Sabatini – Koniec świata

nowamuzyka.pl 2 dni temu

Obezwładniająco bezwstydni.

Końców świata mieliśmy już całkiem sporo. Wszystkie łączyła jedna rzecz – nie udały się. Nie odstrasza to kolejnych wieszczących zagładę wszelaką. A przecież wiemy od czasów Eliota, iż żadnego spektakularnego końca nie będzie. Spektakularnego końca – takiego w rozumieniu efektów, wysokooktanowych dźwięków czy destrukcyjnego hałasu – nie proponuje też zespół Sabatini tytułujący swój krążek – mimo wszystko – „Koniec świata” właśnie. Chcąc efektownie zakończyć pierwszy akapit mógłbym dodać, iż w zasadzie po takiej płycie świat mógłby się skończyć.

Pozostawiając turpizm za sobą lepiej skupić się na przedstawieniu zespołu. Wszakże mamy do czynienia z debiutantami. Nie do końca, ale w takim zestawieniu grają i wydają po raz pierwszy. Płyta jest dziełem trójki muzyków: Pawła Górskiego (Xenony), Karola Strzemiecznego (Paula i Karol) oraz Igora Nikiforowa (Jeż Igor) z wokalnym wsparciem Natalii Pikuły, Marty Malikowskiej oraz Anny Iwanek. Natomiast na scenie prezentują się obficie, gdyż dochodzi wspomniana Natialia Pikuła, Julek Horodyski i Nikodem Gąsowski. Łatwiej słuchać płyty, niż wszystkie te nazwiska zapamiętać.

Gwarantuję wiele jest do zapamiętania, a i będzie łatwo i przyjemnie. Ot, choćby „Klucze”. Fantastyczna melodia z marszu bierze nas w objęcia. Łagodny wielogłos stopniowo, wzdłuż kręgosłupa, masować nas będzie. Mały podszept z lewej strony będzie mącił obraz. Sączyć do ucha zacznie, iż to o rozstaniu pieśń jest, iż dramat złamanego serca prowadzić do rozpaczy może. Ale ta melodia, instynktowne wyczucie lata. Już widać znajome rejony, już szufladki z pamięci wyciągają własne historie topiąc je w tej, jakże zgrabnej melodii.

„Las”, a w nim Ameryka się kłania. Podszepty o znanych patentach już się pojawią, ale szczęśliwie zespół nic sobie z tego nie robi, czyniąc stare na swoją modłę. Czasami są obezwładniająco bezwstydni wręcz. Nazwali jeden z utworów „Lato, Woda, Piasek” i kazali gitarzyście prowadzić nas poprzez pustynne granie. Najlepsze, iż im się to udało. Prostotą prosto w twarz. Bezwzględnie. I tylko ten wers o „piekle głowy” coś tam znów powie, iż cukierkowo raczej nie jest.

Dominującą siłą albumu są niuanse. Tak, melodie, zespołowe granie, płynąca i kojąca muzyka – to wszystko słychać, tego jest naprawdę wiele. Jednak małe fragmenty tekstu, kilka detali muzycznych, to decyduje o jakości całego materiału. Aż chciałoby się znów poprosić jakiegoś poetę o przypomnienie maksymy „wszystko przemija”. Bo i o tym najnowszy „Koniec świata” także traktuje. Więcej pisać nie trzeba. Trzeba za to posłuchać.

Wydanie własne | 2026

Spotify: https://open.spotify.com/album/44SFBCxqpu7GC1jADofcbY
FB: https://www.facebook.com/profile.php?id=61578799200050

Idź do oryginalnego materiału