Czy można zbliżyć się do siebie, działając we wspólnym celu, choćby jeżeli wiąże się to z niebezpieczeństwem? Jak zaufać komuś, kogo tak naprawdę nie znamy, mimo więzów krwi? I ile zamieszania mogą spowodować automaty do gier? Między innymi te właśnie wątki porusza film Rodzinka bękartów.
Rodzinka bękartów opowiada historię rodzinnego biznesu, którego właściciel zostaje postrzelony. Wtedy do akcji wkracza jego syn, Mohamed (Hakim Jemili), który dowiaduje się dwóch ważnych rzeczy. Pierwsza – biznes ojca, bar „U Momo”, jest nieco bardziej szemrany niż się wydawało. I druga – okazuje się, iż Mohamed ma jeszcze dwójkę przyrodniego rodzeństwa. I w ten sposób Morgane (Laura Felpin) i Maurice (Benjamin Tranié) dołączają do niego w staraniach o uratowanie baru.
Za reżyserię odpowiada Mourad Winter, który napisał też scenariusz razem z Eliasem Belkeddarem. Na ekranie możemy zobaczyć również Florence Foresti czy Davida Ayalę.
Chwilę zajęło, zanim film mnie wciągnął. Zaczęło robić się ciekawie po około 20 minutach, kiedy rozpoczęła się adekwatna akcja. Nie ulega jednak wątpliwości, iż początkowy fragment jest ważny, aby zrozumieć, co dzieje się dalej.
Okazuje się, iż nie chodzi o samo uratowanie biznesu ojca. gwałtownie dowiadujemy się, iż sprawa jest nieco bardziej skomplikowana – bar jest powiązany z przestępczością, prostytucją i hazardem, a także mafią. To właśnie przez układy z tą ostatnią pierwotny właściciel lokalu został wpędzony w trudne do spłacenia długi. W pewnym momencie filmu rodzeństwo odkrywa sposób na znaczne poprawienie swojej sytuacji finansowej. Choć na początku wszystko idzie, wydawać by się mogło, zbyt łatwo, w końcu zaczynają pojawiać się kolejne wyzwania…
źródło: materiały promocyjneCiekawie obserwowało mi się dynamikę w relacji rodzeństwa, które dopiero co dowiedziało się o swoim istnieniu. Mimo tego, jak zajęci byli ratowaniem biznesu i spłacaniem długów, znaleźli czas, aby podzielić się swoimi doświadczeniami z okresu dorastania. Nie zmienia to jednak faktu, iż było mnóstwo rzeczy, których o sobie nie wiedzieli i które czasami komplikowały ich starania.
W pewnym momencie chęć rozwoju biznesu zderzyła się z aspektem moralnym działalności. Co więcej, zaczęła on wpływać na bezpieczeństwo nie tylko rodzeństwa, ale również osób wokół nich. Wtedy konieczne było przearanżowanie priorytetów, podjęcie nowych decyzji i ujawnienie pewnych tajemnic.
Moją sympatię wzbudził Djilali, ale być może sympatia ta była uwarunkowana głównie wyborem aktora do obsadzenia tej roli. W postać wcielił się Kad Merad, znany przede wszystkim jako ojciec w filmie Mikołajek. Djilali pełnił funkcję swego rodzaju obserwatora, a jednocześnie kogoś, kogo nikt nie podejrzewał o szczegółowe przyglądanie się temu, co dzieje się wokół. Dlaczego? Wyjaśniają to już pierwsze sceny filmu.
źródło: materiały promocyjneRodzinka bękartów jest komedią kryminalną, ale mimo wątku przestępczości i mafii, nie pojawiło się zbyt wiele scen przemocy, co jest dla mnie plusem. Minusem jest natomiast to, że, jak na komedię, film nie był szczególnie zabawny. Humor opierał się przede wszystkim na absurdzie niektórych sytuacji. Zakładam, iż postacią odpowiedzialną za komediowy aspekt miał być Maurice – czasami na pozór zbyt naiwny i pewny siebie, a jednak wychodzący obronną ręką z każdej sytuacji.
Prawdopodobnie nie jest to produkcja, który zapadnie mi w pamięć. Mimo skrupulatnego kolekcjonowania przeze mnie cytatów z filmów i seriali, w tym przypadku nie miałam nic do zanotowania. Film nadaje się jednak na niezobowiązujący seans w deszczowe popołudnie, jeżeli lubi się oglądać rodzinne zawirowania z domieszką tajemnicy i szczyptą ryzykownych układów z mafią.
Fot. główna: materiały promocyjne
















