Ostatnio mogliśmy zobaczyć m.in. „Rewizora” Mikołaja Gogola w reżyserii Jerzego Gruzy. Świetny spektakl z 1977 roku z udziałem takich aktorskich gwiazd, jak: Jan Łomnicki, Piotr Fronczewski, Anna Seniuk, Joanna Szczepkowska, Wojciech Pszoniak, Wiesław Drzewicz, Wojciech Siemion czy Krzysztof Kowalewski.
Już sama ta kanonada nazwisk powoduje, iż serce rośnie. Dobrze, iż telewizja udostępnia te pamiętne spektakle na platformie VOD, bo wielu aktorów nie ma już dzisiaj z nami i zobaczyć ich na żywo nie sposób. Gruza zastosował w tej realizacji niezwykle dynamiczną, niemalże reporterską kamerę. Co podkreśla temperaturę i nerwowość wydarzeń.
A robi się nerwowo i to bardzo, bo na głuchą prowincję przybywa rewizor, który w imieniu urzędów centralnych z Petersburga ma skontrolować lokalne władze. Miejscowi urzędnicy otrzymują list, iż ktoś taki przybędzie, a może choćby już jest i to incognito. Na prowincjonalną sitwę pada blady strach, bo każdy z lokalnych notabli ma swoje grzeszki na sumieniu, od łapówek po śliskie przekręty.
Tymczasem w karczmie hulaka Chlestakow z Petersburga (w tej roli Piotr Fronczewski), który znalazł się przejazdem w mieścinie, bo zgrał się w karty z pewnym kapitanem, nie ma za co zjeść obiadu. Ma puste kieszenie, ale wielkopańskie maniery ze stolicy. Jego elegancki strój, pańskie zachowanie i bezczelna wyniosłość oraz fakt, iż jest obcym, nieznanym nikomu przybyszem, powodują, iż wzięty zostaje za carskiego kontrolera.
Horodniczy (świetny Jan Łomnicki) zaprasza go na zakrapiany poczęstunek, a potem do siebie, bo nie wypada, by tak znamienity gość nocował w marnej karczmie. Początkowo zaskoczony Chlestakow gwałtownie odnajduje się w nowej roli i upity opowiada bajki o swych znajomościach w Petersburgu, sięgających samego dworu Najjaśniejszego Pana.
Robi to niesamowite wrażenie na wszystkich lokalnych kacykach, którzy kolędują z łapówkami do nibyrewizora, by w raporcie być dobrze potraktowanym. Ta klasyczna komedia pomyłek, satyra na dziewiętnastowieczną carską Rosję i prowincjonalnych urzędasów jest tak uniwersalna i ponadczasowa, iż także dziś niepokojąco aktualna.
Najlepszym polskim aktorom i reżyserowi udało się oddać tego ducha służalczości i poniżenia, które tkwią we krwi każdego karierowicza, bez względu na kraj i szerokość geograficzną. Wojciech Pszoniak jako Dobczyński, Wiesław Drzewicz jako kierownik poczty, Krzysztof Kowalewski jako kupiec, Witold Pyrkosz jako Lapkin- -Tiapkin mają w oczach ten służalczy strach przed władzą centralną, jaki i dziś można spotkać u wielu polityków i urzędników.
Gdy oglądam konferencję prasową posłanek PiS, które wychwalają Przemysława Czarnka i zaświadczają o jego „szarmanckości”, to od razu widzę zamglone oczy Anny Seniuk ze spektaklu Gruzy, która upojona manierami i bezczelnością Chlestakowa już marzy o sobie w Petersburgu. Gogol wiecznie żywy!









