[Relacja] Za sprawą All Time Low, Mayday Parade i Taylor Acorn Warszawę ogarnęła nostalgia.

cityfun24.pl 3 godzin temu

Luty zaczął się dla naszej redakcji dość nostalgicznie i sentymentalnie. Wszystko za sprawą All Time Low i Mayday Parade, którzy w niedzielę (8.02) odwiedzili warszawską Stodołę. Towarzyszyła im Taylor Acorn, która jako pierwszy support sprawdziła się całkiem nieźle. Ale do sedna!

Jestem znana z tego, iż zwykle mam problem z damskimi wokalami (niezależnie od tego, czy solo czy zespołowo, ale oczywiście można znaleźć przynajmniej kilka wyjątków od reguły, jak np. Maria Brink z In This Moment, czy Courtney LaPlante ze Spiritbox), dlatego też dość trudno odnieść mi się w obiektywny sposób do pierwszego supportu. Skojarzenie, jakie przyszło mi niemal natychmiast na myśl, to jakiś „Camp Rock 2026”. Dlaczego? Otóż ta muzyka sprawiała wrażenie, jakby była wręcz skrojona pod młodszych nastolatków, którzy dopiero próbują odkrywać te mocniejsze brzmienia i jakoś wkręcić się w ten „rockowy świat”. Całość przyjemna dla ucha do tego stopnia, iż gdybym usłyszała to w radio, to raczej nie zmieniłabym kanału z premedytacją. Żadna z piosenek jednak nie zapadła mi w pamięć na tyle, abym chociażby dodała ją sobie to ulubionych utworów na Spotify, czy nuciła przez chwilę pod nosem. Trzeba jednak przyznać, iż Taylor Acorn jest utalentowaną wokalistką, która chyba… po prostu nie wykorzystuje swojego potencjału w 100 procentach. Potrafię sobie ją wyobrazić jako artystkę z hitami pokroju Kelly Clarkson, ale gdzieś brakuje tej iskierki pomagającej się przebić z tym, co tworzy.

Potem na scenę wkroczyła nostalgia. Kto nie zdzierał sobie kiedyś gardła i nie wypłakiwał oczu do Miserable At Best od Mayday Parade? Mówię tu oczywiście o tej bardziej alternatywnej części millenialsów, bo chyba taka tego wieczora niemalże zapełniła warszawską Stodołę. Choć nie po każdym dało się w stanie to wizualnie rozpoznać, gdy rozglądałam się wokół wszyscy znali teksty i podchodzili do tego bardzo emocjonalnie. To coś niezwykle poruszającego, móc zobaczyć zespół, będący swojego rodzaju legendą, po tylu latach. Z tego co kojarzę, to ich druga wizyta w Polsce, jednak poprzednim razem gdy supportowali Simple Plan w tym samym miejscu. Trochę zabolało serduszko, gdy okazało się, iż na setliście zabrakło wspomnianego wyżej emo szlagieru, ale przynajmniej dane nam było usłyszeć Jamie All Over, co trochę wynagrodziło ten brak. Oczywiście można się przyczepić do kilku rzeczy, ale tego wieczora rządziły emocje i wcale nie musiało być perfekcyjnie. Człowiek spoglądał na scenę z pewną dozą melancholii i poruszenia – takich momentów nie da się ot tak po prostu wyrzucić z pamięci.

To był mój drugi koncert All Time Low – zespołu, do którego swojego czasu bardziej przekonała mnie przyjaciółka. Wiadomo, znałam największe hity jak Dear Maria, Count Me In czy Weightless, jednak dopiero dzięki niej odkryłam, ile mają wspaniałych perełek w swojej dyskografii. Tak zaczęła się moja miłość do Time-Bomb, Monsters, Good Times i Therapy, podczas słuchania którego wylałam niezliczoną ilość łez. Każdy kto mnie zna, doskonale wie, jak ogromnie istotną wartością jest dla mnie muzyka i jak potężny ładunek emocjonalny ze sobą niesie. Niedzielnego wieczora towarzyszyła mi cała gama emocji. Było wzruszenie i radość, iż mogę być tu i teraz i przeżywać to wszystko z osobą, dzięki której to się w ogóle zaczęło. Ze sceny biła wspaniała energia, chłopaki dawali od siebie sto procent, drugie tyle dawał od siebie tłum. Muszę przyznać, iż uśmiech z mojej twarzy tego wieczora nie zniknął ani na minutę. Były żarty i dużo śmiechu, co dodawało całości tej magii, o której tak często się mówi. Mogliśmy usłyszeć największe hity grupy, ale też kawałki z najnowszego albumu Everyone’s Talking, będącego głównym sprawcą całej trasy koncertowej. Niesamowicie ucieszyło mnie pojawienie się na setliście Hate This Song, wykonywanego oryginalnie wraz z I Prevail. Całość uświetniły gościnne występy supportów, Taylor Acorn pojawiła się u boku Alexa Gaskartha podczas Remembering Sunday, natomiast Dereka Sandersa mogliśmy usłyszeć w The Weather. Czy można sobie wyobrazić lepsze zakończenie tygodnia?

Miłą odmianą są takie koncerty, gdy główną wartością jest radość, kiedy jakieś głębsze przeżywanie odchodzi na dalszy plan, a człowiek skupia się na tu i teraz. All Time Low zawsze będą dla mnie zespołem, który przywołuje na myśl same dobre skojarzenia (no, może poza migreną towarzyszącą mi podczas poprzedniego koncertu, ale tsii) – to dla mnie synonim dobrej zabawy, euforii – dość często zapominanych w obecnych czasach. jeżeli będziecie mieć kiedyś okazję zobaczyć ich na żywo, choćby się nie wahajcie!

Idź do oryginalnego materiału