[Recenzja] John Zorn - "Moonchild: Songs Without Words" (2006)

pablosreviews.blogspot.com 1 dzień temu


Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E09

Do połowy pierwszej dekady XXI wieku John Zorn mógł być postrzegany przede wszystkim jako saksofonista i improwizator - pomimo istotnych dokonań kompozytorskich. Osobiście stał na czele swoich kolejnych projektów, takich jak Naked City, PainKiller, kwartet Masada czy Electric Masada. Z czasem jednak coraz częściej tworzył mniej lub bardziej efemeryczne składy, którym dostarczał repertuar i zachowywał kontrolę nad kierunkiem artystycznym, ale nie udzielał się w nich jako instrumentalista. Tu wspomnieć trzeba o Masada String Trio czy Bar Kokhba Sextet. Przesunięcie środka ciężkości z wykonawcy na kompozytora w pełni nastąpiło właśnie około 2005 roku. Wtedy wystartowała seria "Book of Angels", a także zaczęło pojawiać się coraz więcej zespołów wykonujących kompozycje Zorna pod jego nadzorem, ale bez jego wkładu instrumentalnego. Najważniejsze z nich to Moonchild Trio i The Dreamers - oba zresztą z tym samym basistą oraz bębniarzem, ale tworzące kompletnie różną muzykę.

W skład Moonchild Trio weszli dwaj muzycy o raczej rockowo-metalowym doświadczeniu, czyli wokalista Mike Patton i basista Trevor Dunn, a także jazzowy perkusista Joey Baron, który jednak swoją wszechstronność pokazał już w Naked City. Patton i Dunn zaczynali karierę razem, jeszcze jako nastolatkowie, w grupie Mr. Bungle, natomiast w tamtym okresie obaj współtworzyli grupę Fantômas. Z kolei Dunn z Baronem zdążyli się już zgrać w Electric Masada. Baron z Pattonem miał natomiast okazję współpracować, gdy ten drugi zastępował Yamatsukę Eye'a w Naked City. Jako trio Moonchild nagrali w sumie siedem albumów, opublikowanych nakładem Tzadik pod nazwiskiem kompozytora. Na części z nich skład został poszerzony o dodatkowych muzyków, jak Ikue Mori, Jamie Saft, Marc Ribot i John Medeski, a choćby o samego Zorna.

Czytaj też: [Recenzja] John Zorn - "IAO: Music in Sacred Light" (2002)

Na debiutanckim "Moonchild: Songs Without Words" muzycy faktycznie grają w trio, a efektem jest muzyka bardzo surowa i brutalna. Wokalnemu szaleństwu Pattona, wydającego z siebie jedynie nieartykułowane dźwięki, towarzyszy przesterowany bas Dunna, nadający metalowego ciężaru lub noise'owego zgiełku, podczas gdy gra Barona ma odrobinę jazzowej finezji. Album zainspirowały trzy kompletnie różne postaci: okultysta i pisarz Aleister Crowley, artysta i teoretyk teatralny Antonin Artaud, a także kompozytor awangardowy Edgar Varèse. Od Crowleya zaczerpnięto przede wszystkim niektóre tytuły oraz nazwę zespołu - tożsamą z powieścią w Polsce znaną jako "Księżycowe dziecko" - ale także rytualny klimat całości. Wykorzystano tu również artaudowską ideę teatru okrucieństwa, stawiającą doświadczenie ponad interpretacją, co przekształcono tu w koncept piosenek bez słów. Varèse był natomiast jednym z pierwszych twórców, którzy dostrzegli znaczenie rytmu, barwy, gęstości czy przestrzeni w muzyce, zamiast postrzegać ją wyłącznie przez pryzmat melodii i harmonii, od których w swoich dziełach odchodził.

Agresywne brzmienie Moonchild Trio budzi skojarzenia z Naked City czy PainKiller, jednak tu stylistyczny eklektyzm ustępuje miejsca żelaznej konsekwencji, a w miejsce ciągłych zmian motywów wchodzi transowa powtarzalność tematów. Mimo wszystko dość dużo się tu dzieje. choćby brutalny, zdecydowanie metalowy otwieracz "Hellfire" zawiera urozmaicenia w postaci zmian tempa. Natomiast już drugi na trackliście "Ghosts of Thelema" w całości zagrany jest wolniej i bardziej klimatycznie, choć wciąż posępnie, z przybrudzonym brzmieniem basu oraz złożoną, wyemancypowaną partią perkusji. W "Possession" zaskakuje wyjątkowo konwencjonalny metalowy riff oraz wokaliza Pattona przypominająca normalny śpiew. To jednak jedyny tego typu fragment. Wokale najczęściej sprawiają wrażenie niekontrolowanej mieszanki krzyków, pisków, skrzeków, charczenia, szeptów i bliżej nieokreślonych dźwięków, podczas gdy instrumentaliści unikają wyrazistych melodii, a miejsce zapamiętywanych riffów zajmuje noise'owy jazgot. Tak jest zarówno w nagraniach stawiających przede wszystkim na czad - by wspomnieć tylko o "Abraxas", "Caligula" czy bardziej pogmatwanym rytmicznie "La Part Maudit" - jak i w tych zorientowanych bardziej na budowanie rytualistycznego klimatu, na czele z "616" oraz tytułowym "Moonchild".

Czytaj też: [Recenzja] Naked City - "Grand Guignol" (1992)

Ogólnie nie jest to moje ulubione oblicze Johna Zorna, ale doceniam, iż choćby w graniu tak mocno zorientowanym na metalową brutalność słychać spory kunszt i wyobraźnię występujących tu muzyków. Szczególnie udanym pomysłem było zaangażowanie do tego projektu Joeya Barona - choć naturalnym wyborem wydawałby się np. Dave Lombardo - który wnosi tu finezję typową raczej dla bardziej wyrafinowanych artystycznie rodzajów muzyki.

Ocena: 7/10


John Zorn - "Moonchild: Songs Without Words" (2006)

1. Hellfire; 2. Ghosts of Thelema; 3. Abraxas; 4. Possession; 5. Caligula; 6. 616; 7. Equinox; 8. Moonchild; 9. Le Part Maudit; 10. The Summoning; 11. Sorceress

Skład: Mike Patton - wokal; Trevor Dunn - gitara basowa; Joey Baron - perkusja; John Zorn - dyrygent
Producent: John Zorn


Idź do oryginalnego materiału