Rytmy transformacji. Muzyką też można opowiedzieć o przemianach Śląska | Rytmy transformacji

polityka.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: Karol Fatyga


Muzyką też można opowiedzieć przemiany, jakie w ostatnich dekadach przeszedł Śląsk. Szczególnie gdy zabierze się ją do miejsc, które są owej transformacji symbolem. Muzeum Hutnictwa w Chorzowie, kiedyś hala elektrowni Huty Kościuszko. Kopalnia Guido w Zabrzu, uruchomiona w połowie XIX w., w tej chwili część Muzeum Górnictwa Węglowego. Teatr Rozbark w Bytomiu, niegdyś cechownia tamtejszej kopalni. Kopalnia Ignacy w Rybniku i niedługo – konkretnie 5 lipca – także dawna kopalnia Katowice, w tej chwili katowickie Muzeum Śląskie.

To zabytki śląskiego przemysłu i symbole przemian, jakie ten region przeszedł w ostatnich dekadach. Niedawno połączyło je jednak coś jeszcze: były scenami cyklu koncertów Śląskie – Rytmy Industrii, organizowanych przez Filharmonię Śląską im. Henryka Mikołaja Góreckiego.

Rytmy Industrii budują coś nowego w oparciu o historię. Pokazujemy, jak Śląsk się transformuje. Kiedyś to była huta, kopalnia czy fabryka, w tej chwili to miejsca spotkań ludzi, instytucje kultury, przestrzenie pokazywania tego, co człowiek tworzy – tłumaczy Adam Wesołowski, dyrektor katowickiej filharmonii. – Każde z tych miejsc ma piękną historię, a my staramy się ją opowiedzieć muzycznie, jednocześnie myśląc o przyszłości – dodaje Wesołowski, który dyryguje większością z tych koncertów.

W kopalniach i hutach

Śląsk to też motyw przewodni repertuaru prezentowanego w ramach Rytmów Industrii. To echo ubiegłorocznych obchodów 80-lecia Filharmonii Śląskiej: jubileuszowy sezon przebiegał pod hasłem „Usłysz Śląsk” i przez cały rok na każdym z koncertów grano utwór przynajmniej jednego śląskiego kompozytora. – Tak odkryliśmy ok. 50 znakomitych kompozytorów, którzy tworzyli na tej ziemi od baroku po dziś – mówi Wesołowski. – Najbardziej znamy Wojciecha Kilara czy Henryka Mikołaja Góreckiego, ale jest więcej ciekawych twórców. Już w samym baroku mamy Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, który jest nazywany polskim Händlem to jedna z najważniejszych postaci w Polsce tego okresu.

Oprócz wymienionych twórców można więc w dawnych kopalniach czy hutach usłyszeć kompozycje Jana Wincentego Hawla czy Józefa Świdra, Ślązaków z urodzenia, ale i pochodzących spoza regionu Witolda Lutosławskiego („5 melodii ludowych”) czy Grażyny Bacewicz („Oberek”).

Staramy się promować rodzimych twórców lub utwory nawiązujące do Śląska, mające jakiś pierwiastek śląskości, np. przez odwołanie do tutejszych tańców – wyjaśnia Wesołowski. W programie pojawiają się także jego dwie symfonie industrialne na orkiestrę i multimedia, przez to połączenie tradycji z nowoczesnością wpisujące się w opowieść o transformacji (no i kompozytor sam jest Ślązakiem). W Bytomiu można było również usłyszeć III Koncert brandenburski Bacha oraz „Bolero” Ravela w opracowaniach industrialnych.

Architektura poprzemysłowych zabytków okazała się znakomicie współgrać z industrialnym repertuarem, ale muzyków zaskoczyła też świetna akustyka większości z miejsc. – Jedynym minusem jest to, iż z uwagi na ich kubatury nie zawsze możemy zaprosić na koncert tyle osób, ile byśmy chcieli. W Kopalni Guido, gdzie zjeżdżaliśmy 300 m pod ziemię, mogliśmy zmieścić na widowni ok. 250 osób, a chętnych było kilkakrotnie więcej – mówi Wesołowski.

Świątynia muzyki klasycznej

Wyjście z koncertami poza mury filharmonii przyciągnęło uwagę publiczności, która w mniej formalnych miejscach czuje się bardziej komfortowo, takie nieoczywiste miejsca ciekawią też młodych odbiorców. Ale nie bez znaczenia jest również fakt, iż wstęp na większość koncertów z cyklu Rytmy Industrii jest bezpłatny.

Darmowy wstęp możliwy jest dzięki współpracy Filharmonii Śląskiej z koncernem budowlanym Strabag, głównym partnerem cyklu. Firma od początku uczestniczyła w pracach nad kształtem Rytmów Industrii. Pierwszy koncert z cyklu w październiku ub.r. odbył się bowiem nie w którymś z postindustrialnych zabytków Śląska, ale w dopiero co otwartej Walcowni. Strabag postawił ją na zamówienie spółki Cognor w Siemianowicach Śląskich – i to prawdopodobnie pierwszy taki obiekt zbudowany w Polsce po okresie transformacji.

Trzy lata temu Strabag rozpoczął największy w historii firmy i prawdopodobnie całej branży budowlanej projekt wspierania kultury. Ponieważ jesteśmy obecni we wszystkich regionach Polski, postanowiliśmy w nich rozpocząć współpracę z instytucjami kulturalnymi. Wytypowaliśmy 21 instytucji z 12 miast, które wydawały nam się wyjątkowo kreatywne i gdzie dzieją się interesujące rzeczy – opowiada Maciej Tomaszewski, rzecznik firmy.

Pierwszą okazją do współpracy z Filharmonią Śląską był XI Międzynarodowy Konkurs Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga, ale najważniejszy dla jej rozszerzenia stał się zainaugurowany kilka miesięcy później Game Music Fest – festiwal muzyki z gier wideo, którego kulminacja co roku odbywa się w Spodku. – Filharmonia Śląska u siebie w siedzibie jest świątynią muzyki klasycznej, a poza siedzibą realizujemy wydarzenia unikatowe – mówi Wesołowski. Firmę Strabag zaciekawił oryginalny charakter imprezy dla miłośników gier, ale także sami oni. – Jako firma budowlana poszukujemy kadr. Chcieliśmy dotrzeć do nowego odbiorcy, który mógłby być naszym pracownikiem – tłumaczy Tomaszewski.

Publiczność chce więcej

Kolejnym wspólnym projektem była „Symfonia Tysiąca”, gdy w 80. urodziny Filharmonii Śląskiej rzeczywiście ponad tysiąc wykonawców wykonało w katowickim Spodku monumentalne dzieło Gustava Mahlera. Wtedy też na scenie pojawiły się maszyny górnicze, dołączając do orkiestry. Pomysł ten Filharmonia zamierza rozwijać w przyszłym sezonie – perkusiści będą wykorzystywać sprzęty poprzemysłowe, które już stoją w danym miejscu.

Kolejne odsłony cyklu Rytmy Industrii zaplanowane są już do połowy przyszłego roku (miejsca i program będą stopniowo ujawniane), choć Filharmonia chętnie przyspieszyłaby ich tempo. – Na razie gramy co dwa miesiące, ale zainteresowanie jest tak duże, iż chcielibyśmy to robić choćby co miesiąc – zapowiada Wesołowski. Plany może utrudnić to, co stanowi o wyjątkowości Rytmów: występy poza murami filharmonii to spory wysiłek logistyczno-organizacyjny. Czasem trzeba zbudować scenę czy widownię albo zainstalować oświetlenie. Jednak zagęszczenia koncertów chciałaby nie tylko publiczność.

Sami muzycy przyznają, iż chętnie wróciliby do niektórych z tych miejsc. Mieliśmy taki przypadek po koncercie w Teatrze Rozbark w Bytomiu. Byli oczarowani entourage’em, akustyką, kontaktem z publicznością. I rzeczywiście dostaliśmy już zaproszenie do wystąpienia tu ponownie w listopadzie, już poza Rytmami Industrii – mówi Wesołowski. – To potwierdza, iż wyjście do takich miejsc stanowi szansę dla wszystkich: i dla publiczności, i dla nas.

Idź do oryginalnego materiału