[Recenzja] Terje Rypdal - "Odyssey" (1975)

pablosreviews.blogspot.com 19 godzin temu


Zobaczyłem "Odyseję" Christophera Nolana w kinie i cóż, faktycznie mocno rozmija się wiedzą historyczną. Nie ma przecież żadnych naukowych dowodów na istnienie cyklopów, syren czy innych stworów. A na serio to całkiem solidne kino rozrywkowe, profesjonalnej zrealizowane i dobrze zagrane przez trafnie dobranych aktorów. Może zbyt to wszystko przepełniono patosem, ale z drugiej strony przez trzy godziny seansu choćby przez chwilę nie czułem znużenia. Przy okazji tej głośnej premiery filmowej postanowiłem przypomnieć inne dzieło zainspirowane, przynajmniej w tytule, eposem przypisywanym Homerowi - album "Odyssey" jednego z najważniejszych gitarzystów jazz fusion.

Na swoim czwartym autorskim albumie dla ECM (piątym w ogóle) Terje Rypdal postanowił spróbować czegoś nowego. W tym celu otoczył się głównie nowymi współpracownikami, jak puzonista Torbjørn Sunde, grający na elektrycznych organach Brynjulf Blix i perkusista Svein Christiansen, robiąc wyjątek jedynie dla basisty Sveinunga Hovensjø, z którym nagrywał już wcześniej. Sam lider zagrał tu na gitarze, saksofonie sopranowym oraz syntezatorze. W przeciwieństwie do jego poprzednich płyt, tym razem nie przyniósł do studia gotowych kompozycji. Pomysły na utwory kształtowały się podczas wspólnego jamowania kwintetu, choć ostatecznie ich autorstwo i tak zostało przypisane samemu Rypdalowi. Efektem jest jednak album o bardziej swobodnej formie, dłuższymi fragmentami brzmiący właśnie jak zapis jamu, choć o dość specyficznym klimacie.

Czytaj też: [Recenzja] Terje Rypdal - "Whenever I Seem to Be Far Away" (1974)

Na dwupłytowy w oryginale album składa się osiem nagrań, z czego trzy realizowane są po kilkanaście minut, a jeden - powyżej dwudziestu. To właśnie one przyciągają najwięcej uwagi. Trwający powyżej kwadransa "Midnite" składa się z dwóch pozornie oddzielnych warstw: mocnego groove'u sekcji rytmicznej, a także ambientowej faktury syntezatora, organów i przetworzonej elektronicznie gitary, w której zatopiono subtelne, melancholijne solówki dęciaków, a potem także gitary. Kwintet kreuje tu bardzo przestrzenny, nocny klimat. Stylistycznie to jakby połączenie zelektryfikowanego jazzu z ówczesną elektroniką. Jeszcze dalej w tę stronę idzie nieznacznie krótszy "Adagio", zaczynający się długim syntezatorowo-organowym wprowadzeniem. Dopiero pod koniec piątej minuty z tych spokojnie falujących brzmień wyłania się nastrojowe solo puzonu, z czasem ustępujące nieco ostrzejszej, ale wciąż klimatycznej gitarze.

W "Fare Well" już głównie organy tworzą ambientowe tło dla gitary i dęciaków, a z nieco sennym nastrojem kontrastują pojedyncze dźwięki przesterowanego basu, wprowadzające tu nieco niepokoju. Odmienny charakter ma ponad dwudziestominutowy "Rolling Stone", w znacznej części oparty na powtarzalnym gitarowym riffie, podbijanym przez cięższą grę sekcji rytmicznej oraz z wypełniającymi przestrzeń psychodelicznymi organami. Z czasem dochodzą subtelniejsze solówki dęciaków oraz odrobina skwierczącego syntezatora. Tym razem kwintet zbliża się do milesowego fusion, trochę w stylu jazz-rockowych nagrań z okresu "Jacka Johnsona", ale z jeszcze większym naciskiem na groove, jak na "Get Up With It". choćby partie organów przypominają te wykonywane przez samego Davisa.

Czytaj też: [Recenzja] Terje Rypdal - "Terje Rypdal" (1971)

Na płytach znalazło się też kilka krótszych nagrań. "Darkness Falls" to adekwatnie rodzaj wstępu, wprowadzającego w ten melancholijny, nocny i quasi-ambientowy nastrój znacznej części albumu, choć z ładnymi solówkami Sunde'a i Rypdala. "Better Off Without You" to już utwór zdominowany przez gitary lidera - jedną o ostrzejszym brzmieniu na pierwszym planie, drugą o czystym, tworzącym subtelne tło wraz z organami i perkusją. Mocno gitarowym nagraniem jest też intensywniejszy "Over Birkerot" - z początku jeszcze dość zadumany, ale w środkowej części idący w zdecydowanie cięższą improwizację, opartą na masywnej sekcji rytmicznej z przesterowanym basem. "Ballade" brzmi z kolei bardziej psychodelicznie i niemal jak rockowa piosenka, choć z jazzującym puzonem zamiast wokalu.
Album "Odyssey" doczekał się kilku kompaktowych wznowień, jednak przedstawiciele ECM postanowili okroić materiał w taki sposób, aby zmieścił się na jednym dysku. I zrobili to w najbardziej bezsensowny sposób, usuwając z repertuaru 24-minutowy "Rolling Stone", choć wystarczyłoby skrócić go o trochę ponad siedem minut. Nie byłoby to idealne rozwiązanie, ale w przypadku utworu w całości opartego na powtarzalnym groove'ie, będącym podkładem dla solowych popisów, oznaczałoby to pominięcie niektórych solówek, jednak nagranie zachowałoby ten wciągający klimat, a album nie byłby uboższy o jedną z najbardziej wyrazistych kompozycji. Kompaktowej premiery doczekała się dopiero w 2012 roku, w ramach trójpłytowego boksu "Odyssey In Studio & In Concert". Poza pełnym repertuarem recenzowanego albumu na dwóch dyskach, znalazł się tam też bardzo ciekawy, niepublikowany wcześniej zapis występu z czerwca 1976 roku w siedzibie Szwedzkiego Radia.

Czytaj też: [Recenzja] Jan Garbarek / Bobo Stenson / Terje Rypdal / Arild Andersen / Jon Christensen - "Sart" (1971)

Podczas koncertu w składzie towarzyszącym Rypdalowi nie było już Torbjørna Sunde, jednak jego miejsce zajęła 16-osobowa orkiestra Radiojazzgruppen ze Sztokholmu. Muzycy nie grali materiału z "Odyssey", tylko premierową kompozycję "Unfinished Highballs" - wykonaną tylko ten jeden raz i nigdy nie zarejestrowaną w studiu. To blisko 70-minutowe nagranie, podzielone na siedem osobnych ścieżek. Tytułowy segment to podniosła, quasi-symfoniczna uwertura, przypominająca o próbach łączenia jazzu z poważką znanych jako third stream. Jednak już kolejny "The Golden Eye" z początku grany jest przez sam kwartet, w stylu subtelnego fusion, a dopiero z czasem coraz większą rolę odgrywa orkiestra - szczególnie ciekawie wypada jej zestawienie z ostrą gitarą i chrupiącym basem. Bardziej stonowany, melodyjny charakter mają "Scarlet Mistress" i "Dawn", choć brzmienie wciąż jest bogate, a sekcja rytmiczna nadaje dynamiki oraz prawie rockowego ciężaru. Przesterowany bas wywołuje choćby lekkie skojarzenia z zeuhlem. Nie zabrakło też ostrzejszych solówek lidera.

Faktycznie bardziej wyciszony jest natomiast "Dine and Dance to the Music of the Waves", z Rypdalem grającym na gitarze akustycznej oraz bardziej klasyczną, swingującą sekcją rytmiczną z kontrabasem zamiast gitary basowej Hovensjø. Żeby jednak nie było zbyt tradycyjnie, pojawia się też ambientowa wstawka na organach. Rozpoczęty perkusyjnym popisem "Talking Back" to najbardziej ekspresyjny fragment, w swoich najintensywniejszych momentach zbliżający się do freejazzowych big bandów. Na finałowy "Bright Lights - Big City" składa się natomiast przede wszystkim bardzo ładne, nastrojowe solo Terjego z oszczędnym akompaniamentem pozostałych muzyków kwartetu i niemal nieobecną orkiestrą. Tym samym to najbliższy studyjnego albumu moment, wieńcząc całość sensowną klamrą. Trudno zrozumieć, dlaczego tak dobry materiał - w dodatku świetnie brzmiący - nie został wydany w epoce, tylko wiele lat później. Podobno było to związane z rozwiązaniem tej grupy Rypdala i zamknięciem przez niego tego etapu, co tak naprawdę niczego nie usprawiedliwia.

Czytaj też: [Recenzja] Min Bul - "Min Bul" (1970)

"Odyseja" Terjego Rypdala to szczytowe osiągnięcie jednego z czołowych gitarzystów jazz fusion. Album "Odyssey", zwłaszcza w wersji rozszerzonej, nie tylko w najbardziej kompletny sposób pokazuje jego instrumentalne możliwości, ale też w najbardziej oryginalny sposób rozwija koncepcję fusion.

Ocena: 9/10


Terje Rypdal - "Odyssey" (1975)

LP1: 1. Darkness Falls; 2. Midnite; 3. Adagio; 4. Better Off Without You
LP2: 1. Over Birkerot; 2. Fare Well; 3. Ballade; 4. Rolling Stone*

*pominięty na wydaniach CD i w streamingu

Skład: Terje Rypdal - gitara, syntezator, saksofon sopranowy; Torbjørn Sunde - puzon; Brynjulf Blix - organy; Sveinung Hovensjø - gitara basowa; Svein Christiansen - perkusja
Producent: Manfred Eicher

Terje Rypdal - "Odyssey In Studio & In Concert" (2012)

CD1: 1. Darkness Falls; 2. Midnite; 3. Adagio; 4. Better Off Without You
CD2: 1. Over Birkerot; 2. Fare Well; 3. Ballade; 4. Rolling Stone
CD3: 1. Unfinished Highballs; 2. The Golden Eye; 3. Scarlet Mistress; 4. Dawn; 5. Dine and Dance to the Music of the Waves; 6. Talking Back; 7. Bright Lights - Big City

Skład: Terje Rypdal - gitara, syntezator, saksofon sopranowy; Brynjulf Blix - organy (CD1-3), elektryczne pianino (CD3), syntezator (CD3); Sveinung Hovensjø - gitara basowa; Svein Christiansen - perkusja; Torbjørn Sunde - puzon (CD1,CD2); Claes Rosendahl - saksofon altowy i klarnet (CD3); Lennart Åberg - saksofon sopranowy i flet (CD3); Ulf Andersson - saksofon tenorowy i flet (CD3); Erik Nilsson - klarnet basowy i flet (CD3); Ulf Adåker - trąbka i skrzydłówka (CD3); Americo Bellotto - trąbka i skrzydłówka (CD3); Bertil Lövgren - trąbka i skrzydłówka (CD3); Håkan Nyquist - trąbka i waltornia (CD3); Ivar Olsen - waltornia (CD3); Torgny Nilson - puzon (CD3); Torbjørn Sunde - puzon (CD3); Sven Larson - puzon basowy i tuba; Bengt Hallberg - czelesta, klawesyn i melotron (CD3); Stefan Brolund - kontrabas (CD3); Georg Riedel - kontrabas (CD3); Egil Johansen - perkusja i instr. perkusyjne (CD3)
Producent: Manfred Eicher (CD1,CD2); Bosse Broberg (CD3)


Idź do oryginalnego materiału