Rodzina z Serca

twojacena.pl 2 godzin temu

Rozwód zmiażdżył Olgę jak walec drogowy. Uwielbiała swojego męża i nie spodziewała się takiego ciosu w plecy. Ale on ją zdradził z jej najlepszą przyjaciółką. W jeden dzień straciła dwie osoby, którym powierzyła swoje serce. Jej wiara w mężczyzn legła w gruzach. Wcześniej, gdy słyszała, iż wszyscy faceci to zdrajcy, tylko wzruszała ramionami: Mój Krzysiek nie jest taki. Teraz zdrada wypaliła ją od środka i przysięgła sobie, iż już nigdy nie otworzy przed nikim swojej duszy.

Ola samotnie wychowywała córkę, Zosię. Były mąż regularnie płacił alimenty, czasem widywał dziecko, ale bez żadnej chęci bycia ojcem. Olga pogodziła się ze swoim losem samotnością do końca życia. choćby znajdowała w tym gorzką satysfakcję życie bez mężczyzny wydawało się prostsze. Ale los uwielbia psuć plany.

Podczas urodzin koleżanki z pracy w małej kawiarni w Krakowie, Olga poznała Marka brata jubilatki. On też przeszedł przez rozwód i, ku jej zaskoczeniu, jego syn, Bartek, mieszkał z nim, a nie z matką. Marek wyjaśnił: chłopak wybrał ojca, podczas gdy jego była żona, pochłonięta nowym związkiem, choćby nie protestowała. Nastolatek tylko ją ograniczał.

Ten wieczór obudził w Oldze zapomniane ciepło. Jak nastolatka poczuła motyle w brzuchu emocję, której nie znała od lat. Marek również nie pozostał obojętny. Oboje, naznaczeni przez swoje rozwody, bali się nowych uczuć, ale między nimi pojawiła się iskra, której nie dało się zignorować.

Marek zdobył numer Olgi od siostry i, zbierając odwagę, do niej zadzwonił. Unikając słowa randka wydawało mu się śmieszne w ich wieku po prostu zaproponował spotkanie na kawę. Wybrali przytulną kawiarenkę i rozmawiali do zamknięcia, nie zauważając upływu czasu. Było kolejne spotkanie, i jeszcze jedno

Pewnego dnia Zosia została z ojcem, a Olga zaprosiła Marka do siebie. Po tej nocy wiedzieli, iż nie chcą się już rozstawać. Ich miłość, czuła i dojrzała, wydawała się wybawieniem od przeszłości. Ale był jeden problem ich dzieci.

Oboje mieli nastolatków. Bartek, syn Marka, był rok starszy od Zosi. Mieli różne charaktery, pasje, przyjaciół. Początkowo Olga i Marek spotykali się tylko we dwoje, czasem z dziećmi, ale z bólem obserwowali, iż Zosia i Bartek nie tylko byli dla siebie obojętni ledwo ukrywali antypatię.

Po półtora roku Marek nie wytrzymał. Oświadczył się Oldze. Kochał ją tak bardzo, iż czuł się jak nastolatek, ale pragnął prawdziwej rodziny, nie takiej jak w pierwszym małżeństwie. Ukrywane spotkania już mu nie wystarczały. Olga, zaskoczona, zgodziła się. Ona też marzyła o zasypianiu obok ukochanego, wspólnym śniadaniu i wieczorach z filmami.

Omówili wszystko. Życie w ich małych warszawskich mieszkaniach było niemożliwe nastolatki różnej płci potrzebowały osobnych pokoi. Sprzedali swoje nieruchomości, dodali oszczędności Marka i kupili przestronny dom pod Warszawą. Pozostało najtrudniejsze powiedzieć dzieciom.

Postanowili zrobić to osobno. Nie chcę mieszkać z Markiem i Bartkiem! zaprotestowała Zosia. Możecie się dalej spotykać jak dotąd! Po co ten ślub i ten dom? Olga rozumiała córkę, jej serce ściskał żal. Przez nią Zosia musiała przyzwyczaić się do obcych ludzi. Ale Olga wiedziała, iż za kilka lat córka opuści gniazdo i co wtedy? Pustka? Wokół niej widziała matki, które poświęcały się dla dzieci, a potem żądały tego samego w zamian. Olga nie chciała takiego losu. Spokojnie, ale stanowczo odpowiedziała: Decyzja już zapadła. Ale zawsze będę cię słuchać, a ty pozostaniesz moim priorytetem.

Zosia obraziła się, ale nie dyskutowała. Jej ojciec, niedawno ponownie ożeniony, dzwonił coraz rzadziej, a ona czuła się porzucona. Po długiej rozmowie w końcu niechętnie się zgodziła, pocieszając się, iż matka jej nie zdradzi.

Z Bartkiem rozmowa była równie trudna. Dlaczego mam mieszkać z tą dziewczyną i jej matką? burknął. Bo kocham Olgę spokojnie odparł Marek. To się wynoszę do mamy! rzucił syn. Jak chcesz odparł Marek. Ale będzie mi przykro, jeżeli uciekniesz, gdy robi się trudno. Poza tym, tam będziesz się gnieździć w jej kawalerce, a tutaj mamy dom. Chciałem choćby postawić bramkę, żebyśmy mogli grać w piłkę. Bartek w końcu się ugiął. Ale nie licz, iż będę ją traktował jak siostrę. Wystarczy szacunek podsumował Marek.

Zosia też oznajmiła, iż ma Bartka gdzieś i nie zamierza z nim rozmawiać. Ślub był cichy, tylko w gronie najbliższych. W restauracji dzieci siedziały z ponurymi minami, wyraźnie pokazując, co myślą o tym pomyśle.

Tydzień później rodzina się wprowadziła. Pokoje urządzono według gustów mieszkańców tak różnych jak oni sami. Zosia, ranny ptaszek, wstawała o świcie i kręciła się po domu, gdy reszta spała. Bartek, nocny marek, spędzał godziny przed komputerem i w weekendy wstawał dopiero koło południa. Zosia nienawidziła ryb, Bartek mógł je jeść trzy razy dziennie. Ona uwielbiała K-pop i anime, on słuchał punka i oglądał filmy akcji. Zero wspólnego. Każda ich rozmowa gwałtownie zamieniała się w kłótnię.

Ale Zosia nieoczekiwanie zżyła się z Markiem. Jej ojciec niemal zniknął, a brakowało jej męskiej uwagi. Marek, choć surowy, traktował ją jak własną córkę, czasem choćby rozpieszczał bardziej niż Bartka. To dziewczyna mówił. Bartek natomiast zbliżył się do Olgi. Jego matka nigdy się nim specjalnie nie interesowała, a teraz, pochłonięta nowym związkiem, zupełnie o nim zapomniała. Olga potrafiła słuchać bez oceniania, więc chłopak zaczął jej zwierzać się ze swoich sekretów.

Olga i Marek marzyli, iż dzieci się zaprzyjaźnią, ale pół roku później nic się nie zmieniło. Wracali osobno, w szkole przebywali w innych grupach, wieczory spędzali zamknięci w swoich pokojach. Rodzice pogodzili się z myślą nie potrzeba przyjaźni, wystarczy zwykła uprzejmość.

Wszystko zmieniło się pewnego popołudnia. Pewien natrętny wielb

Idź do oryginalnego materiału