[Recenzja] Nine Inch Nails - "The Downward Spiral" (1994)

pablosreviews.blogspot.com 1 dzień temu


Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E04

Jedna z najbardziej popularnych i wpływowych - inspirował się nią choćby David Bowie - ale też wywołujących największe kontrowersje płyt lat 90. Te ostatnie wzbudziło już samo miejsce nagrywania. Część materiału powstała w studiu urządzonym w posiadłości przy Cielo Drive w Los Angeles. Tej samej, która niegdyś należała do Romana Polańskiego i gdzie zamordowano jego żonę Sharon Tate. Nie mniejsze wątpliwości wzbudziła jednak także drastyczna, nihilistyczna warstwa liryczna. "The Downward Spiral" to album koncepcyjny, na którym kolejne utwory pokazują postępujący rozpad psychiczny cierpiącego na depresję bohatera. Ta po części autobiograficzna narracja krąży wokół takich tematów, jak przemoc, autodestrukcja, alienacja, uzależnienia, seks czy religia.

"The Downward Spiral" był dla Nine Inch Nails zarówno komercyjnym, jak i stylistycznym przełomem. Wydany pięć lat wcześniej debiut, "Pretty Hate Machine", jest płytą jeszcze mocno ejtisową, utrzymaną gdzieś pomiędzy synthpopem w stylu Depeche Mode, Soft Cell czy New Order, a industrialem z okolic Coil lub Cabaret Voltaire. EP-ka "Broken" z 1992 roku to z kolei zwrot w zdecydowanie metalowym kierunku, z topornymi riffami gitarowymi na pierwszym planie. "The Downward Spiral" jest natomiast swego rodzaju syntezą obu poprzednich wcieleń: sporo tu metalowego ciężaru i agresji, niemało elektroniki - tu już bardziej współczesnej w stosunku do debiutu - a do tego trochę brzmieniowych eksperymentów. Tradycyjne instrumenty są tu używane w dość niekonwencjonalny sposób, a ich brzmienie zwykle zostaje mocno zniekształcone.

Czytaj też: [Recenzja] David Bowie - "Earthling" (1997)

Ówczesny Nine Inch Nails to w zasadzie projekt jednego człowieka, Trenta Reznora, który samodzielnie napisał cały materiał, wykonał wszystkie partie wokalne i większość instrumentalnych, a także współprodukował całość. W tym ostatnim wspomógł go niejaki Flood, znany ze współpracy z Depeche Mode, New Order, Nickiem Cave'em, U2, ale także Cabaret Voltaire czy Ministry. W studiu pojawili się też dodatkowi instrumentaliści, w tym Chris Vrenna, Charlie Clouser i Danny Lohner z koncertowego wcielenia NIN, Stephen Perkins z Jane's Addiction, a choćby Adrian Belew z King Crimson, który grał też z Frankiem Zappą, Davidem Bowiem oraz Talking Heads.

Koncepcyjny charakter "The Downward Spiral" nie ogranicza się wyłącznie do warstwy lirycznej. Zainspirowany takimi albumami, jak "Low" Bowiego czy "The Wall" Pink Floyd, Reznor nie chciał stworzyć zbioru przypadkowych kawałków, a spójną całość - stąd płynne przejścia między kolejnymi ścieżkami oraz powroty tych samych motywów we fragmentach różnych utworów. Zachowana zostaje też estetyczna konsekwencja: adekwatnie każde nagranie budowane jest na kontraście agresywnych, krzykliwych momentów z bardziej melancholijnymi, o łagodniejszym charakterze - różne są tylko proporcje. A mimo to nie brakuje tu pewnej różnorodności.

Czytaj też: [Recenzja] Mandy, Indiana - "URGH" (2026)

Otwieracz "Mr. Self Destruct" to przede wszystkim metalowy czad z industrialnymi efektami brzmieniowymi. Ale już drugi na płycie "Piggy", oparty na wyrazistym basowym motywie, to kawałek kładący większy nacisk na melodię i gęsty klimat. W "Heresy" elektroniczny puls, prosty beat automatu oraz falsetowy wokal przypominają o synthpopowych korzeniach Nine Inch Nails, jednak gwałtownie dochodzą do tego ciężkie gitary i wrzask Reznora. "March of the Pigs" łączy z kolei metalową agresję z szybkim elektronicznym beatem, a ciekawym kontrapunktem są zaskakująco melodyjne wstawki z akompaniamentem pianina. W wolniejszym, ale wciąż krzykliwym "The Becoming" podobną rolę pełnią przejścia z gitarą akustyczną. A w międzyczasie na płycie pojawia się taneczny wręcz "Closer", oparty na mocno zmodyfikowanym samplu z "Nightclubbing" Iggy'ego Popa.

Druga połowa albumu zawiera trochę wypełniaczy - kawałków powielających te same pomysły, jednak już mniej wyrazistych. Wciąż warto zwrócić uwagę na kilka momentów. Wyróżniają się przede wszystkim dwa subtelniejsze utwory: quasi-ambientowy instrumental "A Warm Place" oraz słynny "Hurt", spopularyzowany później przez Johnny'ego Casha. Oryginał to oszczędny akompaniament gitary i brzmień klawiszowych dla emocjonalnej, częściowo bardzo intymnej partii wokalnej Reznora, ale też sporo zniekształceń, jakby twórca celowo sabotował jego komercyjny potencjał. Zresztą taka aranżacja świetnie współgra z tekstem. Do pewnego momentu broni się "Eraser", wzbogacony długim instrumentalnym wprowadzeniem, ale efekt nieco psuje agresywna, nagle urwana końcówka. Najbardziej udany - i to biorąc pod uwagę także pierwszą połowę płyty - jest natomiast masywny "Reptile", znakomicie łączący wyrazistą, melancholijną melodię, posępny klimat, elektroniczne brzmienia oraz metalowy ciężar bez tej nieco infantylnej krzykliwości wielu innych fragmentów albumu.

Czytaj też: [Recenzja] Model/Actriz - "Dogsbody" (2023)

"The Downward Spiral" wywołuje we mnie mieszane uczucia. Mam zastrzeżenia do pewnych wyborów estetycznych, zwłaszcza w co bardziej agresywnych momentach, które wydają się zbyt przerysowane, niepoważne, a to z kolei stoi w sprzeczności z konceptem albumu. Z drugiej strony, bywa tu naprawdę - zwłaszcza na taką estetykę - ciekawie od strony produkcji, brzmienia czy aranżacji. Dobrze wypada synteza różnych wpływów, z których udało się stworzyć własny, wewnętrznie konsekwentny styl. Dzięki temu udało się stworzyć spójny, a zarazem dość zróżnicowany album. Jednak pominięcie kilku mniej wyrazistych utworów nie byłoby żadną stratą dla całości.

Ocena: 7/10


Nine Inch Nails - "The Downward Spiral" (1994)

1. Mr. Self Destruct; 2. Piggy; 3. Heresy; 4. March of the Pigs; 5. Closer; 6. Ruiner; 7. The Becoming; 8. I Do Not Want This; 9. Big Man with a Gun; 10. A Warm Place; 11. Eraser; 12. Reptile; 13. The Downward Spiral; 14. Hurt

Skład: Trent Reznor - wokal, instrumenty, programowanie; Chris Vrenna - programowanie, sampler, perkusja (14); Charlie Clouser - programowanie; Adrian Belew - gitara (1,7); Stephen Perkins - perkusja (8); Danny Lohner - gitara (9); Mark "Flood" Ellis - instr. perkusyjne (5), syntezator (7); Andy Kubiszewski - perkusja (13)
Producent: Trent Reznor; Mark "Flood" Ellis (1,2,5-7,10-12)


Idź do oryginalnego materiału