RÓŻNI LUDZIE
Żona Patrykowi się trafiła osobliwa. Bardzo ładna, to prawda: naturalna blondynka o czarnych oczach, zgrabna, kształtna, długonoga. W łóżku ogień i fajerwerki. Najpierw była namiętność, nie było czasu w refleksję. Później ciąża. No to się pobrali, jak wypada.
Przyszedł na świat syn, też jasnowłosy i czarnooki. Wszystko było jak u innych: pieluchy, kaszki, pierwsze kroki, pierwsze słowa. I Jagoda zachowywała się zwyczajnie, szczebiotała nad dzieckiem, taka sobie młoda mama.
Zmieniło się, gdy syn zaczął być nastolatkiem. Jagoda nagle wciągnęła się w fotografię. Ciągle coś pstrykała, zapisała się na jakieś kursy. Zawsze z tym swoim aparatem.
Czego ci jeszcze brakuje? pytał Patryk. Pracujesz jako prawniczka, to pracuj.
Prawnikiem poprawiała z uśmiechem.
No, prawnikiem. Zajmij się bardziej rodziną zamiast się włóczyć nie-wiadomo-gdzie.
Sam nie wiedział, dlaczego tak go to drażni. Przecież domem nie gardziła. Obiad ugotowany, porządek, nauka syna na jej głowie przyszedł z pracy, poległ na kanapie przed telewizorem, wszystko jak należy. Ale to go gryzło: wydawało mu się, iż żona znika gdzieś, gdzie dla niego nie ma miejsca. Niby była, a jakby jej nie było. Nigdy z nim telewizji nie oglądała, nie rozmawiała o ciekawostkach. Nakarmi, posprząta i zaraz nie przy nim.
Ty w ogóle jesteś moją żoną, czy nie? denerwował się Patryk, widząc ją znowu przy komputerze.
Jagoda milczała. Zamykała się w sobie.
Jeszcze wyjazdy polubiła wciąż do jakichś egzotycznych krajów. Brała urlop i jechała z plecakiem, z tym swoim aparatem. Patryk nie rozumiał.
Chodźmy do znajomych na działkę. Postawili saunę, mają świetną domową śliwowicę. I może już czas pomyśleć o własnej chacie pod Warszawą.
Jagoda odmawiała, zapraszała za to w podróże. Raz spróbował. No i po co? Wszędzie obce, mówią niezrozumiale, jedzenie nie do przełknięcia ekstra ostre. A piękne widoki zawsze miał w nosie.
Zaczął więc jeździć bez niego. I jeszcze z pracy rzuciła.
A co z emeryturą? oburzał się Patryk. Co sobie wyobrażasz? Wielką artystkę zgrywasz? Wiesz, ile kasy trzeba, żeby się przebić?
Jagoda nic nie odpowiadała. Raz tylko cichutko wyznała:
Będę miała pierwszą wystawę. Swoją, własną.
Każdy ma wystawę mruknął Patryk. Też mi osiągnięcie.
Ale na otwarcie poszedł. Nic nie zrozumiał. Twarze jakieś, zupełnie nieładne, pomarszczone dłonie, mewy nad wodą. Wszystko dziwne, tak jak sama Jagoda.
Wyśmiał ją wtedy. A ona po prostu kupiła mu samochód. Proszę, mamy jedną rodzinę, korzystaj. Prawa jazdy sama nie zrobiła, to jemu sprezentowała. Zdobyła na to zlecenia, biegała z aparatem po Warszawie.
Wtedy poczuł strach. Jakoś nieswojo się zrobiło. Co to za zwierz w domu zamiast żony? Skąd te pieniądze? Dał jej ktoś? Przecież nie da się na takich fanaberiach zarobić na auto. Zdradza? choćby jeżeli nie na pewno zacznie.
Nawet próbował ją wychować tylko lekko, spoliczkował. Chwyciła za kuchenny nóż, cieła byle jak dwa szwy na brzuchu. Dobrze, iż nie umiała trafić, histeryczka. Potem przepraszała. Ale już więcej ręki nie podniósł.
Koty kochała bardzo. Wszystkim pomagała, nosiła do domu, leczyła, znajdowała nowe domy. U siebie zawsze dwa koty były. No milusie, dobre, ale przecież to nie ludzie! Jak można kochać koty bardziej niż własnego męża?
Raz zdechł jej kot, nie uratowała, zdechł na rękach w klinice. Jak Jagoda to przeżywała! I płakała, i piła koniak, i obwiniała siebie. Dniami nic innego. Patryk miał już dość, rzucił z irytacją:
Może jeszcze żałobę po karaluchach odprawisz?
Spotkał twarde spojrzenie, zamilkł, miał dosyć. Niech robi, co chce.
Znajomi współczuli, choćby przyjaciółki żony były po jego stronie. Wszyscy mówili, iż Jagoda się zadziera, straciła kontakt z rzeczywistością. Wtedy Patryk znalazł pocieszenie u sąsiadki, przy okazji przyjaciółki Jagody z dzieciństwa. Irmina była prostsza i bardziej zrozumiała. Pracowała jako ekspedientka, sztuka ją nie interesowała, zawsze gotowa na seks i pogaduchy. Piła za dużo, no ale przecież nikt się z nią nie ożeni…
Czekał, aż Jagoda się zorientuje, zezłości, zrobi awanturę, scenę zazdrości, potłucze talerze. Wtedy powie: A sama gdzie się włóczysz? I wybaczą sobie wszystko, rodzina się poskłada. A Irminę można rzucić.
Ale Jagoda milczała. Patrzyła tylko nieładnie. I w łóżku już sobie nie radzili ona cała się napinała, gdy tylko próbował ją objąć. Przeniosła się do własnego pokoju.
Syn dorósł, skończył studia. Wykapana matka: czarnookie, jasne włosy, dziwny.
A wnuki kiedy? pytał Patryk.
Dawidek tylko się śmiał, iż on jeszcze coś chce zrobić w życiu i prawdziwej miłości poszukać, to wtedy będą wnuki. Obcy, niezrozumiały. Matczyna krew. Z Jagodą mieli zawsze pełną harmonię, rozumieli się bez słów. Patryk czuł się zbędny, przerażały go te czarne oczy, których nie dało się odczytać. I znów szukał pocieszenia u Irminy.
A potem Jagoda się dowiedziała. Ktoś z sąsiadów powiedział. Patryk i tak się wcale nie ukrywał. Przyszedł kiedyś do domu, a żona siedzi za stołem, pali. I tak cicho, szeptem:
Wynoś się stąd! Precz z mojego domu!
A oczy takie czarne, straszne, podkrążone jakby nie spała miesiąc.
Przeniósł się do Irminy. Czekał, aż żona zadzwoni, wezwie go z powrotem. Po tygodniu napisała na WhatsAppie, iż trzeba porozmawiać. Ucieszył się, wziął prysznic, wyperfumował się. A Jagoda od progu:
Jutro idziemy składać papiery rozwodowe.
A potem wszystko jak we śnie. Rozwód, papiery, podpisy, z własnej części mieszkania zrezygnował co tam, i tak od jej rodziców było…
I co teraz, będziesz żyć jak rozwódka? zapytał kwaśno, wychodząc z urzędu. Chciał jeszcze dodać: komu ty potrzebna? ale się powstrzymał.
Jagoda się uśmiechnęła. Pierwszy raz od wielu lat, szeroko i szczerze:
Jadę do Gdańska. Zaproponowali mi poważny projekt.
Tylko nie sprzedawaj mieszkania prosił bez sensu. Gdzie wrócisz?
Nie wrócę odpowiedziała spokojnie, żona, to znaczy już była. Wiesz, ja od dawna kocham innego człowieka. Też jest fotografem, z Gdańska, świetnie się z nim rozumiem. Ale myślałam, jestem mężatką, zdradzić obrzydliwie, a rozwodzić się nie ma po co. Po prostu my jesteśmy różni. Z tego się nie rozwodzi, prawda? Albo się rozwodzi?
Nie rozwodzi się potwierdził Patryk.
A jednak, rozwiedliśmy się zaśmiała się Jagoda. Najpierw się wściekałam, jak się dowiedziałam o Irminie. A potem pomyślałam, iż tak lepiej. Ja będę szczęśliwa, i ty też. Ożeń się z nią nawet, niech będzie ci dobrze.
I odeszła.
Nie ożenię się rzucił jeszcze Patryk za nią.
Ale Jagoda już nie słyszała.
Od tego czasu wieści od niej nie było. Tylko raz w roku, krótkie życzenia na WhatsApp Wszystkiego najlepszego! Zdrowia i szczęścia! Dziękuję za syna…









