
To drugi najsłynniejszy album 1999 roku z Kalifornią w tytule. Początkowo "California" Mr. Bungle miała zresztą ukazać się dokładnie tego samego dnia co "Californication" Red Hot Chili Peppers. Anthony Kiedis poczuł się jednak obrażony i namówił przedstawicieli Warnera - dla którego nagrywały oba zespoły - do przesunięcia datę premiery albumu konkurencyjnej grupy. Na tym jednak nie poprzestał. niedługo doprowadził też do usunięcia Mr. Bungle z rozpiski kilku letnich festiwali w Europie, na których zespół miał dzielić scenę z RHCP. Dla muzyków wiązało się to ze sporymi stratami finansowymi. Cała ta sytuacja nie wynikała wyłącznie ze zbieżności tytułów. Już dekadę wcześniej Kiedis ubzdurał sobie, iż Mike Patton próbuje go imitować, choć to ten drugi pokazywał znacznie większe możliwości, umiejętności i wyobraźnię muzyczną. Zespół odpowiedział na jego urojenia podczas halloweenowego występu, grając zestaw przeróbek Red Hotów ze zmienionymi tekstami, pełnymi aluzji do problemów z narkotykami, jednocześnie parodiując pozerskie zachowanie muzyków na scenie. Kiedis zemścił się na grupie, uniemożliwiając jej występy w Australii i Nowej Zelandii.
Infantylne zachowanie wokalisty Red Hot Chili Peppers można uznać za próbę rekompensowania sobie własnej artystycznej impotencji. Album "Californication" okazał się ogromnym sukcesem komercyjnym (3. miejsce i ośmiokrotna platyna w USA, potężna sprzedaż w innych krajach), ale nie zaoferował nic poza kilkoma konwencjonalnymi hitami radiowymi, jest płytą straszliwie jednowymiarową i niewnoszącą nic choćby do dyskografii zespołu. Tymczasem "California", choć mniej popularna (144. pozycja w Stanach, w Europie poza listami sprzedaży), jest jedną z najbardziej kreatywnych płyt końca poprzedniego stulecia. Należy przy tym podkreślić, iż pomimo powyższego porównania, dzieło Mr. Bungle jest tak dobre nie słabością konkurencyjnej płyty, a swoją własną wartością artystyczną.
Czytaj też: [Recenzja] Mr. Bungle - "Disco Volante" (1995)
"California" jest zarazem najprzystępniejszym albumem Mr. Bungle, najbardziej zorientowanym na piosenki, nawiązujące zresztą do różnych staromodnych nurtów. Tyle iż muzycy podchodzą do tego w typowy dla siebie, a więc mocno niekonwencjonalny sposób. W warstwie muzycznej wciąż panuje zwariowany eklektyzm, ze stylami zmieniającymi się częściej niż utwory, natomiast w tekstach dalej dominuje humor i satyra, tym skupione wokół jaśniejszych i ciemnych stron Kalifornii. Po szaleństwie eponimicznego debiutu oraz "Disco Volante" sporym zaskoczeniem może być rozpoczynający trzeci album utwór "Sweet Charity", utrzymany w słonecznym, koktajlowym nastroju, muzycznie nawiązujący do lounge, z doo-wopowymi wokalami. W podobnie lekkie klimaty zespół udaje się w wyjątkowo zgrabnych melodycznie balladach "Retrovertigo" i "Pink Cigarette" - pierwsza, wbrew tytułowi, łączy folkowe brzmienia z nowocześniejszą produkcją, podczas gdy druga silnie czerpie z różnych rozrywkowych stylów retro - ale też w żywszym "Vanity Fair", łączącym elementy motown czy brill building z doo-wopem. Łagodnie wypada też kameralny, quasi-sakralny "The Holy Filament", ale tu już nastrój jest bardziej niepokojący.
Zespół nie rezygnuje też z bardziej niekonwencjonalnych mieszanek stylistycznych. "None of Them Knew They Were Robots" to kompletnie odjechana fuzja metalu, surf rocka, swingu i rockabilly, a choćby niby-kościelnych śpiewów. "The Air-Conditioned Nightmare" zaczyna się jak zwykła surf-rockowa piosenka, ale z czasem dochodzą doo-wopowe wokale i metalowe riffy. "Ars Moriendi" brzmi z kolei jak avant prog z elementami klezmerskimi i cygańskimi, fragmentami dodając do tego ciężkie gitary, dyskotekową rytmikę lub surfowe motywy. W "Golem II: The Bionic Vapour Boy" można natomiast odnieść wrażenie, iż to Mr. Bungle wymyślili King Gizzard and the Lizard Wizard, który jednak mógłby się sporo nauczyć z tego kawałka - jak robić naprawdę porąbaną muzykę i pomysłowo łączyć różne style, w tym przypadku zolo, muzykę cyrkową czy synth funk. pozostało finałowy "Goodbye Sober Day" z elementami staromodnego popu, metalowymi riffami, egzotycznymi perkusjonaliami oraz fragmentem z azjatyckim śpiewem gardłowym. Zresztą we wszystkich nagraniach Patton pokazuje niesamowitą wyobraźnię i możliwości, sięga po rozmaite, tradycyjne i niekonwencjonalne techniki. Również pod względem instrumentalnym jest to niezwykle bogaty album, w czym spora zasługa rozbudowanego składu, obejmującego sekcje dętą i smyczkową.
Czytaj też: [Recenzja] Mr. Bungle - "Mr. Bungle" (1991)
"California" okazał się, niestety, ostatnim na wiele lat albumem Mr. Bungle. Choć zespół oficjalnie nigdy nie zakończył działalności, spory podczas nagrywania tej płyty oraz trudności z koncertowaniem sprawiły, iż muzycy woleli skupić się na innych projektach. Mike Patton i Trevor Dunn, wsparci przez Buzza Osborne'a i Dave'a Lombardo, stworzyli zespół Fantômas; a z Joeyem Baronem grali kompozycje Johna Zorna jako Moonchild Trio. Obaj brali też udział w wielu innych zornowskich projektach: Dunn w Electric Masada czy The Dreamers, Patton w Hemophilliac. Wokalista prowadził też rockową grupę Tomahawk. Tymczasem Trey Spruance rozwijał swój własny Secret Chiefs 3, a Danny Heifetz i Clinton McKinnon wyprowadzili się do Australii.
W 2020 roku Mr. Bungle powrócił z czwartym albumem "The Raging Wrath of the Easter Bunny Demo", nagranym przez Pattona, Spruance'a i Dunna ze Scottem Ianem oraz Dave'em Lombardo. To jednak zdecydowanie najmniej interesujące i potrzebne ze wszystkich wydawnictw zespołu. - nowa wersja demówki z 1986 roku, wykastrowana ze wszystkich ciekawych pomysłów, tym razem utrzymana w ściśle thrash-metalowej konwencji. Kompletnie brakuje tam atutów pierwszych trzech albumów: tego zappowskiego szaleństwa i humoru, niekonwencjonalnych fuzji stylistycznych oraz muzycznej wyobraźni. "California" byłaby o wiele lepszym zwieńczeniem dyskografii - niekoniecznie najlepszym longplayem zespołu, ale tym najlepiej balansującym jego eksperymentalne podejście z przystępnością.
Ocena: 9/10
Mr. Bungle - "California" (1999)
1. Sweet Charity; 2. None of Them Knew They Were Robots; 3. Retrovertigo; 4. The Air-Conditioned Nightmare; 5. Ars Moriendi; 6. Pink Cigarette; 7. Golem II: The Bionic Vapour Boy; 8. The Holy Filament; 9. Vanity Fair; 10. Goodbye Sober Day
Skład: Mike Patton - wokal, instr. klawiszowe; Trey Spruance - gitara; Trevor Dunn - gitara basowa; Danny Heifetz - perkusja i instr. perkusyjne, instr. klawiszowe; Clinton "Bär" McKinnon - saksofon, walornia, instr. klawiszowe
Gościnnie: Timba Harris - trąbka; Larry Ragent - waltornia; Bill Banovetz - obój; Michael Peloquin - harmonijka; Ben Barnes - skrzypce, altówka; Eyvind Kang - skrzypce, altówka; Carla Kihlstedt - skrzypce, altówka; Sam Bass - wiolonczela; Marika Hughes - wiolonczela; Jay Stebley - dulcimer; David Phillips - gitara pedal steel; Aaron Seeman - pianino; Henri Ducharme - akordeon; William Winant - instr. perkusyjne
Gościnnie: Timba Harris - trąbka; Larry Ragent - waltornia; Bill Banovetz - obój; Michael Peloquin - harmonijka; Ben Barnes - skrzypce, altówka; Eyvind Kang - skrzypce, altówka; Carla Kihlstedt - skrzypce, altówka; Sam Bass - wiolonczela; Marika Hughes - wiolonczela; Jay Stebley - dulcimer; David Phillips - gitara pedal steel; Aaron Seeman - pianino; Henri Ducharme - akordeon; William Winant - instr. perkusyjne
Producent: Mr. Bungle












