dla nowego zespołu było to ekscytujące, ale i często onieśmielające doświadczenie: nagle ta osobista przestrzeń zyskała entuzjastyczną publiczność. „Zaraz po zakończeniu „Radiatora” miałem już nowe utwory, ale myśl, iż teraz pojawiły się jakieś oczekiwania, zmieniła wszystko na gorsze” – wyjaśnia DeGroot . „Tak wiele z mojego poczucia własnej wartości zostało związane z zespołem, iż dałem się porwać presji tych zinternalizowanych idei dotyczących tego, co będzie dobre dla ciebie i twojego życia”.
Presja związana z nagrywaniem kolejnego albumu po dobrze przyjętym debiucie nie jest niczym niezwykłym wśród muzyków, ale dla DeGroot nie chodziło tylko o chęć nagrania LP2 – chodziło o to, czy fizycznie będą w stanie to zrobić. Presja wokół zespołu to jedno, ale pośród tego wszystkiego DeGroot przeżywał również bardzo trudne rozstanie i zmagał się z fizycznymi konsekwencjami. „Cierpiałem na chroniczny ból, problemy z głosem, problemy jelitowe. Czułem, iż muszę pilnie kontynuować, ale moje ciało mówiło „nie”.
The Underworld uchwyca podróż DeGroota ku znalezieniu nowych sposobów na psychiczne i fizyczne uzdrowienie, album przeżytych, ziemskich szczegółów, który wydaje się wykraczać poza rzeczy, które możemy dotknąć i zobaczyć – wysoce osobiste i metafizyczne poświęcenie powrotowi do siebie opowiedziane przez jedno z najbardziej uniwersalnych doświadczeń, jakie można sobie wyobrazić. „Podziemia to ciężkie czasy, ale chodzi też o powrót”, mówi DeGroot . „Wchodzisz do podziemia, żeby znaleźć jasność co do własnego bytu i wrócić odmieniony. To jest po prostu moje fundamentalne przekonanie na temat uzdrawiania, nie chodzi o taplanie się w ciemności, ale musisz ruszyć w jej stronę, żeby ją przekształcić i uwolnić się. Tak odkrywasz swoje najważniejsze moce”.
Biografia:
Wielu autorów piosenek powie ci, iż muzyka jest ujściem, sposobem na przetworzenie materii ich życia. Z jakiegoś alchemicznego powodu muzyka potrafi czasem wyrazić to, czego same słowa nie potrafią. Tak było w przypadku G. DeGroota z Sadurn – aż do momentu, gdy przestało. Odcięci od możliwości śpiewania w momencie, gdy ich muzyka zaczęła docierać do ludzi, DeGroot musiał znaleźć nowe sposoby na uzdrowienie. To właśnie z tej emocjonalnej i duchowej podróży zrodził się drugi album Sadurn, „The Underworld” – zbiór poruszających, osobistych i natychmiastowo rozpoznawalnych utworów, dokument ciężko wypracowanego katharsis, który w jakiś sposób wydaje się jednocześnie ugruntowany i cudowny.
Sadurn powstał w 2017 roku jako solowy projekt G DeGroota i od początku ich podejście do pisania piosenek było bardziej oparte na emocjonalnej intuicji niż na jakichkolwiek prawdziwych ambicjach, by zostać usłyszanym. „Odkryłem pisanie piosenek jako ujście dla przetwarzania mojej rzeczywistości” — wyjaśniają. „Często, gdy coś jest trudne do powiedzenia, łatwiej płynie w pisaniu piosenek. To miejsce, w którym możesz powrócić do swojej własnej prawdy”. Po przeprowadzce do Filadelfii do DeGroota dołączyli gitarzysta Jon Cox, perkusistka Amelia Swain i basistka Tabitha Ahnert; grupa nagrała debiutancki album Sadurn, Radiator . Po tym, jak zimny e-mail niespodziewanie przykuł uwagę Run For Cover Records, album został wydany w 2022 roku i pomimo skromnych początków Sadurn, Radiator natychmiast znalazł oddźwięk wśród słuchaczy i spotkał się z uznaniem krytyków.
To była ekscytująca, a często onieśmielająca sytuacja: nagle to osobiste ujście zyskało entuzjastyczną publiczność. „Zaraz po zakończeniu Radiator miałem już nowe piosenki, ale myśl, iż teraz pojawiły się jakieś oczekiwania, zmieniła wszystko na gorsze. Tak wiele mojego poczucia własnej wartości zostało uwikłane w zespół, iż zostałem wciągnięty w presję tych zinternalizowanych idei o tym, co będzie dobre dla ciebie i twojego życia” – mówi DeGroot. „Myślę, iż kulturowo każdy jest nauczony podążać za machiną sukcesu i choćby jako muzycy czy artyści nie zawsze to kwestionujemy – myślisz, iż musisz gonić za pędem, bo to twoje »marzenie«”. Napięcie związane z nagrywaniem po dobrze przyjętym debiucie nie jest niczym niezwykłym wśród muzyków, ale dla DeGroot nie była to po prostu kwestia chęci nagrania LP2 – stało się to kwestią tego, czy fizycznie będą w stanie to zrobić. Presja wokół zespołu to jedno, ale pośród tego wszystkiego DeGroot przechodził również przez bardzo trudne rozstanie. „Wszystko to doprowadziło do moich problemów zdrowotnych” – wyjaśniają. „Miałem chroniczny ból, problemy z głosem, problemy jelitowe – czułem, iż muszę pilnie próbować kontynuować, ale moje ciało mówiło nie”.
Zespół był zdeterminowany, aby podzielić się swoim nowym materiałem pomimo tych wyzwań i ostatecznie rozpoczął nagrywanie w styczniu 2024. „Wydawało się, iż jesteśmy już spóźnieni”, mówi DeGroot. „Ale zrobiliśmy to samo, co w przypadku Radiatora — wynajęliśmy dom w Poconos z naszą przyjaciółką Heather [Jones], która nagrywała, żebyśmy mogli naprawdę wpaść do siebie i zrelaksować się w procesie twórczym”. Od wydania Radiatora Sadurn intensywnie koncertował, a ich rozwój jako jednostki koncertowej zaczął się opłacać w studiu: pisanie piosenek przez DeGroota zostało dostosowane do pełnego zespołu, pedałowa gitara hawajska, która była punktem kulminacyjnym ich występów na żywo, teraz nadawała się do nagrań, a zespół miał zasłużoną, ekspresyjną spójność w swojej grze. Sesje były owocne i Sadurn planował dokończyć nagrywanie wokali na przyszłej sesji, ale potem ponownie pojawiły się problemy z głosem DeGroot.
Zespół próbował krótkiej trasy koncertowej, czekając na zmianę terminu nagrań. „Pod koniec tygodnia ledwo mogłem mówić, nie mówiąc już o śpiewaniu” – mówi DeGroot. „To trwało jakieś osiem miesięcy”. Sytuacja osiągnęła punkt krytyczny i coś im mówiło, iż czas odejść. „Zacząłem próbować połączenia treningu wokalnego z terapią somatyczną i robiłem postępy, ale zdałem sobie sprawę, iż muszę opuścić Filadelfię” – wyjaśnia DeGroot. „Wyjechałem, nie wiedząc tak naprawdę, dokąd zmierzam. Zorganizowałem kilka wymian i po prostu odłożyłem album. Porzuciłem myśl, iż jestem spóźniony z nagraniem płyty i odłożyłem na bok pilną potrzebę, i myślę, iż to mnie uwolniło. Praktycznie przez rok żyłem w trasie i wtedy mój głos zaczął się leczyć”.
Gdy DeGroot powoli odzyskiwał zdolność śpiewania, odnajdywał też w sobie pewną jasność umysłu. Zaczęli ostrożnie grać kameralne solowe występy w salonach i na nowo nawiązali kontakt z muzyką. W końcu wrócili do Filadelfii, aby dokończyć nagrywanie tego, co miało stać się The Underworld , a które następnie zostało zmiksowane przez Marka Wattersa w The Headroom (Alex G, Hop Along, Jessica Lea Mayfield). Kiedy album został w końcu ukończony, DeGroot znalazł się w zupełnie innym miejscu niż na początku. „Płyta zdecydowanie narodziła się z żalu, tęsknoty, wewnętrznego konfliktu… Nie chciałbym, żeby ludzie myśleli, iż jestem teraz w tym miejscu. Ale kiedy piszesz o rzeczach, to jest twój sposób na przejście przez nie. I widać, iż zajęło mi dużo czasu, aby się przez nie przebić” – wyjaśniają. „Ale to jest chyba najważniejsza część – wracamy do tych samych lekcji w spirali, jakbyśmy się ich nigdy nie nauczyli, i musimy z tego również wyciągnąć sens i piękno”.
W całym The Underworld surowość tekstów DeGroota idzie w parze z sugestywną grą Coxa, Ahnerta i Swaina. Oszałamiający utwór otwierający „the weight” opisuje wczesne etapy rozpadającego się związku, a genialne solówki Coxa i ciepłego głosu DeGroota przeplatają się z panoramicznym outro. Utwory takie jak „mess”, „never tell me” czy „whole thing” idealnie łączą bogate aranżacje z kameralnymi występami, podczas gdy utwory takie jak „why does my heart” czy „can’t stop” dodają nieupiększonych, pojedynczych momentów spontaniczności, lub luzu demowego GarageBand, które idealnie dopełniają nieskrępowaną tęsknotę w pisaniu piosenek. „Po zakończeniu tego związku czułem, iż święta część mnie już do mnie nie należy” – wyjaśnia DeGroot. „Pisanie tych piosenek pomogło mi na nowo nawiązać kontakt z duchem i zmierzyć się z ukrytym przekonaniem, iż potrzebuję czegoś poza sobą, aby być bezpiecznym, dobrym i kompletnym. To samo przekonanie doskonale odzwierciedlało moją pilną potrzebę bycia częścią zespołu, więc w jakiś sposób konieczne było również stawienie czoła wszystkim tym przeszkodom w dokończeniu płyty, aby dotrzeć do drugiej strony tej lekcji. Musiałem się zmusić, żeby ją odłożyć, zrozumieć, iż mogę sobie poradzić bez tego związku, nie wiedząc, czy mój głos kiedykolwiek się zagoi, a projekt kiedykolwiek ruszy do przodu. To było jak alegoria – musiałem się tego wszystkiego nauczyć, a potem mogłem wrócić i dokończyć album”. Rezultatem jest album pełen żywych, ziemskich detali, który zdaje się wykraczać poza to, co możemy dotknąć i zobaczyć – niezwykle osobiste i metafizyczne poświęcenie powrotu do siebie, opowiedziane poprzez jedno z najbardziej uniwersalnych doświadczeń, jakie można sobie wyobrazić.
Chyba żaden utwór nie oddaje muzycznego i lirycznego rozmachu The Underworld lepiej niż zamykający go utwór „Only Angels”. Ten ośmiominutowy utwór rozciąga się metodycznie, jego pierwsza połowa jest oszczędna i delikatna, tylko głos DeGroot i gitara akustyczna, a każdy dźwięk i sylaba brzmią celowo i przesiąknięte emocjami. Po czterech minutach dołączają bas i perkusja, a następnie skrzypce, a następnie harmonie wokalne, gdy utwór nabiera pilności, rozciągając się i otulając słuchacza jak uświadomienie, którego nie da się dłużej uniknąć: rzeczy zmieniły się na dobre, a akceptacja jest jedyną drogą naprzód. „The Underworld to ciężkie czasy, ale to także powrót do formy” – mówi DeGroot. „Wchodzisz do podziemnego świata, aby odnaleźć jasność co do własnej istoty i wrócić odmienionym. To po prostu moje fundamentalne przekonanie na temat uzdrawiania – nie chodzi o pogrążanie się w ciemności, ale o to, aby ją przekształcić i uwolnić się. W ten sposób odkrywasz swoje najważniejsze moce”.










