Ten rok należy do Sandry Hüller. Tylko w tym roku premierę miały cztery ważne filmy z jej udziałem. Są to kolejno Projekt Hail Mary, Ojczyzna, Digger oraz Róża. Właśnie za występ w Róży zdobyła Srebrnego Niedźwiedzia na Festiwalu Berlinale, drugiego w swojej karierze. Czy to jej najlepsza rola?
Na początku XVII wieku do odizolowanej protestanckiej wioski przybywa tajemniczy żołnierz. Mieszkańcy patrzą na niego z podejrzliwością, ale z czasem, dzięki ciężkiej pracy i nienagannej pobożności, zdobywa ich zaufanie. Pod męską maską i spodniami kryje się jednak kobieta o imieniu Rose. Sprzeciwiając się swojemu społecznemu przeznaczeniu, przyjęła rolę mężczyzny, by zyskać wolność i niezależność.
Scenariusz był inspirowany przypadkami trzystu kobiet, które karano za przebieranie się za mężczyzn. Robiły to najczęściej w celu zyskania wolności, pracy lub praw majątkowych. Największy wpływ miała historia Catheriny Margharetty Linck – pruskiej kobiety, która na początku osiemnastego wieku nie tylko udawała przeciwną płeć, ale i poślubiła inną kobietę. Została skazana na karę śmierci za sodomię. Egzekucja Linck była ostatnią egzekucją lesbijską w Europie i anomalią choćby w tamtych czasach.
Mimo prowokacyjnego, jak na przedstawione realia, tematu Markus Schleizner nie zmierza w kierunku melodramatu. To wyciszone, naturalistyczne kino autorskie, gdzie prawdziwym dramatem jest codzienny ciężar odgrywania roli. Pomimo oszustwa nie sposób nam nie współczuć Rose. Jako kobieta nie mogłaby decydować o własnym losie, mieć prawa do ziemi czy uczestniczyć w wojnie, czego pragnie.
Jednocześnie życie, które prowadzi, nie sprawia jej szczęścia. Dopiero kiedy wyjawia prawdę swojej partnerce, jest w stanie poczuć wolność, o którą walczyła całe swoje życie. Wolność, która miała sprawić, iż będzie mogła decydować o sobie. Dzięki której mogła stać się częścią wspólnoty i nie być ofiarą fizycznej czy seksualnej przemocy.
Zobacz również: Ziemia słodkiej wieczności – recenzja książki. Pierwsze szkice
kadr z filmuZawsze zastanawia mnie, jak gwałtownie ludzie potrafią odwrócić się od osoby, kiedy dowiadują się o niej szokującej prawdy. Kiedy okazuje się, iż człowiek, którego znali, nie był tym, za kogo się podawał, odwracają się od niego i uważają za obcego. Rzadko jednak pojawia się w nich jakiś dylemat moralny, refleksja nad tym, czy chcą kontynuować taką relację, lub potrzeba rozmowy z samym oszustem o tym, dlaczego postępował w taki sposób. Prawie zawsze zapada decyzja o zerwaniu kontaktu z taką osobą, co najprawdopodobniej przerodzi się w nienawiść do niej.
Z takim problemem mierzy się Rose. Ludzie, którzy darzyli ją sympatią, z którymi walczyła, których uczyła czytać i pisać, kiedy dowiadują się, iż nie jest mężczyzną, momentalnie żądają, by spotkała ją kara śmierci. Czy presja grupy wypiera krytyczne myślenie i własną ocenę sytuacji do takiego stopnia? Być może. Odstępstwo od społeczności w taki sposób, oznacza pohańbienie obowiązującego porządku, ale jest także niezgodne z prawem boskim. A przecież choćby gdy posługiwała się fałszywą tożsamością i w sprzeczności z samą sobą, nie robiła tym nikomu krzywdy. Starała się troszczyć o swoją partnerkę i ich wspólne dziecko.
Muszę przyznać, iż przedstawiona historia zainteresowała mnie, ale brakowało mi w niej głębszego emocjonalnego zaangażowania. Wynika to choćby z faktu nikłego zarysowania motywacji Rose i Suzanne, abyśmy mogli je lepiej zrozumieć. Pozostaje to w sferze domysłu lub pojedynczych wypowiedzi. Dla mnie było to jednak za mało.
Zobacz również: Pasażer Andrzej Munk – recenzja filmu. W ciągłym ruchu
kadr z filmuMożna debatować nad moralnością zarówno głównej bohaterki, jak i otaczającej ją społeczności, ale dla mnie zabrakło bardziej uniwersalnych refleksji, wykraczających poza przypomnienie o rygorystycznych normach wobec kobiet w tamtych czasach. Oczywiście, jest to ważne i takie historie zasługują, by być pokazywane we współczesnym kinie, ale nie wydaje mi się, iż reżyser stara się powiedzieć w konwencji, którą obrał, coś odkrywczego.
Sandra Hüller po raz kolejny zachwyca, jak zwykle kierując się maksymą, iż mniej znaczy więcej. Jest aktorką wyczuloną na subtelne detale. Jedno jej spojrzenie mówi nam więcej niż nie jeden dialog w filmie i czujemy ciężar wewnętrznego konfliktu, który przeżywa. Jednocześnie wierząc w rolę, w którą się wciela i widząc w nich pogubioną osobę starającą się być męską i nieokazującą swojej wrażliwości innym. Choć jest to świetna rola, jej występy choćby w Strefie Interesów czy Ojczyźnie, bardziej mnie zachwyciły. Aczkolwiek trudno jest je porównać, gdy gra ona tutaj w zupełnie innym rejestrze i konwencji. Radzi sobie jednak w ich ramach mistrzowsko.
Róża to interesująca propozycja, szczególnie jeżeli lubicie kontemplacyjne kino autorskie. Piękne zdjęcia, w których bohaterowie często nie znajdują się choćby w środku kadru, i naturalistyczny styl narracji to również duży atut. Film nie skłonił mnie jednak do głębszych przemyśleń, które sprawiłyby, iż zapamiętałbym go na dłużej.
Źródło obrazka głównego: Gutek Film (materiały promocyjne)


















