SlashFilm przypomniał fascynującą historię nienakręconego filmu science fiction, który mógł na zawsze zmienić losy kultowej serii, a być może choćby całego gatunku. W połowie lat 70. studio Paramount rozważało realizację Star Trek: Planet of the Titans w reżyserii Philipa Kaufmana, reżysera, który stanął potem za takimi legendarnymi projektami, jak Inwazja porywaczy ciał, Pierwszy krok w kosmos czy Nieznośna lekkość bytu. Projekt zakładał śmierć kapitana Kirka, co było tak rewolucyjne, iż spotkało się z kategorycznym sprzeciwem Williama Shatnera, który go grał i wytwórni.
Scenariusz autorstwa Chrisa Bryanta i Allana Scotta opowiadał o misji ratunkowej USS Enterprise, która kończy się podróżą przez czarną dziurę do paleolitu. Kirk miał zginąć, a załoga – wcielając się w Prometeusza – nauczyć praczłowieka rozpalania ognia. Kaufman planował przepisać fabułę, koncentrując się na Spocku i jego klingońskim przeciwniku granym przez Toshiro Mifune. Reżyser zamierzał stworzyć wielki film science fiction, wypełniony wszelkiego rodzaju pytaniami, eksplorujący naturę dualizmu Spocka – jego człowieczeństwo i to, czym jest bycie człowiekiem. Miał to być film o seksualności i cudach, a nie o dziwactwach.

Ówczesny szef Paramountu Barry Diller uznał koncepcję za trochę pretensjonalną, co w korporacyjnej nowomowie oznaczało po prostu niezrozumienie projektu. Studio przestraszyło się także sukcesu Gwiezdnych wojen, błędnie zakładając, iż George Lucas zaspokoił już wszystkie potrzeby widzów w zakresie science fiction. Ostatecznie Paramount wybrał bezpieczniejszą drogę, realizując zatwierdzony przez Gene’a Roddenberry’ego Star Trek: The Motion Picture, który mimo umiarkowanego przyjęcia dał początek kinowej serii.
Kaufman nigdy nie wrócił do gatunku twardego cience fiction, choć później stworzył wspomniane wyżej arcydzieła Inwazję porywaczy ciał, Pierwszy krok w kosmos i Nieznośną lekkość bytu według Milana Kundery. Franczyza Star Trek zyskała drugie życie dzięki Nicholasowi Meyerowi i The Wrath of Khan, ale wizja Kaufmana pozostała niezrealizowanym eksperymentem – być może ciekawszym od tego, co ostatecznie trafiło na ekrany i być może takim, który serii Star Trek dałoby dzieło na miarę Imperium kontratakuje.


















