Rodzice mojego męża nie potrafią odpuścić – próbują go pogodzić z byłą żoną. – Nie rozumiecie, w końcu mają razem syna! – żali się moja teściowa.

newsempire24.com 17 godzin temu

Jestem żoną mężczyzny, którego rodzice od dawna nie potrafią zaakceptować tego, iż ich syn już od kilku lat jest rozwiedziony. Mija już ponad cztery lata, ale wciąż próbują ich na nowo pogodzić. Ja i Adam pobraliśmy się trzy lata temu. Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Teściowa wciąż sądzi, iż jej syn podjął decyzję zbyt pochopnie i bez namysłu. Według niej za wszelką cenę powinien odbudować relacje z byłą żoną. Bo przecież mają wspólnego syna.

Kiedy poznałam Adama, był już po rozwodzie. Z tego co mówił, rozstali się za porozumieniem stron. Była żona gwałtownie wyszła powtórnie za mąż i wyglądała na szczęśliwą. Podejrzewałam, iż to właśnie inny mężczyzna był powodem ich rozstania.

Może popełniłam błąd, iż się z nim ożeniłam. Moja mama bardzo nalegała na ślub. Była wtedy w ciąży, a ja choćby nie byłam zakochana. Po prostu się z nią spotykałem, tyle. Gdyby nie to, iż spodziewała się dziecka, nie ożeniłbym się z nią. tak tłumaczył mi mój mąż początki swojego wcześniejszego związku.

Nie bałam się jego byłej żony. Na początku starałam się przyglądać mu uważnie. gwałtownie zrozumiałam, iż nie tęskni za byłą rodziną, była mu najzupełniej obojętna. Wzajemnie dla niej też nie istniał. Miała już nowego partnera, rozmawiali tylko o synu.

Tylko teściowa nie umiała się z tym pogodzić. Również teść. Nieustannie podejmowali próby ponownego zbliżenia ich do siebie. Bardzo źle oceniali nasz związek.

– Jesteście jeszcze młodzi, całe życie przed wami. Po co wtrącasz się w czyjąś rodzinę? powiedziała mi kiedyś teściowa, gdy zostałyśmy same.

Odpowiedziałam, iż gdyby Adam był żonaty, nie wtrącałabym się. Teraz jednak jest wolnym człowiekiem. Teściowa chciała coś jeszcze powiedzieć, ale wszedł Adam i umilkła. Już wtedy wiedziałam, iż nie będziemy miały dobrych relacji. Nie przejmowałam się tym szczególnie.

Pobraliśmy się i zamieszkaliśmy razem. Kontakt z teściową ograniczyliśmy do minimum, widywaliśmy się tylko przy okazji rodzinnych świąt. Wtedy musiałam słuchać jej narzekań na byłą rodzinę Adama. Adam próbował ją uciszać, bo i dla niego nie była to komfortowa sytuacja. Ale za każdym razem scena się powtarzała.

Nie spieszymy się z dziećmi. Nie czuję w sobie potrzeby bycia matką, a Adam ma już syna. I teściowa cieszy się z tego. Po rozwodzie zaprosiła byłą synową na Wigilię, wzdychała za ich dawnym związkiem. Mówiła, iż byli idealną parą i chwaliła ją na każdym kroku.

Była żona Adama nie wykazuje żadnego zaangażowania przychodzi po prostu i tyle. Jej obojętność da się wyczuć od razu.

Teściowa próbowała wzbudzać w Adamie zazdrość o byłą żonę. A wobec mnie podejrzenia. Dzwoniła i pytała, czy wiem, gdzie jest mój mąż. jeżeli nie wiedziałam, zakładała, iż pewnie u byłej żony. Albo sama kazała mu do niej jechać. Różne rzeczy się działy.

Nie jestem osobą zazdrosną. Ale cała ta sytuacja mnie irytuje. Z zewnątrz widać wyraźnie, iż między Adamem a byłą żoną nic już nie ma i nigdy nie będzie. Wspólne dziecko nie ułatwia sprawy. Mąż co miesiąc przelewa alimenty byłej żonie. Czasami rozmawia z synem. Zabiera go do siebie. Była żona nie robi żadnych problemów, nie manipuluje nim, nie utrudnia kontaktu z dzieckiem. Zachowuje się rozsądnie. Po prostu każde z nich żyje teraz swoim życiem. Szanują się.

Tylko teściowa nie potrafi tego zaakceptować. Cały czas coś knuje. Kiedy w końcu odpuści? Kiedy zmądrzeje? Adam liczy, iż gdy tylko urodzę jej kolejnego wnuka, sytuacja się unormuje. Ja jednak w to nie wierzę…

Idź do oryginalnego materiału