
Rafael Toral ma ostatnio naprawdę ładne okładki płyt. Zachęcają do sięgnięcia po albumy, których zawartość jest równie ładna. Najnowsze wydawnictwo portugalskiego artysty wypełniają zresztą interpretacje jazzowych standardów. Toral sięgnął naprawdę daleko w przeszłość, po utwory skomponowane i pierwotnie wykonane w latach 30. i 40. poprzedniego wieku, w tym dzieła Duke'a Ellingtona czy Billie Holiday. Do swoich wykonań Portugalczyk zaprosił choćby jazzową sekcję dętą, choć z czworga gości wszyscy zaliczyli tylko po jednym występie, zawsze w innym utworze. Pomimo tak bezapelacyjnych odwołań do całkiem już przecież odległej tradycji, "Travelling Light" bynajmniej nie jest anachronicznym materiałem. Wręcz przeciwnie - rozpoznawalne melodie jazzowych klasyków zyskały tu zupełnie nowy, współczesny kontekst.
Na początku kariery Rafael Toral eksperymentował z poszerzaniem możliwości gitary dzięki niekonwencjonalnych technik wydobywania dźwięku oraz elektronicznych gadżetów. Ówczesne dokonania można określić jako mieszankę ambientu z estetyką drone oraz muzyką elektroakustyczną. Z czasem Portugalczyk całkiem porzucił gitarę, zastępując ją samodzielnie skonstruowanymi syntezatorami. Zeszłoroczny "Spectral Evolution" połączył oba te podejścia. To zresztą na tamtej płycie ujawniła się fascynacja Torala starym jazzem. Przy czym tam jego wpływ był nieco ukryty, ograniczony do kopiowania ze standardów progresji akordów czy struktur harmonicznych, ale bez łatwych do rozpoznania tematów czy melodii. Na "Travelling Light" artysta już nie próbuje maskować tych inspiracji - w sposób zupełnie jawny interpretuje jazzową klasykę, nadając jednak tym wykonaniom własnego charakteru.
Czytaj też: [Recenzja] Kalia Vandever - "We Fell in Turn" (2023)
Najbardziej czystą emanacją tego idiomu są dwa utwory nagrane samodzielnie: "Solitude" Ellingtona oraz znany m.in. z wersji Milesa Davisa "My Funny Valentine", napisany przez Richarda Rodgersa i Lorenza Harta w 1937 roku na potrzeby musicalu "Babes in Arms". To wyłącznie delikatne, finezyjne melodie gitarowe, dość wiernie odgrywające te standardy, ale zanurzone w subtelnych, nastrojowych tłach ambientowych. Bez sekcji rytmicznej, co automatycznie redukuje rolę rytmu, odgrywającego tak istotną rolę w oryginałach. Brzmi to zupełnie współcześnie i słuchacz, który nie zna wcześniejszych wersji ani kontekstu tego albumu, mógłby je wziąć po prostu za nowe, dopiero co napisane kompozycje.
Podobnie zresztą byłoby w przypadku tych utworów, gdzie gościnne partie dęciaków faktycznie nadają trochę bardziej jazzowego charakteru. Przy czym wciąż jest to muzyka odległa od jazzu tradycyjnego, bliższa raczej dzisiejszych fuzji z ambientem. Jednak te dodatkowe brzmienia - smukłego klarnetu w "Easy Living", ostrzejszego saksofonu w "Body and Soul" oraz przytłumionej skrzydłówki w "You Don't Know What Love Is" - są wyraźnym mostem między współczesnością, a tradycją. Nieco inaczej ma się sprawa z "God Bless the Child" Billie Holiday, gdzie partie fletu nadają raczej egzotycznego nastroju. Zarówno flet, jak i subtelne dźwięki elektroniczne intrygująco kontrastują ze zniekształconym brzmieniem gitary, jakie pojawia sie tylko w tym jednym nagraniu. Momentami Portugalczyk zbliża się tu choćby trochę do Roberta Frippa. Pod koniec wraca jednak delikatność wcześniejszych utworów.
Zdecydowanie jedna z ładniejszych płyt tego roku.
Ocena: 8/10
Nominacja do płyt roku 2025
Rafael Toral – "Traveling Light" (2025)
1. Easy Living; 2. Solitude; 3. Body and Soul; 4. You Don't Know What Love Is; 5. My Funny Valentine; 6. God Bless the Child
Skład: Rafael Toral - gitara, syntezator
Gościnnie: Bruno Parrinha - klarnet (1); Rodrigo Amado - saksofon tenorowy (3); Yaw Tembe - skrzydłówka (4); Clara Saleiro - flet (6)
Producent: Rafael Toral
















