"Rycerza Siedmiu Królestw" ja już obejrzałam. choćby nie myślcie, iż to "Gra o tron"

natemat.pl 2 godzin temu
"Rycerz Siedmiu Królestw" nie jest powtórką z "Gry o tron", a zupełnie nowym spojrzeniem na ubłocony i pachnący starą krwią Westeros. Adaptacja opowiadania o Duncanie Wysokim i Jaju pióra George'a R.R. Martina – pomimo braku zaskakujących zwrotów akcji – wciąga, w prosty sposób bawi i pozwala publiczności ponieść się wzruszeniu.


Wysoki mężczyzna kładzie zwłoki do dołu w ziemi, staje nad nimi i wygłasza podniosłą mowę pożegnalną na tle surowego krajobrazu gór przypominających szkockie Highlandy. Muzyka staje się głośniejsza, a jej rytm coraz szybszy. Mamy wrażenie, jakby zaraz w naszych uszach miał rozbrzmieć motyw przewodni "Gry o tron" skomponowany przez Ramina Djawadiego, ale to zaledwie zmyłka, bo chwilę później nasz protagonista idzie wypróżnić się za jedyne drzewo w okolicy przy akompaniamencie wesolutkich instrumentów.

Taki jest właśnie "Rycerz Siedmiu Królestw" na podstawie "Opowieści z Siedmiu Królestw". Do magicznego kociołka z etykietką "Pieśń lodu i ognia" twórcy miniserialu wrzucili szczyptę chansons de geste, "Obłędnego rycerza" z Heathem Ledgerem i narracji typowej dla historii z serii "od zera do bohatera". Przyzwyczajeni do ferworu walki i politycznych gierek, na turnieju rycerskim mamy okazję trochę się pobyczyć.

Recenzja serialu "Rycerz Siedmiu Królestw". Dla własnego dobra zapomnijcie o "Grze o tron"


Dunk nie ma ani lśniącej zbroi ani dworskich manier. Jego orężem są czyste intencje i dość naiwne, ale godne pochwały wyobrażenie o duchu rycerskości. Szlachetne czyny, obrona uciśnionych i honor ponad wszystko. Myśląc, iż właśnie tym parają się podziwiani przez niego rycerze Westeros, młodzieniec wyrusza na turniej na Łąkach Ashford. Po drodze spotyka chłopca stajennego o nietuzinkowych usposobieniu, który pragnie zostać jego giermkiem. Zwą go Jajem.

"Rycerz Siedmiu Królestw" to dość kameralny serial, który ani na sekundę nie odwraca wzroku od głównych bohaterów. Jego twórców nie interesują żadne wielkoskalowe wojny, starannie utkana sieć intryg czy magiczne elementy świata przedstawionego. Smoki wyginęły, a do narodzin Daenerys Targaryen został jeszcze niecały wiek. Możemy zatem wygodnie rozsiąść się w fotelu i rozkoszować się miłą, ale niepozbawioną całkowicie brudu opowieścią o dwóch takich, co wybrali przyjaźń na śmierć i życie.

Dunk w wykonaniu Petera Claffeya ("Drobiazgi takie jak te") zachowuje się tak, jakby zgubił drogę do Zasiedmiogórogrodu i trafił przypadkiem nie do tej bajki, co trzeba. O tym, iż jest przodkiem Brienne z Tarthu, świadczy i postura, i granicząca niekiedy z głupotą szlachetność. Materiał idealnie skrojony pod bohatera.

Za potężnym irlandzkim aktorem nieustannie biega młodziutki Dextera Sol Ansella ("Robin i Obrońcy Królestwa"). Dwójka ta tworzy braterski duet, który zdołał znaleźć równowagę między komizmem a melodramatyzmem. Sceny z jej udziałem ogląda się po prostu przyjemnie. Czułam się tak, jakbym pierwszy raz oglądała niezbyt poważnych, ale umiejących wyciskać łzy hobbitów z trylogii "Władcy Pierścieni" Petera Jacksona.

Długo czekałam, by na małym ekranie ujrzeć okrytego złą sławą Aeriona Targaryena. By zobaczyć jego szaleństwo w pełnej okazałości – na tyle, na ile pozwalał czas akcji. Finn Bennett ("Wojna") gra przekonująco aroganckiego księcia, aczkolwiek odniosłam wrażenie, iż scenarzystom zabrakło odwagi do tego, aby przesunąć granicę nieco dalej. Serial aż prosił się o skok w przyszłość. Drobny zawód, który przy świetnym Baelorze Targaryenie (w tej roli Bertie Carvel z "Nadciąga noc") nie był znowu aż tak odczuwalny.

Nafaszerowany przepowiedniami i kulturą turniejów "Rycerz Siedmiu Królestw" dla miłośników plot twistów będzie zbyt nużący, a dla żądnych akcji zbyt krótki. W serii opowiadań George'a R.R. Martina losy Dunka i Jaja nabierają zupełnie innego wymiaru, gdy pozna się ich zakończenie. Adaptacja HBO traktuje materiał źródłowy jak pokrzepiający wstęp do większej przygody.

O prostocie "Rycerza Siedmiu Królestw" świadczy już na samym wstępie czołówka, która w porównaniu z "Grą o tron" i "Rodem smoka" jest bardzo, bardzo skromna. Dla niektórych ta przepaść będzie nie do przeskoczenia.

Idź do oryginalnego materiału