[Recenzja] The Dreamers - "Ipos" (2010)

pablosreviews.blogspot.com 5 godzin temu


Cykl "Księga aniołów" 14/30

The Dreamers to jedna z tych grup, które powstały wyłącznie w celu wykonywania kompozycji Johna Zorna - pod jego ścisłym nadzorem. Chociaż w składzie sekstetu znaleźli się instrumentaliści kojarzeni z klezmerskimi projektami Nowojorczyka - wszyscy grali w Electric Masada oraz w wielu innych konfiguracjach personalnych, m.in. w składach kwartetu Masada, kwintetu Masada i sekstetu Bar Kokhba - to jego repertuar początkowo w ogóle nie obejmował tematów z ksiąg Masady. Korzenie tego przedsięwzięcia sięgają płyty "The Gift" z 2001 roku. Chociaż aparat wykonawczy różni się tam w zależności od utworu, najbardziej istotna rola przypadła piątce muzyków. Byli to klawiszowiec Jamie Saft, gitarzysta Marc Ribot, basista Trevor Dunn, bębniarz Joey Baron oraz perkusjonalista Cyro Baptista. Pełniący rolę kompozytora, aranżera, kierownika artystycznego i producenta Zorn pokazał wówczas swoje najbardziej subtelne, niemal komercyjne oblicze, łącząc takie style, jak lounge, exotica czy surf rock.

Do pomysłu powrócił siedem lat później na albumie "The Dreamers", tym razem nagranym już w całości przez jeden skład. Znaleźli się w nim wspomniani Baptista, Baron, Dunn, Ribot i Saft, ale też perkusista Kenny Wollesen, w tym projekcie odpowiedzialny wyłącznie za wibrafon. Sekstet wydał w latach 2008-2015 w sumie pięć albumów, w większości opublikowanych pod nazwiskiem Zorna. Pod szyldem The Dreamers ukazał się jedynie środkowy "Ipos", będący kolejną odsłoną serii "Book of Angels", na której różni wykonawcy interpretują utwory z tzw. drugiej księgi Masady. Na repertuar longplaya składają się wyłącznie premierowe kompozycje. Kilka z nich powtórzono na kompilacji "The Gentle Side", a "Zavebe" doczekał się później interpretacji w stylu forró electrônico grupy Forro In the Dark.

Czytaj też: Recenzja] John Zorn - seria "Music Romance": "Music for Children" (1998) / "Taboo & Exile" (1999) / "The Gift" (2001)

The Dreamers na "Ipos" obiera nieco inny kierunek. Bynajmniej nie chodzi tylko o klezmerską melodykę. To płyta bliższa psychodelii i jazz rocka, choć wciąż z elementami easy listening czy surf rocka. Sekstet dokonuje tu swego rodzaju fuzji własnego stylu z tym, co ci sami muzycy grali jako Electric Masada. Wciąż jest subtelnie, elegancko, ale bardziej energetycznie, z jamowym luzem, momentami nieco ostrzej. Nie ukrywam, iż takie podejście bardziej do mnie trafia i jest to mój ulubiony album Dreamers. A skoro już o tym mowa, to utwór "Galizur" jest najpewniej moim ulubionym z całego cyklu "Book of Angels". Przez blisko osiem minut instrumentaliści improwizują wokół hipnotycznego ostinata Dunna, będącego jednym z najbardziej charakterystycznych motywów w serii. Obudowano go bogatymi perkusjonaliami z wybijającym się, mocno jazzującym wibrafonem, a także psychodelicznymi organami Safta i całkiem zadziornymi popisami gitarowymi Ribota, lawirującego między surf rockiem, jazz fusion oraz wspomnianą już psychodelią. Zamiast kawiarnianego grania, jakie dotąd uskuteczniali, The Dreamers proponują tu coś, co powinno zainteresować raczej miłośników Mahavishnu Orchestra, Franka Zappy, Jimiego Hendrixa czy wczesnego Pink Floyd.

A takiego świetnego jamowania jest tu więcej. Choćby w następnym na trackliście, nieco bardziej stonowanym "Oriel". Tym razem na pierwszy plan często wybija się Wollesen, a towarzyszą mu rozlane, surfowe partie gitary, jazzujące pianino elektryczne, egzotyczna rytmika oraz głęboki, choć tym razem bardziej wycofany bas - razem tworząc taki bardziej nocny klimat. Innymi mocarnymi utworami są "Zortek" i "Ezriel", najbliższe z nich jazz rocka - choćby Ribot odchodzi od surfowych patentów na rzecz mclaughlinowania - wciąż jednak bardzo psychodeliczne i transowe, z dodającym egzotycznego zabarwienia Baptistą. Oczywiście, na płycie nie brak też charakterystycznych dla cyklu melodii zakorzenionych w żydowskiej tradycji. Najsilniej wyeksponowano je, głównie dzięki fortepianowych partii Safta, w takich nagraniach, jak "Hashul", "Zavebe" i "Hagal". Paradoksalnie, akurat te nagrania najbardziej zbliżają się do delikatności wcześniejszych dokonań The Dreamers. Większym zaskoczeniem jest "Qalbam" z niepokojącymi zgrzytami w tle, a zwłaszcza najbardziej energetyczne "Tirtael" i "Kutiel", wyróżniające się wyjątkowo ostrymi - jak na ten zespół - partiami Ribota oraz mocniejszą grą Barona.

Czytaj też: [Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

"Ipos" to jedna z kluczowych pozycji w serii "Book of Angels": nagrana przez regularnych współpracowników Zorna - udzielających się także na wielu innych płytach z cyklu - i zrealizowana pod jego dyrygencko-producencką kontrolą. Niemniej istotny jest jednak sam efekt, a w tym przypadku jest to interesująca, niepowtarzalna mieszanka psychodelii, surf- i jazz-rocka easy-listeningu oraz muzyki klezmerskiej. W dodatku wykonana w znacznie bardziej ekscytujący sposób, niż spora część pozostałego dorobku The Dreamers. To już nie muzyka tła, jaką można by odtwarzać w supermarketach, a angażujące jamowanie, które powinno spodobać się miłośnikom takiego swobodniejszego grania na pograniczu jazzu i rocka.

Ocena: 9/10


The Dreamers - "Ipos: Book of Angels Volume 14" (2010)

1. Tirtael; 2. Hashul; 3. Galizur; 4. Oriel; 5. Zavebe; 6. Qalbam; 7. Hagai; 8. Zortek; 9. Ezriel; 10. Kutiel

Skład: Jamie Saft - instr. klawiszowe; Marc Ribot - gitara; Trevor Dunn - gitara basowa; Joey Baron - perkusja; Kenny Wollesen - wibrafon; Cyro Baptista - instr. perkusyjne; John Zorn - dyrygent
Producent: John Zorn


Idź do oryginalnego materiału