Serce rodzica
Dziękuję za wsparcie, za lajki, za każde dobre słowo pod opowiadaniem, za udostępnienia i wielkie dzięki wszystkim za wasze darowizny ode mnie i moich pięciu kocurków. jeżeli macie ochotę, podzielcie się moimi opowieściami w swoich mediach społecznościowych to dla mnie naprawdę miłe!
Dlaczego taka ponura od rana jesteś? choćby się nie uśmiechasz. Chodź, zjemy śniadanie.
Mąż wszedł do kuchni, przeciągając się leniwie. W końcu wolna sobota.
Na kuchence skwierczała jajecznica z boczkiem, a żona nalewała herbatę. Z impetem wrzuciła mu na talerz ponad pół jajecznicy i dołożyła kromkę chleba.
Jedz, Władziu, no!
Coś nie tak zrobiłem, Wandziu? zapytał łagodnie Władysław.
I ty, i ja zrobiliśmy błąd… To my źle wychowaliśmy dzieci odpowiedziała Wanda Zawadzka, siadając obok i zaczynając jeść bez większego apetytu.
Córka i syn już dorośli, a my przez te lata sobie wszystkiego odmawialiśmy, żeby im niczego nie brakowało. Pomagaliśmy, ile się dało, ale kto nas dziś wesprze, choćby słowem? Oni ciągle tylko narzekają iż im nudno, iż pieniędzy mało… I Zosia, i Tomek jedno ciągłe biadolenie.
Skąd ci to przyszło do głowy?
Władysław dojadł jajecznicę i rozsmarowywał masło na świeżym chlebie, a potem nakładał na to dżem.
Tobie dobrze, bo oni wszystko mi piszą, matce. Tomek wczoraj chciał iść z rodziną na kręgle, prosił o pieniądze do wypłaty, ale się wkurzyłam i nie dałam. No to się obraził. A przedtem dzwoniła Zosia z karierą piosenkarki jej nie idzie, więc humor koszmarny. No ileż można śpiewać fajnie, ale do pracy trzeba chodzić! Ona myśli, iż samym śpiewaniem wyżyje, ale nie każdemu się to udaje. A jeszcze w dzieciństwie była z Tomkiem najbliżej, teraz prawie nie rozmawiają!
Wanda odsunęła od siebie już zimną jajecznicę i napiła się herbaty.
Nie przejmuj się aż tak, kochanie. Jakoś się ułoży. My też byliśmy młodzi, pamiętasz? próbował ją uspokoić Władysław, ale tylko dolał oliwy do ognia.
Co ty opowiadasz, Władek? Lepiej sobie przypomnij, jak to było. Żyliśmy skromnie i z wszystkiego się cieszyliśmy! Tomek się urodził szczęśliwi. Wózek i łóżeczko dała koleżanka, a bratowa przesłała kaftaniki po swoim starszym. Używane rzeczy, ale dzieci gwałtownie rosną. Byliśmy szczęśliwi. A jak kupiliśmy poloneza, to dumni chodziliśmy, rakietę pod blokiem zrobiliśmy, czuliśmy się jak bogacze! A dla naszych dzieci, jak nie byli za granicą, to życie przegrane. I kto ich tego nauczył?
Czasy się zmieniły, Wandziu. Kusi ich świat, są młodzi, jeszcze zrozumieją…
Boję się, żeby nie za późno się zorientowali, bo życie ucieka. Patrzę w lustro to już naprawdę ja, babcia? I ty już dziadek…
W tym momencie zadzwonił telefon. To był ich syn, Tomek.
No widzisz, znowu coś szepnęła Wanda, odbierając. Jej twarz nagle poszarzała, oczy szeroko się otworzyły, a ona zerwała się z miejsca.
Władziu! Ubieraj się szybko, Tomek trafił do szpitala! Sąsiad z sali zadzwonił.
Co się stało!? Władysław też zerwał się na nogi i zaczął w pośpiechu zakładać kurtkę.
Dokładnie nie wiem, ale szlifierka raniła mu rękę… tarcza pękła i przecięło mu dłoń. Podobno próbują ją uratować. Tylko żeby wszystko dobrze się skończyło! Jak on potem będzie bez ręki żył? Jedziemy!
Wyskoczyli z domu jak z procy jeszcze nie starzy, ale młodość już za nimi. Strach w ich oczach.
Biegli na przystanek zapomnieli o wszystkim. Tylko syn się liczył.
W drodze zadzwoniła Zosia:
Mamo, zajrzę dziś do was na obiad, dobrze?
Przyjdź, córeczko, tylko pewnie już nas nie będzie wykrzyczała zadyszanym głosem Wanda i pobiegła dalej za Władysławem na autobus.
Przyjęli ich w szpitalu, pielęgniarka od razu ich uspokoiła rękę udało się uratować, ale jeszcze nie mogą wejść do syna.
Nie pojadę stąd, dopóki nie zobaczę Tomka. Poczekam tu! powiedziała stanowczo Wanda, opadając na fotel w holu. Władysław usiadł przy niej.
Nagle wbiegła Zosia, rzuciła się rodzicom na szyję:
Mamo, dlaczego jesteście tacy przybici? Przecież wszystko dobrze się skończyło! Tomek wczoraj został dłużej na fuchę, reperował komuś auto, coś nie chciało zejść, śruby piłował i się zranił. Jest już przytomny, wszystko zszyli, palce ruszają się. Mamo, aż blado wyglądasz, najgorsze minęło!
Skąd wiesz? wydusiła Wanda.
Z Tomkiem mamy kontakt, z jego żoną Kingą też. Pomagamy sobie, czemu pytasz?
Bo myśleliśmy, iż ze sobą nie rozmawiacie! tłumaczył Władysław.
Tato, jesteście tacy silni, wszystko dacie radę, więc nie chcemy was niepotrzebnie zamartwiać Zosia się uśmiechnęła. Zresztą, młodo wyglądacie! Chcemy, żebyście też pożyli wreszcie dla siebie.
Ależ wy nas zaskakujecie… Już myślałam, iż w ogóle o nas nie pamiętacie uśmiechnęła się Wanda.
Mamo, wy to pokolenie niesamowicie wytrwałych ludzi. Chcemy być do was podobni, choć nie zawsze nam wychodzi naprawdę się staramy.
Rodzice uśmiechali się już spokojniej, napięcie opadło.
Mamo, tato, miałam wam coś powiedzieć Dostałam pracę! A śpiewać też mogę zapraszają mnie na różne imprezy. Występuję w przedszkolach, a wczoraj śpiewałam w domu spokojnej starości starsze panie biły brawo, jedna aż się popłakała. Jej córka to znana piosenkarka, ciągle w trasie, a mamę zostawiła Straszne.
Szybko przytuliła rodziców:
Bardzo was kochamy z Tomkiem, nigdy nie myślcie inaczej…
Wtedy pielęgniarka pozwoliła na krótkie odwiedziny u syna. Wanda niemal się rozkleiła, ale Tomek spokojnie powiedział:
Mamo, już jest dobrze, najgorsze za mną. Nie martwcie się, nic nie poradzicie. Tato, pamiętasz, jak opowiadałeś, iż wam kiedyś szerszenie zagnieździły się w garażu? Też omal nie umarłeś wtedy bywa różnie w życiu. Jak tylko wyjdę ze szpitala, wpadajcie do nas na Sylwestra, bo ostatnio jakoś mało się widujemy Zosia chce wam chyba w końcu przedstawić narzeczonego, dobrze mówię?
Do domu Zawadzcy wracali pieszo, dla rozprostowania nóg.
Nie starzy jeszcze, ale już nie młodzi rodzice…
Och, to rodzicielskie serce, zawsze drży o dzieci. Wydaje się czasem, iż inni mają dzieci lepsze, rozsądniejsze, bardziej posłuszne…
A nasze? Mają po prostu swoją własną drogę. Ale to przecież nasze dzieci zawsze będą najważniejsze.














