Robin Hood: Koniec legendy – recenzja filmu. Nie okradał bogatych i nie dawał biednym

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Cała Anglia mówiła o wielkim banicie, co bogatych okradał i biednym dawał obficie. Legendy wybrzmiewały pomiędzy górami, gdy banita wojował wraz z kompanami. ale czasu pewnego ten autorytet zgnił – pewien człowiek obrócił jego mity w pył. A któż to ośmielił się strącić go z nóg? Był to nikt inny, jak on sam – wielki Robin Hood!

Gdy poznajemy postać Robin Hooda, jest on już w podeszłym wieku. Sam mówi, iż nie ma już sił, iż pragnie odpoczynku i spokojnej śmierci. Jego dawny kompan – Mały John – przekonuje go jednak do kolejnej wyprawy. W jej wyniku Robin zostaje poważnie ranny, co w XIII wieku było równoznaczne z pewną śmiercią. Klasztor, do którego trafia bohater, to ostatnia deska ratunku. Oprócz wyzwania, jakim jest trudna kuracja, Robin Hood musi zmierzyć się również z duchami własnej przeszłości. Za reżyserię i scenariusz odpowiada Michael Sarnoski.

Pierwsze, co rzuca nam się w oczy, to spektakularne ujęcia angielskiej rzeźby terenu. Wzgórza, równiny czy jeziora prezentują się na ekranie bardzo efektownie, a klasztor, do którego trafia Robin Hood, zachwyca wystrojem. Przyjemny dla oka film staje się jednak pretekstem do opowiedzenia historii o odkupieniu bardzo złego człowieka. Hugh Jackman z powodzeniem przekonuje nas, iż jest bandytą z krwi i kości, pragnącym już skonać i zapomnieć o przeszłości. Wiele ludzi, których skrzywdził i wiele mitów, które na swój temat zmyślił, wraca do niego podczas pobytu w klasztorze. Zmęczony życiem Robin musi zmierzyć się z ciężarem tych czynów oraz zrozumieć, iż możliwy pozostało dla niego nowy start.

Film staje się emocjonalną podróżą przez burzliwą przeszłość Robin Hooda. Poznajemy go jako zupełne przeciwieństwo postaci z angielskich legend, co daje dosyć świeże spojrzenie na jego osobę. Zgorzkniały, nieczysty moralnie bandyta, który uczynił więcej zła niż dobra, staje się bohaterem, którego dosyć gwałtownie zaczynamy rozumieć. Na przestrzeni filmu ponownie mierzy się z duchami przeszłości, a także uczy się pokory poprzez opiekę nad młodą Margareth. Te wydarzenia mają końcowo doprowadzić do odkupienia Robin Hooda, ale nie da się ukryć, iż przebieg całej tej drogi jest stosunkowo prosty, a niekiedy i przewidywalny. Jesteśmy w stanie określić końcowy los bohatera, a także związki między nim a innymi postaciami.

Scenariusz wprowadza też niepotrzebne wątki, a na dodatek kończy je w szybki bądź niesatysfakcjonujący sposób. Za przykład może posłużyć postać Godwyna, który w pewnym momencie filmu również trafia do klasztoru. Mimo to, przez historię przechodzi się przyjemnie i z zainteresowaniem śledzi się poczynania głównego bohatera. Jedną z ważniejszych postaci jest też siostra Brigit opiekująca się Robin Hoodem. Gra ją – równie przekonująca, co Hugh Jackman – Jodie Comer. To interesująca postać z tragiczną przeszłością, którą po części bardzo łatwo rozszyfrować. Gdy Robin Hoodem opiekuje się młoda kobieta, która od początku odnosi się do niego życzliwie, historia oczywiście musi zarysować między nimi jakiś konflikt z przeszłości.

kadr z filmu

Postać grana przez Faith Delaney, czyli młoda Margareth, stanowi kolejny filar moralnego odkupienia Robina. Jednak ponownie zostajemy postawieni przed pewnym schematem: zgorzkniałego człowieka nawróci dopiero troska o dziecko. Jest to jednak relacja chwytająca za serce, a Margareth i Robin Hood tworzą na ekranie całkiem czarujący duet. Robin Hood: Koniec legendy to oczywiście nie film napakowany akcją. Po zwiastunach można jednak pomyśleć, iż będzie jej nieco więcej. Finalnie obfituje w nią jedynie pierwszy akt produkcji, podczas gdy reszta opiera się na psychologicznej przeprawie przez życie bohatera i na relacjach między postaciami. Moim zdaniem nie jest to żaden minus. Mimo prostoty, która często daje o sobie znać, jest to interesująca historia, chociaż z nienadążającym finałem.

Mimo przewidywalności, jaka pojawia się przy zakończeniu, nie sposób nie odczuć więzi z Robin Hoodem. Emocjonalna końcówka filmu może zostać odebrana na wiele sposobów. Nie zdziwię się, jeżeli ktoś będzie ją intensywnie przeżywał, ale nie zaskoczy mnie również opinia, iż jest ona wymuszona i sztuczna. Mnie finał dał pewną lekcję o ludzkiej moralności, jednak jestem zdania, iż był mało klimatyczny i lekko umniejszał metamorfozie głównego bohatera.

kadr z filmu

Robin Hood: Koniec legendy to interesująca i emocjonalna historia, odmienna od klasycznych legend. Zamiast słynnego „okradał bogatych i oddawał biednym” znajdziemy tutaj brutalny obraz bezwzględnego bandyty, który na starość zaczyna rozumieć, iż może czekać na niego odkupienie. Film ma wiele elementów potraktowanych w klasyczny i prosty sposób. Nie wszystkie wątki zostały satysfakcjonująco domknięte. Jednak sprawdza się on jako dramat psychologiczny i nowe spojrzenie na tak klasyczną postać, jaką jest Robin Hood. Produkcja zaskakuje wizualnie, na każdym ujęciu wygląda wspaniale. Dla mnie film ten pozostanie prostym, ale interesującym doświadczeniem, które momentami aż nazbyt usilnie próbowało grać na emocjach.


fot. gł.: materiały promocyjne filmu

Idź do oryginalnego materiału