Literatury grozy nie trawię pod żadną postacią, pozostało mi więc westchnąć, zacisnąć zęby i bohatersko dotrwać do jej końca w poczuciu recenzenckiego obowiązku. Tymczasem czekała mnie niespodzianka: zaciskanie zębów okazało się niepotrzebne, a obowiązek zamienił się w przyjemność – książkę pochłonęłam w dwa wieczory!