Criston Cole wreszcie dopiął swego i zginął. Tyle iż zamiast bohaterskiej śmierci, o której marzył, dostał trzy strzały i kilka minut ekranowego czasu. "Ród smoka" pożegnał jedną z najważniejszych postaci serialu w sposób wyjątkowo pozbawiony splendoru – i właśnie na taki koniec ser Criston zasłużył. To zresztą wcale nie jest autorski zabieg showrunnera Ryana Condala. U George'a R.R. Martina Bal Rzeźnika był ostatecznym upadkiem rycerskości i honoru podczas Tańca Smoków.